Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Bruksela żąda od nas większej konkurencji

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Do czasu, gdy nie będzie możliwa konkurencja na naszym rynku gazu, nie ma co liczyć na uwolnienie cen. Monopol może zostać przełamany w ciągu paru lat.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz branża chemiczna, główny odbiorca gazu, chcą zmian sposobu ustalania taryf, na podstawie której określana jest cena surowca. Ich konstrukcja jest niekorzystna dla spółek i osłabia pozycję firm chemicznych wobec zachodniej konkurencji. Według regulatora postulaty dostawcy gazu i jego odbiorców nie mają jednak szans na rychłą realizację i to z kilku powodów. Jak podkreśla Marek Woszczyk, wiceprezes URE, przede wszystkim polski rynek gazu nie jest wolny. Pozycję monopolistyczną ma na nim PGNiG.

- W takiej sytuacji rolą regulatora jest dbanie, by poziom cen był bezwzględnie uzasadniony - tłumaczy.

URE staje więc w obronie interesów konsumentów, zastępując wolnorynkowe mechanizmy regulacji cen.

Wszystko zmieniłoby pojawienie się konkurencji, ale ta natrafia na bariery za sprawą przepisów o zapasach oraz konstrukcji taryfy. Zgodnie z obowiązującym prawem każda firma, która sprowadza do Polski gaz, zobligowana jest do gromadzenia jego zapasów. Problem w tym, że w kraju nie ma wystarczających pojemności, by zmagazynować te rezerwy, a te, które są, należą do PGNiG. De facto więc importer musiałby wybudować własne magazyny. Taki wydatek należałoby uwzględnić w cenie dostarczanego gazu. Surowiec byłby więc droższy od tego oferowanego przez PGNiG. Polski koncern przy ustalaniu taryfy wypośrodkowuje bowiem cenę droższego gazu z importu z tańszym gazem krajowym. Polska nie ma też wystarczającej sieci transgranicznych połączeń, zaś te gazociągi, które funkcjonują, nie mają wolnych mocy przesyłowych.

W ciągu kilku najbliższych lat pojawią się w Polsce nowe interkonektory, m.in. na zachodniej i południowej granicy oraz terminal LNG.

Konkurencja będzie miała przynajmniej możliwości techniczne, by zaistnieć. Bariera w postaci polityki taryfowej też powinna zostać zlikwidowana. Od czerwca 2009 r. stara się o to zresztą Komisja Europejska. Bruksela, która domaga się liberalizacji naszego rynku, wszczęła przeciwko Polsce postępowanie z art. 226 Traktatu Europejskiego, podnosząc właśnie m.in. kwestię obowiązkowego przedkładania przez firmy taryf do zatwierdzenia przez URE.

md

niezależny ekspert rynku

Kontrakt jamalski został zawarty w 1993 i 1996 roku, a więc na wiele lat przed naszym wejściem do UE. Skąd więc dziś tak zdecydowana postawa? Widać, że UE próbuje zmusić Polskę do dostosowania rynku gazu do zliberalizowanego wzorca europejskiego. Przy okazji renegocjowania umowy KE próbuje ugrać dostęp do naszego rynku dla innych operatorów niż PGNiG. Warto pamiętać, że unijną energetyką zarządzają dziś Niemcy, którzy od dawna dobijają się do polskiego rynku. Działania KE w sprawie naszej umowy gazowej są na rękę dużym koncernom z tego kraju. KE żąda m.in. zmian w tej części umowy, która dotyczy operatora na gazociągu jamalskim. Chodzi o to, by niezależny operator zapewnił na nim respektowanie zasady TPA, czyli równorzędnego dostępu do infrastruktury stron trzecich.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.