Zamknięty obieg odpadów to czyste zyski
Wprowadzenie efektywnego pozyskiwania i przetwarzania surowców oznacza rozwój nowego rynku, powstanie nowych miejsc pracy i dodatkowe wpływy podatkowe do budżetu państwa
Odpady trzeba zacząć traktować jako surowiec, który można wykorzystać do produkcji - przekonywali eksperci podczas debaty "Gospodarka o obiegu zamkniętym nowym wyzwaniem dla JST i podmiotów gospodarczych" na Forum Ekonomicznym w Krynicy.
GOZ, czyli gospodarka o obiegu zamkniętym, jest koncepcją gospodarczą, w której produkty, materiały oraz surowce powinny pozostawać w gospodarce tak długo, jak jest to możliwe, a wytwarzanie odpadów powinno być jak najbardziej zminimalizowane. Idea ta - jak tłumaczy Ministerstwo Rozwoju - uwzględnia wszystkie etapy cyklu życia produktu, zaczynając od jego projektowania, poprzez produkcję, konsumpcję, zbieranie odpadów, aż do ich zagospodarowania. Chodzi o to, żeby odejść od zasady: "weź - wyprodukuj - zużyj - wyrzuć", w której odpady często traktowane są jako ostatni etap cyklu życia. W gospodarce o obiegu zamkniętym istotne jest to, żeby odpady - jeżeli już powstaną - stawały się surowcami wtórnymi.
Jedną z pierwszych dużych firm, która rozwiązania GOZ wprowadziła do swojej strategii, jest KGHM. - Ekologia kojarzy się z czymś drogim. My wyszliśmy z założenia, że trzeba zrobić wszystko, żeby zwiększyć efektywność wykorzystania istniejących zasobów, zarówno tych krajowych, jak i zagranicznych - mówiła podczas debaty Beata Staszków, prezes zarządu Związku Pracodawców Polska Miedź. Zasada ta jest w spółce wprowadzana szeroko: od poprawy bezpieczeństwa pracy, ograniczającej liczbę wypadków, przez ulepszenie komfortu pracy w trudnych warunkach, po gospodarkę odpadami. Przykładem wykorzystywania wewnętrznych zasobów, dzięki któremu udaje się zredukować negatywny wpływ na środowisko, jest np. odzyskiwanie soli i jej przemysłowe wykorzystanie albo produkcja kruszyw.
Jednak, jak podkreślała Beata Staszków, żeby udało się strategię wprowadzić w sposób efektywny, należy przede wszystkim doprecyzować przepisy, ponieważ obecnie - z powodu nieostrych definicji - kontrahenci wolą korzystać z surowców pierwotnych niż z wtórnych. Drugim problemem jest współpraca z samorządami. Wiele z nich podchodzi nieufnie do inwestycji. - Samorządy muszą mieć świadomość, że jak nam udostępniają ziemię pod różnego rodzaju projekty, nie będzie się to wiązało z zanieczyszczeniem środowiska oraz myśleć w długofalowej perspektywie, a nie krótkoterminowo "od wyborów do wyborów" - tłumaczyła przedstawicielka sektora miedziowego.
Burmistrz Wielunia Paweł Okrasa przekonywał, że są już gminy, które myślą perspektywicznie. Wieluń jako jedno z kilku miast w Polsce przystąpił do programu pilotażowego, w ramach którego chce stworzyć gminę, która będzie samowystarczalna energetycznie. Program resortu środowiska daje możliwości pozyskania pieniędzy na inwestycje. Budżet wynosi 45 mln zł, z czego 20 mln stanowią bezzwrotne formy dofinansowania.
Podstawą, obok edukacji, skierowanej do konkretnych grup: m.in. osobno do dzieci, osobno do gospodyń domowych czy do przedsiębiorców, będzie także synergia między działaniami gminy i przemysłu. Celem jest to, żeby wytwarzane odpady zyskały nowe życia i żeby przemysł mógł je ponownie wykorzystać. Np. odpady zielone najpierw mogą być przetwarzane na kompost, a potem stanowić nawóz, odpady z oczyszczalni ścieków nie powinny trafiać bezpośrednio na składowiska, tylko być wykorzystywane w biogazowni do produkcji biogazu, który może być wykorzystany do produkcji ciepła i energii elektrycznej dla całej gminy. Aby to zrealizować, powstaną nowe inwestycje, np. elektrociepłownia, która zmieni sposób ogrzewania miasta - biomasa ma zastąpić węgiel.
Anna Larsson, zastępca dyrektora naczelnego Green Business Norway tłumaczyła, że takie projekty w Norwegii są od dawna realizowane. - W krajach skandynawskich nie ma dyskusji, czy należy działać na rzecz ochrony środowiska, tylko jak to robić - stwierdziła. - Ważne, żeby stało się to także jednym z celów rządu - dodała. Podała przykład: w Norwegii działają przepisy, które motywują samych przedsiębiorców do tego, żeby opłacało im się zbierać opakowania. - Dostają upust z opłaty na ochronę środowiska, którą muszą płacić, jeżeli zbiorą z rynku 90 proc. swoich opakowań. Efekt jest taki, że 85 proc. opakowań staje się surowcem wtórnym - opisuje Anna Larsson.
Jej zdaniem równie ważna jest edukacja i dotarcie z informacją do mieszkańców. Na początku tego roku miała miejsce kampania mająca przekonać do zostawiania odpadów tekstylnych w miejscach specjalnie do tego przeznaczonych. Efekt - 40 proc. odpadów tekstylnych zaczęło trafiać do organizacji charytatywnych. - Ale kampania była bardzo rozbudowana i budząca emocje - opowiadała Larsson.
- Edukacja jest kluczowa i bardzo mocno na nią stawiamy - przyznał Wojciech Kozak, wicemarszałek Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego. Zapewnił, że w regionie nie ma już szkoły, gdzie nie byłby osobno zbierane papiery, szkło i inne odpady. Coraz prężniej w wielu gminach działają też programy gospodarki odpadami.
Poseł Andrzej Maciejewski z sejmowej komisji samorządu terytorialnego i polityki regionalnej przekonywał, że GOZ jest przyszłością. - Trzeba na to spojrzeć z perspektywy biznesowej. Odpady to są pieniądze i widać, że interesują się tym duże przedsiębiorstwa, bo widzą w tym możliwości rozwojowe - tłumaczył. I dodał, że Polska od tego nie ucieka. - Chcemy podejść do rozwiązań prawnych w sposób rozsądny i racjonalny, tak żeby zachęcić do wprowadzania GOZ, a nie dodatkowych barier - podsumował poseł.
@RY1@i02/2017/175/i02.2017.175.000000900.801.jpg@RY2@
fot. www.malopolska.pl
KL
@RY1@i02/2017/175/i02.2017.175.000000900.802.jpg@RY2@
@RY1@i02/2017/175/i02.2017.175.000000900.803.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu