Dziennik Gazeta Prawana logo

Rosnieft wchodzi na unijny rynek przetwórstwa ropy

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kontrolowany przez Kreml Rosnieft jest bliski przejęcia 50 proc. udziałów w czterech niemieckich rafineriach. Jeśli tak się stanie, będzie to największa inwestycja rosyjskiego biznesu w unijnym sektorze energetycznym.

O toczących się rozmowach pisze "The Wall Street Journal". Według informatorów nowojorskiego dziennika w grę wchodzi odkupienie 50 proc. udziałów w spółce Ruhr Oel, do tej pory należących do koncernu Petroleos de Venezuela (PDVSA). Drugą połowę akcji kontroluje brytyjski gigant BP. Jak zapewnił dziennikarzy informator, zawarcie ostatecznego porozumienia to kwestia najbliższych tygodni. Według analityka firmy Uniwier Dmitrija Aleksandrowa kwota transakcji zmieści się w widełkach 1,2 - 1,4 mld dol.

Ruhr Oel posiada udziały w czterech rafineriach: w Gelsenkirchen (Nadrenia Północna-Westfalia), Karlsruhe (Badenia-Wirtembergia), Neustadt an der Donau (Bawaria) oraz położonym przy polskiej granicy Schwedt. W sumie odpowiadają one za czwartą część niemieckiego przemysłu przerobu ropy naftowej.

BP ma co prawda prawo pierwokupu udziałów od Wenezuelczyków, a nawet zablokowania potencjalnej sprzedaży akcji. Siedem lat temu koncern zablokował już starania rosyjsko-brytyjskiego joint venture TNK-BP (będącego w 50 proc. własnością BP) na rzecz przejęcia udziałów PDVSA. Tym razem jednak gigant naftowy, którego reputacja poniosła katastrofalne straty w wyniku tragedii ekologicznej w Zatoce Meksykańskiej, nie skorzysta z uprawnienia. W zamian za ułatwienie wejścia Rosjan na rynek unijny Brytyjczycy otrzymali już lukratywną propozycję współpracy przy eksploatacji złóż ropy na Morzu Karskim u wybrzeży Nowej Ziemi. Agencja ANI podaje, że chodzi o trzy działki Wostoczno-Prinowoziemielskie, których zasoby są oceniane na 49,7 mln ton ropy, 1,8 bln m sześc. gazu i 49 mln ton kondensatu.

BP należy do najaktywniejszych zachodnich spółek na rosyjskim rynku. Koncern z siedzibą na londyńskim Westminsterze dysponuje 1,4 proc. akcji Rosnieftu. Należy do nich 50 proc. udziałów w TNK-BP, jednej z największych naftowych firm wydobywczych nad Wołgą (choć formalnie zarejestrowanej na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych), do której należy m.in. pięć rafinerii (cztery w Rosji i jedna na Ukrainie).

Kluczem do powodzenia w interesach jest w Rosji lojalność wobec Kremla. A dopuszczenie Rosjan do Ruhr Oel tylko Brytyjczykom pomoże. Rosnieft to kluczowa spółka, kontrolowana bezpośrednio przez wpływowego wicepremiera Igora Sieczina, stojącego na czele rady nadzorczej koncernu.

Sieczin ponad głowami resortu energetyki wespół z premierem Władimirem Putinem i prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem samodzielnie ustala priorytety rosyjskiej polityki energetycznej. Ostatnio w moskiewskich mediach roi się od doniesień, że taki stan rzecz mógłby zostać sformalizowany i posadę ministra energetyki miałby dostać dyrektor Rosnieftu Siergiej Bogdanczikow, uznawany za człowieka Miedwiediewa. Lepszego partnera zabezpieczającego interesy koncernu na korytarzach moskiewskiego Białego Domu (siedziba rządu) BP nie mogło znaleźć.

Nad tym, jak bronić się przed zagrożeniami związanymi z ekspansją rosyjskich państwowych firm energetycznych w UE, w Brukseli toczyła się jeszcze niedawno burzliwa debata.

Pojawiały się nawet pomysły, by uzależnić możliwość inwestowania w unijny sektor energetyczny od ratyfikacji Karty energetycznej (Rosja tego nie zrobiła). Gdyby Moskwa ratyfikowała traktat, przyznałaby tym samym - na zasadzie wzajemności - prawo do inwestowania na własnym podwórku. Karta gwarantuje też swobodny dostęp do infrastruktury przesyłowej, na co Rosjanie nie zamierzają się zgodzić.

Wzywano też do wszczęcia wobec Gazpromu procedury antymonopolowej, porównując działania spółki do praktyk stosowanych przez Microsoft, do którego Bruksela podchodzi znacznie bardziej sceptycznie. - Cena płacona przez Niemców, Czechów, Węgrów czy Austriaków za rosyjską ropę i gaz jest bezpośrednim rezultatem polityki kontrolowanych przez państwo monopolistów - tłumaczyła politolog Keith C. Smith.

W ostatecznej wersji rozporządzenia gazowego nie ma mowy o restrykcjach wobec rosyjskich energetyków. Zamiast tego prawodawca skupił się na wewnątrzunijnej solidarności. Kraje pozbawione dostaw surowca będą mogły m.in. skorzystać z zasobów sąsiadów. Wbrew staraniom Polski taka pomoc nie będzie automatyczna, lecz będzie musiała być poprzedzona wnioskiem poszkodowanego państwa.

mwp

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.