Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Towarowa Giełda Energii chce się włączyć w rynek surowców

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

GRZEGORZ ONICHIMOWSKI: Polsce będzie trudno spełnić wymagania związane z pakietem energetyczno-klimatycznym, ponieważ mamy energetykę opartą na węglu. Ale ceny energii w całej Europie wzrosną mniej więcej tak samo jak u nas

Całkiem nieźle. Ceny energii w zeszłym roku były stabilne. W tym roku, a wiele wskazuje, że także w przyszłym, będzie podobnie. Ceny podążają w tempie inflacji. Gwałtownych ruchów nie ma. Sytuacja jest przewidywalna. Z punktu widzenia gospodarki od tej strony nie widać zagrożeń.

Natomiast jest wielki znak zapytania, jeśli chodzi o rok 2013 związany z pakietem energetyczno-klimatycznym. Jest pytanie, czy kolejna mroźna zima nie skłoni wyznawców globalnego ocieplenia do zastanowienia nad celami i instrumentami redukcji CO2. Czy one naprawdę powinny być właśnie takie? Nam będzie najtrudniej przejść przez te wymagania, ponieważ mamy energetykę opartą na węglu. Ale ceny energii w całej Europie wzrosną mniej więcej tak samo jak u nas.

Czym innym jest rywalizacja na poziomie detalicznym, czym innym na hurtowym, jeszcze czym innym na poziomie regulowanym. Jeśli popatrzymy na płynność rynku hurtowego, to ona uległa znakomitej poprawie. Z punktu widzenia mechanizmu kreowania ceny potraktowanej w sektorze jako dobro powszechne, tworzone w sposób transparentny - jesteśmy wcale nie gorsi od energetyki jakiegokolwiek innego kraju europejskiego. Nie mamy się czego wstydzić. I to jest zasługa całego sektora - giełda jest tylko barometrem, który to odzwierciedla. Sektor zdecydował się na to, żeby ten rynek stworzyć, i to zostało zrobione. My mamy satysfakcję, że tym rynkiem referencyjnym, do którego wszyscy się odnoszą, jest TGE.

Trochę czym innym jest konkurencja pojmowana jako dostępność do różnych źródeł zakupu, możliwość dywersyfikacji. Pytanie o taką konkurencję stanie się jasne, kiedy wiadomo będzie, czy mamy do czynienia z autarkicznym rynkiem lokalnym, regionalnym czy może europejskim. I gdzie tak naprawdę nasze firmy się plasują, czy konkurują tylko ze sobą czy również na zewnątrz. Dzisiaj ta druga opcja jest jeszcze bardzo ograniczona, ale np. nasze koncerny energetyczne - Tauron czy PGE - już w coraz większym stopniu przymierzają się do konkurencji zewnętrznej, próbują porównywać swoje możliwości i wyniki nie tylko względem siebie, ale względem CEZ, EON czy EdF.

To, o czym mówię, znalazło praktyczny wyraz w uruchomionej w grudniu 2010 r. współpracy naszej TGE ze szwedzką Nord Pool Spot na połączeniu kablowym SwePol Link (600 MW) w ramach tzw. market coupling. Jest to fragment tej szerszej konkurencji. Za chwilę podobnych połączeń będzie więcej i wtedy rzeczywiście konkurencja będzie realizowana tak, jak sobie ją tradycyjnie wyobrażamy.

Jeśli chodzi o rynek detaliczny, to myślę, że decyzja o uwolnieniu taryfy jest kwestią miesięcy. Dziś jest ostatni moment, żeby to zrobić. Od dłuższego czasu mamy stabilne ceny, przy braku zasadniczych podwyżek na uwolnionym przed trzema laty rynku hurtowym - rynek detaliczny zaczyna ten hurtowy doganiać. Dla wielu klientów indywidualnych uwolnienie cen mogło by de facto nie oznaczać żadnej podwyżki, choć wiązałoby się z poszukiwaniem dostawcy, który zaoferuje lepsze warunki. Po 2013 r., po wdrożeniu pakietu energetyczno-klimatycznego sytuacja będzie dużo trudniejsza. Lepiej to zrobić teraz, oczywiście po ustawowym spełnieniu wymagań dotyczących tzw. odbiorców wrażliwych.

Rynek, który oni uruchomili, jeśli chodzi o energię, nie jest Giełdą Papierów Wartościowych. Moim zdaniem on w ogóle nie jest giełdą - nie jest nawet tym rynkiem regulowanym, o którym mówi ustawa Prawo energetyczne. Wypełnianie ustawowego obowiązku sprzedaży energii elektrycznej poprzez tamtą giełdę na dzisiaj nie jest możliwe, bo w Sejmie nie zakończyły się jeszcze prace nad słynną poprawką przecinkową (w poprawce brak przecinka między internetowymi platformami handlowymi a rynkami regulowanymi. Z dwóch form sprzedaży zrobiła się jedna: platforma handlowa na rynku regulowanym - red.). Dopiero jej przyjęcie pozwoli na to, żeby różne platformy obrotu podjęły rywalizację z TGE. Ale poza ustawowym piętnastoprocentowym obowiązkiem sprzedaży energii na giełdzie, w pozostałej części sprzedaży publicznej.

Będziemy jako giełda w tym systemie uczestniczyć. Prawdopodobnie od przyszłego kwartału będziemy prowadzili wspólne notowania z giełdą skandynawską, ale nie mamy wielkich ambicji co do tego rynku. To może się też wiązać z przekonaniem, że to jest rynek sztuczny, który będzie podlegał bardzo dużym spekulacjom. Można mieć wątpliwości, czy ten rynek w ogóle ma coś wspólnego z ograniczaniem emisji CO2. To może być gra o jakieś inne cele.

Na kilku obszarach, ale raczej niezwiązanych z ETS-em, bo tym handlują liczne rynki głównie opanowane przez firmy amerykańskie. Po pierwsze: na nowych, innowacyjnych produktach, które będą nas łączyć z rynkiem detalicznym. Uważamy, że smart grid, smart metering i wprowadzenie nowych produktów zróżnicowanych cenowo, np. wartość energii zmieniającą się w czasie najlepiej oddaje właśnie giełda. Tego typu innowacji musimy szukać.

Po drugie chcielibyśmy w miarę szybko - to są plany już na ten rok - uruchomić rynek biomasy. Jesteśmy zainteresowani zorganizowaniem rynku gazu, bo jeśli w Polsce ma być shale gas (gaz łupkowy) i LNG, to musi być cena, musi być rynek. Myślimy też o węglu. Słowem idziemy w stronę surowców energetycznych.

Nasza izba rozliczeniowa we współpracy z innymi firmami będzie oferować produkty finansowe, w których mamy opóźnienie jako rynek energetyczny, związane w perspektywie z potrzebami inwestycyjnymi sektora. Chodzi np. o kontrakty rozliczeniowe, które będą ubezpieczały cenę energii elektrycznej może nawet na kilka lat naprzód. Cena energii to jest istotny element rachunku ekonomicznego banków, które decydują się kredytować energetykę, a więc ważą ryzyko. Tego typu rozwiązania funkcjonują na rynkach europejskich. Płynny rynek pochodnych energetycznych istnieje np. w Niemczech i od wielu lat w Skandynawii.

Wreszcie market coupling. To, że w ciągu siedmiu miesięcy uruchomiony został ten rynek pomiędzy Polska i Szwecją, jest dużym osiągnięciem. Rynek jest. Dalej musimy nad nim pracować. Chodzi np. o przesunięcie bramki czasowej i możliwość zawierania kontraktów nieco później, bo notowania są prowadzone nie w tym czasie, kiedy w Polsce jest największa aktywność handlowa, tylko kiedy się kończy. Kolejne zadanie wiąże się z rynkiem dnia bieżącego - tam jest on rozwinięty, u nas martwy. Nic się na nim nie dzieje. Trzeba pomysleć o jakichś modyfikacjach.

Byłoby dobrze, gdyby następne tego typu połączenia jak ze Szwecją uruchomione zostało w 2011 r. z Czechami. A potem ze Słowacją, z Węgrami, Austrią i dalej na południe i zachód. Chcemy maksymalnie zaawansować te prace przed 2013 r., traktując rynki regionalne jako dodatkowe ubezpieczenie, żeby po wejściu w życie pakietu energetyczno-klimatycznego nasze ceny prądu nie poszybowały za bardzo.

@RY1@i02/2011/023/i02.2011.023.167.0002.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

Grzegorz Onichimowski, prezes Towarowej Giełdy Energii

Rozmawiał Bogdan Mikołajczyk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.