Rifkin: czeka nas zielona rewolucja
Doradca Komisji Europejskiej przekonuje, że wykorzystanie odnawialnych źródeł energii wyprowadzi świat z kryzysu. Drogę do tego otworzy przyjęcie nowego protokołu w sprawie emisji gazów cieplarnianych. Wczoraj stanowisko w tej sprawie złagodzili najwięksi przeciwnicy kompromisu w kwestii ograniczenia produkcji dwutlenku węgla - Amerykanie
ROZMOWA
ANNA MASŁOŃ:
JEREMY RIFKIN*:
Dlatego że tkwimy w przeszłości. A tymczasem na naszych oczach dogorywa druga rewolucja przemysłowa, czyli model gospodarczy i cywilizacyjny oparty na eksploatacji paliw kopalnych. Węgiel, ropa i gaz ziemny używane przez ostatnie 150 lat doprowadziły do sytuacji, w której ludzkość zagrożona jest wyginięciem. W tym stuleciu temperatura może się podnieść nawet o 3,5 stopnia Celsjusza. Ale nawet te 3 stopnie wystarczą, by na ziemi pojawił się zupełnie inny ekosystem. James Hansen, jeden z czołowych klimatologów w Ameryce, twierdzi, że jeśli w Kopenhadze ktokolwiek chce walczyć o zmniejszenie emisji CO2 do 450 ppm (parts per million) do 2015 r. i liczyć na to, że temperatura podniesie się jedynie o 2 stopnie Celsjusza, toczy bój o przegraną sprawę. Jeśli emisja zostanie ograniczona na tyle, by utrzymać poziom 450 ppm, temperatura podniesie się aż o 6 stopni. Mam nadzieję, że Hansen się myli. Pytanie, co możemy zrobić w tej sytuacji. Ustalenie limitów emisji CO2 to rzecz ważna. Ale ich przestrzeganie to za mało. Potrzebna jest nam zupełnie nowa wizja gospodarki. Taka, która będzie się odnosić do olbrzymiego kryzysu, w jakim się znajdujemy.
Choć odtrąbiono koniec recesji, tkwimy w samym środku najpoważniejszego od dziesięcioleci kryzysu. Zgodnie z obowiązującą powszechnie wykładnią to zawirowania na rynku kredytowym doprowadziły do destabilizacji gospodarki. Lecz to nie jest przyczyna, ale skutek kryzysu. Globalna gospodarka opiera się ciągle na założeniu, że mając dostęp do taniej energii, jesteśmy w stanie generować zysk. Zgodnie z takim założeniem wystarczy przenieść produkcję do Chin, co obniży koszty produkcji, a później pakować towary w kontenery i wysyłać do najdalszych zakątków świata. To założenie legło w gruzach.
Chodzi o zmianę systemu energetycznego oraz zmianę w sposobie komunikacji. Ta pierwsza już się dokonuje - to rewolucja internetowa. Teraz rozproszona komunikacja musi zostać powiązana z nowym systemem energetycznym. Węgiel, ropa, gaz, uran - te surowce są dobrem rzadkim, występują tylko w określonych miejscach. Energia rozproszona to dobro, które każdy może znaleźć na własnym podwórku: słońce, wiatr, źródła geotermalne, śmieci, odpadki organiczne, fale morza.
Nie wszędzie jest to takie trudne. UE jest bardzo zaangażowana w maksymalne wykorzystanie energii ze źródeł odnawialnych. Do 2020 r. planowane jest zwiększenie wydajności energetycznej o 20 proc. Wiem, że sytuacja Polski, z jej energetyką opartą na węglu, jest trudniejsza, ale nie widzę powodów, żeby miała rezygnować z przyłączenia się do tych - niezbędnych przecież - zmian. Nie jesteśmy w stanie zbudować tak wielkiej liczby farm wiatrowych i słonecznych, by zaopatrywać w energię całą ludność Europy. Ale twierdzenie, że musimy budować takie urządzenia w jednym miejscu to spuścizna myślenia, że konieczne jest magazynowanie energii, a dopiero później jej dystrybucja. Kolektory energii są konieczne, ale to etap przejściowy. Bo skoro każde ze źródeł odnawialnych jest dostępne praktycznie w każdym miejscu na świecie, to czemu miałoby służyć tworzenie centralnych węzłów energetycznych?
To jest właśnie ta szeroko komentowana zielona rewolucja? Jedna trzecia emisji CO2 pochodzi z budynków. To one są odpowiedzialne w największej mierze za zmiany klimatyczne. I one mogą im zaradzić. Wyobraźmy sobie, że każdy budynek w Polsce wytwarza energię. Każdy blok, biuro, centrum handlowe, fabryka mogą być przekształcone, by przynajmniej w części same pokrywały zapotrzebowanie energetyczne. Jeśli w Niemczech możliwe jest wykorzystanie paneli słonecznych, dlaczego nie miałoby się to udać w Polsce? Do tego wiatraki, przepompownie źródeł geotermalnych, przetwórnie odpadów. Każdy dom może produkować 10 - 20 proc. niezbędnej dla danego gospodarstwa energii, każde centrum handlowe 30 proc. Tak jak system rozproszonej komunikacji składa się z połączonych w sieć komputerów, tak samo może wyglądać system rozproszonej energii. To waśnie będzie nakręcać gospodarkę. W Hiszpanii powstają już budynki, które wytwarzają więcej energii, niż jej zużywają. Hiszpańska Axiona uruchomiła ogromne farmy słoneczne. GM założył w ubiegłym roku olbrzymie baterie słoneczne w swojej fabryce niedaleko Saragossy - choć koszty tej inwestycji sięgają 50 mln euro, zwróci się ona za kilka lat.
Z czasem będziemy odchodzić od olbrzymich elektrowni, nawet tych opartych na zielonej energii, w stronę systemu, w którym każdy jest zarówno producentem, jak i konsumentem energii. Dzisiejsze firmy energetyczne nie będą się w przyszłości zajmowały budowaniem i funkcjonowaniem elektrowni i zabezpieczaniem przesyłania energii. Ich zadaniem będzie logistyka - jak połączyć w jedną wielką sieć poboru i przesyłu energii miliony mikroelektrowni w budynkach. W pracach nad takimi rozwiązaniami uczestniczą przedstawiciele firm energetycznych z całej Europy: EDP z Portugalii (Energias de Portugal), Axiona z Hiszpanii, NTR z Irlandii. Mamy już technologię, są firmy, które są zainteresowane przejściem na zieloną energię.
Wśród ponad stu uczestników prowadzonych przeze mnie spotkań "Third Industrial Rewolution CEO Roundtable" znajdują się czołowe firmy z sektora energetycznego, firmy budowlane, główni gracze na rynku nieruchomości, firmy z branży IT oraz samochodowej. Teraz naszym celem jest wpłynięcie na rządy, by stworzyły długoterminowe plany działania. Dzięki temu firmy będą mogły rozwijać zielone rozwiązania. Właśnie skończyliśmy pięciomiesięczne prace nad raportem o San Antonio w Teksasie. Tam zaproponowane przez nas rozwiązania będą wcielane w życie. Trwają rozmowy z wielkimi miastami w Europie, by i tam zaczęła powstawać niezbędna infrastruktura. Bez niej wszelkie działania na rzecz pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych są tylko pewnym kaprysem, a nie racjonalnym wyborem.
Wykładam na University of Pennsylvania, prowadzę Wharton Executive Education Program - mam zajęcia z menedżerami i prezesami firm. I to im zadaję pytanie: jaki jest plan B? Czy dotychczasowa koncepcja ekonomiczna się wyczerpała? Oczywiście, że tak. Jeśli nie przyjmiemy do wiadomości, że potrzebny jest nam nowy model - przegramy. Nie chodzi o to, żeby straszyć globalnym ociepleniem. Mamy narzędzia, żeby temu zaradzić. Co więcej, mamy też szansę na czerpanie z tego wymiernych biznesowych korzyści. Dlaczego się więc na to nie zdecydować? Sam z kolei jestem ciągle pytany o to, czy potężne gospodarki Ameryki i Europy naprawdę mają polegać na energii dostarczanej przez wiatr i słońce. "Przecież to nie wystarczy" - słyszę. "Musimy mieć ropę i węgiel, inaczej nasza gospodarka padnie". Trudno uświadomić sobie konieczność zmian, bo wciąż jesteśmy przywiązani do świata, który znamy najlepiej - świata drugiej rewolucji przemysłowej. Jest nam wciąż bardzo trudno przyznać, że to już zamknięty rozdział, że węgiel i ropa naftowa nie pomogą nam generować bogactwa. Rozumie to doskonale każdy, kto wychował się na YouTube i Wikipedii. To sieć, w której dostarczycielem informacji może być każdy. Na takiej samej zasadzie działać może przesył energii.
Założenia trzeciej rewolucji przemysłowej rozumieją znacznie lepiej młodzi ludzie - i to bez znaczenia, jaką opcję polityczną prezentują. Fundacja, której przewodniczę, współpracuje z Europejską Partią Ludową, z liberałami, z socjalistami, z Zielonymi. W Europie każde wybory to pojedynek między wizją wolnorynkową a ideą państwa opiekuńczego. Nasza propozycja wiąże się z olbrzymim wzrostem przedsiębiorczości - każdy będzie w nim aktywnym graczem. Parlament Europejski wsparł przedstawiony przeze mnie projekt jako kierunek zmian najlepszy dla europejskiej gospodarki. Komisja Europejska także opowiada się za pewnymi jego częściami. Nie dlatego, że to piękna wizja, lecz dlatego, że to się nam po prostu opłaca.
@RY1@i02/2009/200/i02.2009.200.000.0010.001.jpg@RY2@
Jeremy Rifkin o korzyściach z kompromisu w sprawie CO2
Topfoto/Forum
, amerykański ekonomista, politolog, publicysta. Specjalizuje się w problemach zmian klimatycznych i bezpieczeństwa energetycznego. Jest założycielem i prezesem Foundation on Economic Trends (FOET). Był doradcą premiera Włoch i przewodniczącego Komisji Europejskiej Romana Prodiego, kanclerz Niemiec Angeli Merkel, premiera Portugalii Jose Socratesa, premiera Słowenii Janeza Jansza. Doradza Komisji Europejskiej i Parlamentowi Europejskiemu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu