Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Polityka energetyczna UE musi uwzględniać własne interesy

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Dariusz Marzec: Obecnie zmierzamy w bardzo ryzykownym kierunku związanym z rozwojem sektora energetycznego w UE. Wydamy kilkadziesiąt czy kilkaset miliardów euro, a gospodarka unijna przestanie być konkurencyjna na globalnym rynku. Nie można czekać na kryzys spowodowany wzrostem cen i przerwami w zaopatrzeniu w energię

Biorąc pod uwagę stopień dekapitalizacji obecnie pracujących bloków, w najbliższych 10 latach polska elektroenergetyka musi wymienić około połowy swoich mocy wytwórczych. Dodatkowo trzeba zwiększyć moce, aby odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie na energię. Mówimy tu o inwestycjach w sektorze sięgających 200 mld zł.

Problem polskiej energetyki polega na tym, że branża ta opiera się na źródłach węglowych.

Mamy dążyć do gospodarki bezemisyjnej, co w przypadku polskiej energetyki jest niewykonalne.

Unia Europejska funduje sobie poważne zagrożenia dla konkurencyjności wytwarzania energii elektrycznej, w efekcie czego może obniżyć się konkurencyjność unijnej gospodarki na rynku globalnym. System regulacyjny UE idzie w stronę zniechęcania inwestorów i sektora energetycznego do budowy nowych i modernizacji źródeł emisyjnych. UE ma ideę fix - chciałaby mieć gospodarkę prawie całkowicie bezemisyjną. Komisja Europejska zaproponowała w marcu przyjęcie celu, gdzie ograniczy się redukcję emisji CO2 o 80 - 95 proc. do roku 2050. To się samo nie stanie, dlatego wokół takich celów są budowane systemy wsparcia dla źródeł niskoemisyjnych i odnawialnych, które są bardzo kosztowne. Jednocześnie wdrażane są systemy zniechęcania do źródeł emitujących CO2 poprzez koszty emisji CO2 lub obowiązkowe instalacje CCS, które bloki wytwórcze, czynią trwale nierentownymi. Instalacje CCS w obecnym stanie tej technologii cofają bloki węglowe kilkanaście lat, jeśli chodzi o sprawność wytwarzania energii. Obawiam się, że sektor energetyczny przy takim rozwoju sytuacji stanie się petentem zabiegającym o dotacje, bo bez nich nie będzie w stanie prowadzić inwestycji.

Teoretycznie energię można do Polski importować, ale praktycznie nie ma skąd. Niemcy ogłosili właśnie, że zamykają 23 proc. swojego sektora energetycznego, czyli elektrownie jądrowe. Nie mają przy tym żadnego pomysłu, czym elektrownie jądrowe zastąpić, mówią, że mogą to być odnawialne źródła energii, ale w mojej opinii jest to technicznie, fizycznie i finansowo niewykonalne. Mamy do czynienia z wieloma dziwnymi deklaracjami politycznymi niemającymi nic wspólnego z realną gospodarką. Nie są podejmowane racjonalne decyzje, które biorą pod uwagę szerszy kontekst gospodarczy.

Import energii z kierunku wschodniego wymagałby modernizacji nieczynnych połączeń transgranicznych, ale wykluczyć tego nie można. Nie jest to jednak rozwiązanie problemów polskiej energetyki, która powinna funkcjonować w miarę stabilnych warunkach umożliwiających inwestowanie w Polsce. Interkonektory powinny służyć sytuacjom awaryjnym i poprawianiu konkurencyjności polskiego rynku energetycznego, a nie rozwiązywaniu problemu zaopatrzenia Polski w energię.

Polski rząd natychmiast powinien się wycofać z rozwoju energetyki jądrowej, jeśli uzna, że w Polsce grozi nam 12-metrowa fala tsunami i trzęsienie ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera. Jeżeli takiego zagrożenia w Polsce nie ma, to awaria w elektrowni Fukushima nie jest tematem, o którym powinniśmy dyskutować w kontekście rozwoju energetyki jądrowej w naszym kraju.

Jeżeli chcemy gospodarki mniej emisyjnej, to jednym z poważnych, alternatywnych źródeł energii nieemitujących CO2 są elektrownie jądrowe. Takie są rzeczywistość i gospodarcze realia.

To polityczna deklaracja, a nie decyzja mająca jakiekolwiek oparcie w analizach ekonomicznych i bilansie energetycznym. Zabrakło racjonalnej analizy ekonomicznej i mówi się to, co wyborcy chcą usłyszeć w oparciu o polityczny PR. Dotyczy to niestety sektora gospodarki zatrudniającego kilkadziesiąt tysięcy pracowników i generującego obroty w wysokości dziesiątków mld euro. Można oczywiście rozważać rezygnację z energetyki jądrowej, ale trzeba przedstawić racjonalną alternatywę. Mówienie, że w Niemczech w ciągu najbliższych lat można zbudować odnawialne źródła energii o mocy 25 tys. MW, jest niepoważne.

Znaczący wzrost cen będzie spowodowany istotnym deficytem energii. Jeżeli jest mniejsza podaż jakiegoś towaru, to jego cena rośnie. To jedna z podstaw ekonomii. Tak też będzie w przypadku energii.

Komisja Europejska przedstawiła mapę drogową do gospodarki niskoemisyjnej, a w ostatnich dniach pojawiły się nawet propozycje podwyższenia celów redukcji emisji już w roku 2020. Nie widzę niestety sygnałów racjonalizmu w polityce energetycznej UE.

Gaz, który jest źródłem niskoemisyjnym, może być alternatywą dla energetyki jądrowej, ale trzeba pamiętać, że nasz kraj i UE jest importerem gazu. Powstaje więc pytanie, na ile chcemy uzależnić się od importu tego paliwa. Nie można budować strategii dla gospodarki w oparciu o importowane paliwo, wtedy jest bardzo łatwy element nacisku na dany kraj czy całą UE.

Oczywiście gaz ma do odegrania bardzo istotną rolę w rozwoju sektora energetycznego i jego udział w produkcji energii elektrycznej w naszym kraju powinien się zwiększać. Jednak z powodów, o których wspomniałem, nie jest on panaceum na wszystkie problemy. Nie można wykluczyć jednak zmiany tej sytuacji, gdyby potwierdziły się u nas poważne złoża gazu łupkowego.

On musi się pojawić. I to zanim wydamy kilkadziesiąt czy kilkaset mld euro, a gospodarka UE przestanie być konkurencyjna na globalnym rynku. Nie można czekać na kryzys spowodowany wzrostem cen i przerwami w zaopatrzeniu w energię. Obecnie zmierzamy w bardzo ryzykownym kierunku związanym z rozwojem sektora energetycznego w UE.

@RY1@i02/2011/145/i02.2011.145.167.0002.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

Dariusz Marzec, szef Zespołu Doradztwa dla Sektora Energetycznego w firmie doradczej KPMG

ROZMAWIAŁ DARIUSZ CIEPIELA

dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl  

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.