Energochłonne domy stracą na wartości
Gdy kupujemy lub wynajmujemy dom, żądajmy jego certyfikatu energetycznego. Określa on energochłonność budynku i pozwala oszacować, ile kosztuje jego ogrzewanie.
Ogrzewanie domu i ciepła woda w kranie to główne koszty eksploatacji większości domów. Budynki "odpowiadają" w UE za 40 proc. zużycia energii i emisję ponad 1/3 gazów cieplarnianych. Dzieje się tak, ponieważ wiele z nich wciąż jest bardzo energochłonnych.
Dlatego władze Unii Europejskiej postanowiły stworzyć mechanizmy zachęcające do zmniejszenia zużycia energii w budynkach. Osiem lat temu Parlament Europejski i Rada przyjęły Dyrektywę 2002/91/EC - postulowaną przez Komisję Europejską - dotyczącą jakości energetycznej budynków.
W Polsce główny - jak dotąd - efekt tej dyrektywy to wprowadzenie na początku zeszłego roku obowiązkowych certyfikatów (zwanych także świadectwami) energetycznych dla budynków i lokali mieszkalnych. Muszą je posiadać wszyscy sprzedający lub wynajmujący komuś dom czy mieszkanie, ale także deweloperzy, gdy chcą dostać pozwolenie na użytkowanie nowego bloku. Obowiązek dotyczy także właścicieli przerabianych albo modernizowanych budynków, gdy zgłaszają do urzędu zakończenie tej inwestycji.
Certyfikat określa tzw. klasę energetyczną budynku (analogicznie do klas energetycznych przyznawanych sprzętom RTV i AGD), czyli jego energochłonność. To znaczy, ile może on zużyć energii na ogrzewanie, podgrzewanie wody użytkowej, wentylację i klimatyzację. Innymi słowy, jak wysoki będzie główny koszt jego eksploatacji, co powinno mieć wymierny wpływ na wartość rynkową danej nieruchomości.
We Francji po wprowadzeniu obowiązkowych certyfikatów energetycznych ceny domów zużywających dużo energii spadły w krótkim czasie od 10 do 20 proc. Czy ten rynkowy mechanizm, który czyni inwestycje w zmniejszanie energochłonności domu opłacalnymi, zadziała i u nas?
Na razie trudno powiedzieć. Przepisy są u nas tak sformułowane, że sprzedający lub wynajmujący komuś dom ma obowiązek uzyskać certyfikat energetyczny, ale nie musi go okazywać kupującemu. Brak certyfikatu nie uniemożliwia sprzedaży ani podpisania umowy najmu. A wielu klientów wciąż nie wie, że sprzedający musi mieć świadectwo energetyczne i można zażądać obejrzenia go, choć za odmowę pokazania certyfikatu nie ma żadnych sankcji prawnych. Sporo osób myli certyfikaty z audytem energetycznym, który określa, jak przeprowadzić termomodernizację budynku. A przecież certyfikaty poprzez mechanizmy rynkowe mają do termomodernizacji zachęcać...
Świadectwo energetyczne może wydać m.in. każdy inżynier budownictwa i architekt z uprawnieniami do projektowania budynków. Szukając więc firmy, która wydałaby nam certyfikat, powinniśmy zacząć od biur architektonicznych i projektowych.
W niedalekiej przyszłości certyfikat energetyczny będzie musiał zawierać informację także o wykorzystanych odnawialnych źródłach energii. Ale największa rewolucja czeka nas w 2020 r., bo od tego czasu - według dyrektywy przyjętej w zeszłym roku przez Parlament Europejski i Radę - budynki mieszkalne w UE mają zmniejszyć do absolutnego minimum emisję gazów cieplarnianych. To zaś oznacza, że będą musiały być superoszczędne energetycznie.
@RY1@i02/2010/020/i02.2010.020.189.001a.001.jpg@RY2@
Unia chce, by budynki emitowały coraz mniej CO2
Shutterstock.com
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu