PGE: Atom zgodnie z planem, ale tylko z Energą
PGE twierdzi, że musi kupić gdańską Energę, żeby zrealizować program jądrowy.
Polska Grupa Energetyczna odpowiada za budowę dwóch elektrowni atomowych. Pierwsza z nich ma działać już w 2020 r. Tomasz Zadroga, prezes PGE, mówi nam, że kupno od Skarbu Państwa Energi jest strategicznym celem spółki m.in. z powodu programu jądrowego.
- Bardzo prawdopodobne jest to, że pierwsza z elektrowni, a być może nawet obydwie, powstanie na takim obszarze, na jakim działa Energa. Inwestując ok. 80 mld zł w dwie elektrownie atomowe, musimy mieć pewność, że będzie dla nich rynek zbytu. Jeżeli bloki mają stanąć na północy, to jest naturalne, że ten rynek powinien być blisko nich - powiedział Tomasz Zadroga "DGP".
Ponieważ stan polskiej sieci jest zły, przesyłanie energii na duże odległości podnosi jego cenę dla końcowego odbiorcy. Tymczasem rząd godzi się na kosztowną inwestycję w atom głównie po to, żeby prąd był jak najtańszy. Według analityków to jeden z powodów ciepłego przyjęcia przez Skarb Państwa oferty PGE na kupno udziałów w Enerdze. Minister skarbu Aleksander Grad mówił przychylnie o propozycji PGE na początku czerwca podczas Forum Ekonomicznego w Katowicach.
Szef PGE jest tak bardzo zdeterminowany, by przejąć gdański koncern, że zapowiedział na łamach "DGP" upublicznienie części akcji Energi na GPW. Miałoby to zmiękczyć Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który na razie sprzeciwia się oddawaniu jednej państwowej spółki w ręce drugiej. Powód - w wyniku transakcji powstałby gigant z blisko 50-proc. udziałem w produkcji i sprzedaży prądu.
O Energę, poza PGE, walczy m.in. czeski CEZ, konsorcjum Kulczyk Holding, a także GDF Suez. Skarb Państwa chce sprzedać 82,9 proc. udziałów koncernu w tym roku.
Nie brakuje głosów, że powiązanie zakupu Energii z programem atomowym to taktyczna zagrywka PGE. - Częściowe uzależnienie powodzenia realizacji projektu atomowego od przejęcia gdańskiej spółki to kolejne zagranie PGE mające przekonać do zgody na transakcję - mówi nam analityk giełdowy.
Może być jeszcze jeden powód zainteresowania PGE Energą: działka w Żarnowcu, na której może powstać elektrownia atomowa, należy do spółki córki Energii - Energa Invest.
PGE nie wybuduje sama elektrowni atomowej, ale będzie potrzebowała do tego partnera dysponującego nowoczesną technologią. O prawo współrealizacji jądrowego projektu rywalizują największe koncerny. Jeden ze światowych liderów w energetyce atomowej - Westinghouse Electric Company, którego udziałowcem jest grupa Toshiba, walczy z francuskim Edf oraz GE Hitachi.
Szef PGE mówi, że spółka rozważa dwa scenariusze realizacji programu jądrowego. Jeden z nich zakłada wybór jednego partnera dla obu elektrowni naraz. - Uzyskujemy wówczas efekt skali, dzięki czemu koszty mogą okazać się niższe - uzasadnia Tomasz Zadroga.
Inny scenariusz mówi o wyborze dwóch różnych technologii. - To znacznie zwiększy konkurencję pomiędzy trzema podmiotami na etapie składania ofert, bo tylko jeden z nich odpadnie - mówi Tomasz Zadroga.
Gra toczy się o niebagatelne kwoty - obniżenie kosztów budowy elektrowni o 10 proc. pozwala zaoszczędzić nawet 4 mld zł.
Nad oceną kandydatów i wyborem lokalizacji pracują trzy zespoły robocze. Sprawdzanych jest kilka pierwszych pozycji z listy miejscowości wskazanych przez Ministerstwo Gospodarki. Numerem jeden jest Żarnowiec, Warta-Klempicz koło Konina to numer dwa, Kopań w województwie zachodniopomorskim jest trzeci.
Końcowe raporty trafią na biurko prezesa PGE oraz do ministerstwa w grudniu. Do końca roku musi być podjęta decyzja w sprawie partnera, z którym spółka wybuduje elektrownię.
Maciej Szczepaniuk
maciej.szczepaniuk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu