Niezbędna jest szybka i sprawna modernizacja polskiej energetyki
Dariusz Ledworowski: Potencjał polskich banków i rynku kapitałowego jest niewystarczający na potrzeby programu inwestycyjnego, przed jakim stoi energetyka. Potrzebne jest unijne wsparcie finansowe, zaangażowanie banków EBI i EBOiR
Tak można by streścić jedną z konkluzji Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji powołanej w zeszłym roku przez ministra gospodarki, która ma opracować propozycję ekspertyzy dla strategii niskoemisyjnego wzrostu gospodarczego. Gotowa jest już "Księga zielona" - spis problemów i barier, teraz rodzi się "Księga biała", której trzonem mają być propozycje rozwiązań koniecznych dla realizacji tej strategii. "Zielona księga" potwierdza, że skala zadań, które wpisują się w unijny pakiet klimatyczno-energetyczny i jego cele, jest olbrzymia. Obejmuje elektroenergetykę, transport, ciepłownictwo i termomodernizację budynków oraz cześć gazową. Program zakreślony do 2030 r. ma kosztować 320 mld euro.
Mamy pokazać, jak program spiąć finansowo w sposób najbardziej efektywny. To jest warunek jego realności. Odpowiedzi poszukuje m.in. kilku prezesów banków, które współpracują z energetyką, w grupie jest też b. minister skarbu Jacek Socha, b. prezes GPW Wiesław Rozłucki, prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz, szefowa EBOiR na Polskę Lucyna Stańczak.
Aktywa banków wynoszą ok. 280 mld euro, udzielone kredyty to 160 mld euro, w tym 110 mld euro wynoszą kredyty dla ludności (hipoteczne, gotówkowe, karty kredytowe), a 50 mld euro to kredyty dla gospodarki, również na środki obrotowe. W tym na inwestycje banki pożyczyły 28 mld euro. Drugim źródłem, do którego mogą sięgać inwestorzy, jest rynek kapitałowy z dobrze rozwijającą się giełdą, której kapitalizacja wynosi ok. 200 mld euro. Zdolność tego rynku do finansowania dużych projektów poprzez emisję obligacji czy akcji to kilka miliardów złotych rocznie.
Zaliczam je do rynku kapitałowego, bo one ujawniają swoje możliwości, inwestując głównie na giełdzie. Np. OFE (dzisiaj to w sumie ok. 215 mld zł) - zbierają rocznie ponad 20 mld zł, ale te pieniądze albo znajdują się na giełdzie, albo są w depozytach, albo finansują obligacjami dług publiczny. W ok. 60 proc. trafiają do budżetu, więc są jakby poza nasza rozmową. W sumie potencjał banków i rynku kapitałowego jest niewystarczający na potrzeby programu inwestycyjnego, przed jakim stoi energetyka.
W niewielkim. Na razie jej zadłużenie nie jest duże. Agencja Fitch ocenia krótkookresowy standing finansowy elektroenergetyki jako bezpieczny. Sektor jest dziś wypłacalny. Załóżmy, że także w przyszłości będzie oceniana przez Fitch jako excellent. Tylko że to nie pomnaża kapitału na rynku finansowym, który ma służyć potrzebom kredytowym całej gospodarki, a nie tylko inwestycjom energetyki.
W bankowości obowiązują jeszcze limity ostrożnościowe związane z ryzykiem. Bank nie pożycza pieniędzy na zasadzie: bierz tyle, ile potrzebujesz, bank powiada: damy ci tyle, ile możesz bezpiecznie zwrócić. Jeśli chodzi o energetykę, to przyjmuje się, że nie można pożyczyć więcej niż 3 - 3,5 EBITDA, czyli 3 do 3,5 razy zysk netto plus amortyzacja kredytobiorcy. I to nie jest tak, że jak banki nie dadzą pożyczki to pójdziemy na rynek kapitałowy i wyemitujemy obligacje. Ten rynek tak samo bada zadłużenie i ryzyko firmy.
Na podstawie danych za trzy kwartały tego roku dla czterech grup energetycznych, które mają 90 proc. rynku energii elektrycznej - można powiedzieć, że ich EBITDA będzie niewiele przekraczała 10 mld zł. To znaczy, że zdolność zaciągania kredytów przez te grupy wynosi 35 mld zł, czyli ok. 9 mld euro. A program mówi o 50 mld euro w najbliższym dziesięcioleciu. Czyli sektor jest za słaby w stosunku do potrzeb programu inwestycyjnego i sam nie jest w stanie go sfinansować, wykorzystując nawet maksymalnie dług z rynku finansowego.
Dlatego w sektorze panuje duży spokój. Mówi się, że energetyka jest bogata. Ma zysk, który razem z amortyzacją przekracza 10 mld zł. Trudno znaleźć inne sektory z takim wynikiem. Wielu uważa, że przesadzamy ze swoimi analizami, wątpliwościami i przestrogami.
Z naszych ocen wynika jednak, że tylko połowę wydatków inwestycyjnych sektor będzie mógł sfinansować z bieżących zysków, ale na połowę powinien zaciągnąć pożyczki, których niestety nie będzie w stanie otrzymać w potrzebnej wielkości. Mówiąc o zysku, zakładam, że będzie on rósł w ślad za zapotrzebowaniem na energię i jej cenami. W każdym razie wszystkie spółki sektora będą za słabe, żeby spiąć finansowanie programu. I bez pomocy z zewnątrz nie da się tego zrobić.
Takich gwarancji udziela rząd, a ich limit określa corocznie parlament w budżecie, biorąc pod uwagę deficyt i dług Skarbu Państwa. Jeśli popatrzeć na stan naszych finansów publicznych, to łatwo dostrzec, że tu znowu jest ściana.
Ale problemy finansowe, którymi zajmuje się nasza grupa, wskazują, że sprawa jest tak ważna, iż program, o którym mówimy, powinien zostać wsparty przez UE. Unijny program wspierania restrukturyzacji sektora w regionie, który wszedł do UE z zapóźnioną energetyką i z kulejącą prywatyzacją, powinien być przygotowany łącznie ze wsparciem finansowym banków EBI i EBOiR oraz włączeniem do nich wielkich czempionów rynku energetycznego Europy.
Nie tak dawno komisarz ds. energii przedstawił infrastrukturalny pakiet dla energetyki i gazownictwa, który wynosi 200 mld euro w ciągu dekady i dotyczy m.in. transgranicznych sieci energetycznych i budowy wspólnej środkowoeuropejskiej sieci energetycznej z włączeniem państw bałtyckich. Połowę kosztów poniesie sektor prywatny. To m.in. efekt współdziałania wyszehradzkiej czwórki. W tej sytuacji przygotowanie pakietu wsparcia dla restrukturyzacji i budowy niskoemisyjnej energetyki w Europie Środkowej powinno być potraktowane jako niezbędne uzupełnienie pakietu infrastrukturalnego i stać się ważnym celem KE w przyszłym roku pod węgierską i polską prezydencją. Restrukturyzacja wymuszana przez komisarzy ds. ekologii tylko dyrektywami ekologicznymi i kosztownymi certyfikatami CO2 nie da pożądanego efektu niskoemisyjnego.
@RY1@i02/2010/244/i02.2010.244.167.002a.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Dr Dariusz Ledworowski, szef grupy roboczej ds. ekonomicznych Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji, w latach 1992 - 2009 prezes zarządu Rabobank Polska SA. W rządzie Tadeusza Mazowieckiego był wiceministrem współpracy gospodarczej z zagranicą, a w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego szefem tego resortu
ROZMAWIAŁ BOGDAN MIKOŁAJCZYK
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu