Resort nie zgodzi się na niższe poziomy odzysku
JANUSZ OSTAPIUK Wytwórca produktu, który zarabia na jego sprzedaży, musi ponosić koszty sprzątania po sobie. A te rosną, bo pojawia się coraz więcej nowych rodzajów opakowań, coraz trudniejszych do przetworzenia
1 stycznia br. zaczęła obowiązywać ustawa z 13 czerwca 2013 r. o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi (Dz.U. z 2013 r. poz. 888). Przedsiębiorców, którzy muszą się do niej dostosować, niepokoją sygnały o planowanych zmianach w tym akcie prawnym.
Zdecydowanie podkreślam, że prawo nie będzie szybko w tym zakresie zmieniane. Dajemy sobie dwa lata na wnikliwą obserwację, jak funkcjonuje system gospodarowania odpadami opakowaniowymi na podstawie nowych przepisów. Przez ten czas na poziomie regulacji ustawowej nie zamierzamy niczego modyfikować.
Skąd więc biorą się plotki?
Większość obszarów ochrony środowiska, w tym również część związana z gospodarką odpadami opakowaniowymi, nie może dobrze funkcjonować bez aktywności i pieniędzy producentów wprowadzających na rynek swoje towary. Chodzi o to, że wytwórca produktu, który zarabia na jego sprzedaży, musi również ponosić koszty sprzątania po sobie. Nie ma co ukrywać, że koszty ochrony środowiska w tym zakresie rosną, bo na rynku pojawia się coraz więcej nowych rodzajów opakowań wielomateriałowych, coraz trudniejszych do przetworzenia. Wystarczy, że nowy rodzaj tworzywa sztucznego zostanie powleczony aluminium, żeby nie przedostawała się wilgoć do produktu, i już mamy do czynienia z nowym rodzajem opakowania wielomateriałowego. Rocznie to ok. 200 tys. ton takich odpadów, choć jeszcze kilka lat temu było ich 60-80 tys. ton. W ślad za rosnącą różnorodnością opakowań muszą iść wyższe wydatki producentów na ich przetwarzanie. Nie wszystkim się to podoba, dlatego poszukiwane są różne drogi minimalizacji obowiązkowych poziomów łącznie z sugestiami, że powinny to być wartości zerowe. Innymi słowy - przekazy puszczane w rynek są takie, że lepiej wstrzymać się z budową efektywnych systemów zbiórki odpadów opakowaniowych, bo nie wiadomo, czy obowiązujące przepisy będą utrzymane. Moim zdaniem to próba wywarcia nacisku na Ministerstwo Środowiska, żebyśmy zgodzili się na niższe poziomy odzysku i recyklingu. W końcu co innego, gdy obowiązkowy pułap odzysku wynosi 14 proc. w stosunku do masy opakowań wprowadzonych na rynek, a co innego, gdy tylko 5 proc. Tymczasem raz jeszcze zapewniam, że nie planujemy w ustawie zmian. Poza tym przygotowaliśmy już projekt rozporządzenia wykonawczego w sprawie minimalnych rocznych poziomów odzysku i recyklingu dla opakowań wielomateriałowych. Prawdopodobnie jeszcze w marcu wejdzie w życie. Ten trochę opóźniony termin to także wynik koniecznych konsultacji i uzgodnień.
Jakie pułapy przyjął resort?
W 2014 r. minimalny roczny poziom odzysku dla opakowań wielomateriałowych musi wynieść 14 proc., a dla recyklingu 10 proc. W kolejnych latach ten odsetek będzie stopniowo rósł, by w 2020 r. osiągnąć europejski pułap. To są masy dostosowane do tego, ile zakłady przetwarzania, do których trafiają odpady, są w stanie zagospodarować. Zbadaliśmy to i jesteśmy przekonani, że nie powinno być problemu z mocami przerobowymi zakładów. Teraz wystarczy tylko, że producenci, którzy wprowadzają opakowania na rynek, zorganizują ich zebranie i transport.
Czy poziomy różnią się ze względu na to, jaki składnik dominuje w opakowaniach wielomateriałowych?
Był taki pomysł, ale od niego odstąpiliśmy, bo producenci określili go jako zbyt skomplikowany. Mieli rację, bo przedsiębiorca musiałby na przykład na linię technologiczną odrębnie wpuszczać kartony z przewagą aluminium, a odrębnie z przewagą tworzywa sztucznego. Wyznaczenie jednego poziomu dla opakowań wielomateriałowych przyczynia się zaś do uproszczenia systemu.
Na swoją ustawę czekają również producenci AGD i RTV oraz organizacje odzysku. Nowy akt prawny jest przygotowywany, bo zmiany wymusza unijna dyrektywa o elektroodpadach. Problem polega na tym, że termin implementacji minął 14 lutego 2014 r.
Tylko Wielka Brytania i Rumunia już implementowały dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2012/19/UE w sprawie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE). Pozostałe kraje są na takim etapie, jak my, czyli projektują ustawy dostosowujące krajowe systemy gospodarowania elektroodpadami do unijnych standardów.
Mam nadzieję, że Rządowe Centrum Legislacji zakończy opracowywanie projektu ustawy o ZSEE jeszcze w marcu. Zakładam też, że konsultacje społeczne nie będą długie i potrwają ok. czterech tygodni, bo przecież wielomiesięczne dyskusje odbyły się już wcześniej, na etapie przygotowywania projektu założeń do tej ustawy.
Czy nowy akt prawny dokona rewolucji na nękanym przez szarą strefę rynku elektro- odpadów?
Wolałbym uniknąć gwałtownych zmian, a raczej podjąć stopniową, choć konsekwentną walkę z nieprawidłowościami. Na początek chciałbym doprowadzić do mocniejszego związania producentów z odpowiedzialnością za jakość pracy zakładanych przez nich organizacji odzysku. Tym samym może udałoby się zmniejszyć udział w rynku organizacji, które są założone wyłącznie dla zarabiania pieniędzy? Obecnie taki podmiot, działający w formie spółki akcyjnej, może powołać do życia każdy, kto wprowadzi do obrotu kilka suszarek do włosów. I pozycja prawna takiej organizacji będzie dokładnie taka sama, jak producenta dostarczającego na rynek kilkadziesiąt tysięcy ton pralek czy lodówek. Tym ostatnim choćby z wizerunkowego punktu widzenia zależy bowiem na tym, by ich produkty były przetwarzane zgodnie z prawem i zasadami ochrony środowiska.
@RY1@i02/2014/053/i02.2014.053.18300050a.802.jpg@RY2@
FOT. A.MAJCHRZAK/P.KUCHARSKI/MAT. PRASOWE
Janusz Ostapiuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska
Rozmawiał Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu