Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Europejskie koncerny wycofują się z inwestycji energetycznych

Ten tekst przeczytasz w 12 minut

DR INŻ. ANDRZEJ KĄDZIELAWA: Koncerny Vattenfall, RWE, CEZ, EdF, E.ON realizują swoje indywidualne strategie, pilnują interesu swoich właścicieli. Dla nich najistotniejszy jest obecny i przyszły wynik finansowy ich koncernu, a nie bezpieczeństwo elektroenergetyczne Polski

Zmieniają się strategie największych firm energetycznych w UE. W energetyce to rzecz normalna. Plany czy zamierzenia rozwojowe przygotowywane w ciągu ostatnich 5 lat okazują się niedostosowane do obecnych uwarunkowań. Mamy inne otoczenie, załamała się koniunktura gospodarcza, są odczuwalne skutki kryzysu na rynkach finansowych, zaostrzyły się wymagania w polityce energetycznej i klimatycznej UE. Zmiana otoczenia wpłynęła na uaktywnienie nowych obszarów ryzyka, które czyni nowe inwestycje coraz bardziej niepewnymi.

Koncerny Vattenfall, RWE, CEZ, EdF, E.ON, które trafiły także na nasz rynek - realizują swoje indywidualne strategie, pilnują interesu swoich właścicieli. Dla nich najistotniejszy jest obecny i przyszły wynik finansowy ich koncernu, a nie bezpieczeństwo elektroenergetyczne Polski. Weryfikując plany biznesowe, niektóre z nich zdecydowały się wycofać z Polski. Przykładem jest koncern Vattenfall, kontrolowany przez rząd szwedzki i zobligowany do realizacji jego polityki. Mimo bardzo dobrych wyników finansowych uzyskanych w naszym kraju Vattenfall postanowił nie tylko zrezygnować z budowy nowych źródeł generacyjnych, ale wycofać się z Polski. Efektem tej decyzji jest zablokowanie wielu projektów istotnych z punku widzenia krajowego bezpieczeństwa elektroenergetycznego. Z nowych inwestycji wycofał się koncern RWE, podobnie jest z francuskim EdF czy czeskim CEZ-em.

Generalnie żaden z koncernów zagranicznych nie chce wchodzić w technologie węglową, gdyż ryzyko związane z niedopracowaną i bardzo drogą technologią wychwytywania i magazynowania CO2 Carbon Capture Storage (CCS), forsowaną przez UE oraz z kosztami zakupu pozwoleń emisyjnych, jest zbyt wysokie w stosunku do potencjalnego zwrotu z zainwestowanego kapitału.

Przed dwoma laty grupie państw środkowoeuropejskich udało się wprowadzić do pakietu klimatycznego korzystniejsze dla elektroenergetyki rozwiązania dotyczące emisji CO2 w latach 2013 - 2020. Ale okazuje się, że na gruncie krajowym wciąż są w tych sprawach znaki zapytania. Nie rozstrzygnięto istotnych szczegółów w sprawie przydziału ulgowych uprawnień emisyjnych, zawieszona w próżni jest sytuacja dotycząca handlu pozwoleniami, a zwłaszcza ich cen na rynku aukcyjnym i skutków tego dla sektora.

To są istotne elementy oceny ryzyka, których nieznajomość nie pozwala inwestorom na dopięcie planów biznesowych. Ich lista jest dłuższa. Mamy przecież wciąż nierozwiązaną sprawę uwolnienia cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, mamy słabo rozwiniętą i niskiej jakości sieć przesyłową i dystrybucyjną. Trudno się dziwić, że ci, którzy planowali inwestycje węglowe, wycofują się z tych planów.

Zagraniczni inwestorzy nie chcą wchodzić w technologie węglowe, bo zdają sobie sprawę, że technologia czystego spalania to jest dopiero przyszłość. A wychwytywanie CO2 w technologii CCS jest może perspektywą bliższą, ale już dziś wiadomo, że to sposób bardzo kosztowny, znacznie pogarszający i tak nie za wysokie parametry technologiczne elektrowni.

W tych technologiach wchodzi w grę wielkie zużycie paliwa, trzeba mieć zagwarantowane duże i pewne dostawy gazu, w długim okresie, po stabilnych, przewidywalnych cenach. Gdyby wszystkim zainteresowanym znane były szczegóły kontraktów - sytuacja byłaby jasna. Tymczasem do opinii publicznej dotarły tylko sygnały prasowe. Na ich podstawie trudno powiedzieć, gdzie, w jakim zakresie, w jaki sposób gaz będzie mógł być dostępny dla nowych obiektów energetyki.

Gdyby doszło do deficytu energii i braku ciągłości jej dostaw, to byłaby sytuacja skrajna. Co nie oznacza, że nie będzie kłopotów ze zbilansowaniem mocy. Wiele będzie zależało od uwarunkowań zewnętrznych, gdyż bilans energii może być zamknięty poprzez jej import. I skoro o tym mowa, to trzeba zwrócić uwagę na dwie okoliczności. Po pierwsze na energetykę jądrową. Obiekty planowane czy powstające za naszą wschodnią granicą znacznie zmienią istniejący stan. W Rosji w obwodzie kaliningradzkim ma powstać do końca 2015 r. elektrownia jądrowa o mocy 2300 MW. Białoruś wspólnie z Rosją planują zbudować w okolicach Grodna elektrownię jądrową o mocy 2400 MW do 2016 roku. Ukraina ma w planach modernizację dwóch reaktorów o łącznej mocy 2300 MW w elektrowni Chmielnickiej. Jeśli te plany zostaną zrealizowane, to elektrownie te będą szukały rynków zbytu i Polska będzie głównym celem poszukiwań.

Drugim czynnikiem zewnętrznym są strategie dużych europejskich koncernów energetycznych, które w ostatnich 10 latach zainwestowały olbrzymie środki w rozbudowę i unowocześnienie systemów wytwarzania energii elektrycznej i dysponują dziś potencjałem rezerwowym, znacznie przekraczającym wymagany poziom, wynikający ze współpracy w ramach UCTE (Union for the Coordination of Transmission of Electricity - Unia ds. Koordynacji Przesyłu Elektryczności w Europie - koordynuje interesy operatorów systemów przesyłowych z 20 europejskich krajów, których wspólnym celem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa działania międzynarodowego systemu elektroenergetycznego - red).

Pod koniec 2009 r. wskutek kryzysu spadło zapotrzebowanie na energię elektryczną, a jednocześnie pojawiły się oszczędności wnikające z programów wzrostu efektywności energetycznej, rozpoczętych jeszcze w 2000 r. W tych firmach rezerwa potencjału wytwórczego wynosi ponad 25 proc. w stosunku do poziomu zapotrzebowania. W takiej sytuacji zachodnie koncerny zamiast angażować się w inwestycje energetyczne w Polsce, będą raczej szukały dojścia ze swoją energią na nasz rynek.

O ten rynek będzie się toczyła normalna gra konkurencyjna. Sąsiedzi, którzy wejdą z nadwyżkami, zwłaszcza energii jądrowej nieobciążonej kosztami redukcji emisji CO2, będą zarabiali. Już są naciski ze strony UE, aby zwiększyć zdolności przesyłowe połączeń międzysystemowych, które umożliwią handel energią elektryczną w znacznie większym zakresie niż obecnie. Oczekuje się, że po zrealizowaniu inwestycji sieciowych planowanych przez operatora systemu przesyłowego możliwości handlu zostają zwielokrotnione, po roku 2020. Jednakże trzeba zdawać sobie sprawę, że import w krajowym bilansie mocy może być jedynie składnikiem domykającym, o ile chcemy świadomie kontrolować poziom bezpieczeństwa elektroenergetycznego.

@RY1@i02/2011/073/i02.2011.073.167.002a.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

dr inż. Andrzej Kądzielawa, Instytut Elektroenergetyki Politechniki Warszawskiej

Rozmawiał Bogdan Mikołajczyk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.