Prawo powinno zachęcać do rozwoju energetyki odnawialnej
Sebastian Owczarzak: Chaos w kolejnych inicjatywach legislacyjnych, a nade wszystko opóźnienia we wdrażaniu prawa europejskiego sprawiają, że rynek energii odnawialnej w Polsce nie rozwija się z całą pewnością tak szybko, jak powinien
Potencjał naszego kraju w zakresie wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych jest niewykorzystany, a niepoślednią rolę w kreowaniu takiego stanu odgrywają regulacje prawne.
Odpowiednia jakość stanowionego prawa połączona z jego stabilnością oraz codziennym stosowaniem jest niezwykle istotnym czynnikiem, który może równie dobrze stymulować rozwój określonej gałęzi przemysłu, jak i istotnie przeszkadzać. W przypadku rynku energii odnawialnej w Polsce więcej argumentów przemawia niestety za tezą, według której istniejące regulacje prawne dalekie są od poziomu zadowalającego uczestników tego rynku. Chaos w kolejnych inicjatywach legislacyjnych podejmowanych przez ustawodawcę, niekiedy wbrew ustawie zasadniczej, a nade wszystko opóźnienia we wdrażaniu prawa europejskiego - wszystko to sprawia, że rynek energii odnawialnej w Polsce nie rozwija się z całą pewnością tak szybko, jak powinien.
Stan infrastruktury elektroenergetycznej w Polsce determinuje w duży stopniu tempo rozwoju tego rynku. Oczywiście w pewnym segmentach ograniczenia są bardziej widoczne, w innych mniej.
Gdy chodzi o samą płaszczyznę regulacji prawnych, bariery zawarte są w szerokiej palecie gałęzi prawa: poczynając od przepisów odnoszących się bezpośrednio do rynku energetycznego poprzez przepisy odnoszące się do planowania i zagospodarowania przestrzennego i nieruchomości, na przepisach prawa morskiego, podatkowego i prawa zamówień publicznych skończywszy. Do tego dochodzi ciągłe faworyzowanie przez polskiego ustawodawcę konieczności uzyskiwania przez uczestników procesu inwestycyjnego wielu decyzji administracyjnych kreowanych przez organy administracji publicznej, z wszelkimi konsekwencjami dotyczącymi czasu trwania procedur oraz - często - pozamerytorycznych czynników wpływających na ostateczny kształt rozstrzygnięć.
Niestety nie. W gronie inwestorów na rynku energetyki wiatrowej powszechny jest postulat intensywnych zmian prawa energetycznego, w szczególności w kierunku dostosowania aktualnych regulacji do wymogów Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/28/WE z 23 kwietnia 2009 r. w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych zmieniająca i w następstwie uchylająca dyrektywy 2001/77/WE oraz 2003/30/WE. Wskazuje się na potrzebę modyfikacji mechanizmu zaliczkowego w postępowaniu o uzyskanie warunków przyłączenia do sieci elektroenergetycznej. Zaliczka wnoszona wraz ze złożeniem wniosku o przyłączenie do krajowego systemu energetycznego jest postrzegana przez inwestorów jako dodatkowe utrudnienie nie tylko ze względu na wysokość, ale także w kontekście braku precyzji samej procedury pobierania i rozliczania zaliczki. Podnoszony bywa również postulat większej transparentności procedur związanych z uzyskiwaniem przez inwestorów warunków przyłączenia do sieci. Krytykowane są krótki okresy obowiązywania oraz niska cena instrumentów wsparcia energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych - certyfikatów za produkcję energii zielonej i w systemie kogeneracji. Krytykowany jest przez inwestorów niejasny system obliczania oraz ustalania składowych opłaty za przyłączenie do sieci elektroenergetycznej, do której zapłaty zobowiązany jest wytwórca energii z wiatru.
W granicach polskiego obszaru morskiego obejmującego morskie wody wewnętrzne, morze terytorialne oraz wyłączną strefę ekonomiczną próżno szukać nie tylko inwestycji przypominającej rozmachem farmę wiatrową wybudowaną przez koncern Vattenfall, powstałą w pobliżu miejscowości Thanet u południowo-wschodniego wybrzeża Anglii, ale jakiejkolwiek inwestycji związanej z morską energetyką wiatrową. Nic w tym dziwnego - obowiązujące w tym zakresie uregulowania prawne pozostawiają niestety wiele do życzenia. Dość wspomnieć, że zgodnie z obowiązującą ustawą z 21 marca 1991 roku o obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej w braku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla określonego obszaru morskiego (co jest niestety normą) istnieje możliwość wydania przez organ administracji pozwolenia na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp, konstrukcji i urządzeń potrzebnych dla inwestycji offshore - czyli na budowę morskiej farmy wiatrowej - jedynie na okres 5 lat. Regulacja ta przechodzi całkowicie obojętnie od realiów procesu inwestycyjnego w omawianym zakresie. Co więcej, aktualne uregulowanie, w myśl którego opłata za wydanie przedmiotowego pozwolenia inwestycyjnego powinna zostać uiszczona przed jego wydaniem, powoduje istotną barierę w podejmowaniu decyzji biznesowych przez potencjalnych inwestorów.
Obecnie trwają intensywne prace legislacyjne zmierzające do dostosowania krajowego prawodawstwa w zakresie wiatrowych inwestycji na morzu do realiów rynkowych. W porównaniu ze stanem obecnym projektowana nowelizacja ustawy o obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej idzie niewątpliwie w dobrym kierunku, Z aprobatą należy przyjąć wydłużenie okresu ważności przedmiotowego pozwolenia do 30 lat, a w razie wykorzystania inwestycji zgodnie z wydanym pozwoleniem uprawnienie do przedłużenia ważności tego pozwolenia o kolejne 20 lat. Podobnie dobrym rozwiązaniem jest odejście od wymogu uiszczenia opłaty przez inwestora przed wydaniem pozwolenia poprzez rozłożenie jej w czasie na płatności częściowe: 10 procent w terminie 30 dni od daty wydania pozwolenia; 30 procent w terminie 30 dni od daty, gdy pozwolenie na budowę dla danej inwestycji stało się ostateczne; 30 procent w terminie 30 dni od daty, gdy pozwolenie na użytkowanie stało się ostateczne, oraz 30 procent w terminie 3 lat od daty, gdy pozwolenie na użytkowanie stało się ostateczne.
Uważam jednak, że przy okazji nowelizacji ustawodawca przegapił dobrą okazję do wprowadzenia rozwiązań systemowych, dzięki którym rozwój morskiej energetyki wiatrowej stałby się zdecydowanie bardziej intensywny. Mam na myśli wprowadzenie rozwiązań stymulujących i promujących uchwalanie planów zagospodarowania przestrzennego morskich wód wewnętrznych, morza terytorialnego i wyłącznej strefy ekonomicznej, co mogłoby stanowić odejście od powszechnej w polskim prawodawstwie zasady zależności przedsięwzięć inwestycyjnych od decyzji administracyjnych wydawanych przez aparat urzędniczy (z nieodłącznym instrumentem w postaci tzw. uznania administracyjnego będącego często polem do arbitralności wydawanych decyzji) na rzecz transparentności i przejrzystości wynikającej z dokumentów planistycznych.
@RY1@i02/2010/239/i02.2010.239.167.002a.001.jpg@RY2@
Fot. Archiwum
Sebastian Owczarzak, radca prawny w Kancelarii Prawnej Nosowski, Konratowski i Wspólnicy
ROZMAWIAŁ KRZYSZTOF OLSZEWSKI
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu