Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Konkurencja daje szansę na wzrost efektywności wytwarzania ciepła

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 31 minut

Konkurencja w produkcji ciepła nie musi oznaczać wyeliminowania konkurenta. Lepiej jest wspólnie walczyć o klientów rezygnujących z ciepła sieciowego na rzecz alternatywnych źródeł grzania i ciepłej wody takich jak lokalne kotłownie. Nie będzie to jednak możliwe bez silnej pozycji regulatora - to główne wnioski debaty DGP o rynku ciepłowniczym

W branży ciepłowniczej działa blisko 500 firm, ale klienci nie mogą przebierać w ofertach kilku dostawców. Czy można zatem mówić, że polski rynek ciepła jest konkurencyjny?

Jerzy Buzek: Konkurencyjność każdego rynku zależy od tego, czy podmioty, które na nim funkcjonują, mają w ogóle możliwość rywalizowania. Bo w wielu przypadkach mamy do czynienia z jakąś odmianą monopolu. W polskim systemie ciepłownictwa nie ma możliwości wyboru dostawcy ciepła do odbiorców. To wynika z tego, że choć mamy ponad 19 tys. km połączeń ciepłowniczych, to jesteśmy podzieleni na enklawy, a to uniemożliwia przesył ciepła na dłuższe odległości. Inaczej jest w Szwecji i Danii.

Chcę podkreślić, że aż 62 proc. energii cieplnej produkujemy dziś w Polsce w systemie kogeneracji, czyli razem z energią elektryczną. To najbardziej efektywny sposób wytwarzania. Trzeba ten wynik uznać za niezły. Wciąż jednak 75 proc. ciepła pochodzi z węgla kamiennego. Pod tym względem jesteśmy numerem jeden w Europie.

Pamiętajmy też, że Polska wchodzi na wspólny rynek europejski energii i gazu, którego domykanie zakończy się pod koniec 2014 r. Proszę zauważyć, że nie mówi się tam nic o energii cieplnej. Tymczasem w naszym przypadku ciepłownictwo jest odpowiedzialne za połowę ograniczenia CO2, z którym musimy się uporać do 2020 r. To także ważny sektor, jeśli chodzi o zastosowanie odnawialnych źródeł energii. Ciepłownictwo razem z transportem jest również na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o możliwość podniesienia energooszczędności. Bez ciepłownictwa nie spełnimy warunków naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej w zakresie ograniczenia emisji CO2 i udziału czystej energii. W tym sensie ciepłownictwo bierze udział w wielkim rynku, który teoretycznie nie był pomyślany dla niego.

Janusz Steinhoff: Rynek ciepła jest sybstytutywny, ponieważ ciepło można pozyskiwać w różny sposób. Konkurencja jest już widoczna, bo część nowych budynków mieszkalnych zasilana jest w ciepło z lokalnych kotłowni gazowych, które bardzo często są tańsze od ciepła systemowego. Pamiętajmy, że na konkurencyjność ciepłownictwa będzie miał wpływ pakiet klimatyczny. Jeśli będziemy musieli płacić za CO2 kwoty zbliżone do cen prognozowanych przez Komisję Europejską, czyli 30 euro za tonę, to osłabi to konkurencyjność ciepłownictwa opartego na węglu w stosunku do alternatywnych źródeł energii.

Inny problem. Jeśli w dalszym ciągu znacząca część tzw. niskiej emisji pochodzić będzie ze źródeł ciepłowniczych opalanych węglem o mocy do 5 MW, które są poza systemem opłat klimatycznych, to ciepło systemowe będzie mniej konkurencyjne. Chyba że wprowadzimy podatek od węgla do celów grzewczych również dla odbiorców komunalnych. Problem ograniczenia emisji w małych źródłach nurtował nas już na początku lat 90. i do dziś nie został rozwiązany.

To ważne, bo system ciepłowniczy potrzebuje ogromnej modernizacji i przebudowy. Źródła produkcyjne i linie przesyłowe wymagają wysokich nakładów inwestycyjnych.

Nie mam nic przeciwko konkurencji w produkcji ciepła. Taka konkurencja ma szansę pojawić się we Wrocławiu. Pamiętajmy, że technicznie nie jest ona możliwa na taką skalą jak w energii elektrycznej. Wszystkie prawidła ekonomii dowodzą jednak, że konkurencja powoduje obniżenie cen energii. A to oznacza wzrost konkurencyjności gospodarki i gospodarstw domowych.

W jaki sposób konkurencja już dziś wpływa na rynek ciepłowniczy w Polsce? Co oznacza konkurencja na rynku ciepłowniczym dla finalnego odbiorcy, ale też jakie może mieć konsekwencje dla firm?

Edward Słoma: Ciepło sieciowe musi być konkurencyjne dla innych substytutywnych źródeł ciepła, takich jak piecyki czy ciągle popularne kozy. Mówiąc o ciepłownictwie mamy do czynienia z lokalnymi rynkami ciepła. Inaczej wygląda on w Warszawie, inaczej w mniejszych miastach, a jeszcze inaczej w małych miasteczkach. Ciepłownictwo nie jest objęte dyrektywami takimi jak dla energii czy gazu, ale zgadzam się, że w naszej dyskusji ważny jest unijny rynek energii. Na pewno zauważamy, że centralne ciepłownictwo jest bardzo rozwinięte i to jest plus. W najbliższym czasie musi zostać poruszona kwestia efektywności, bo to w centralnym ciepłownictwie widzimy największy potencjał ograniczenia zużycie ciepła nawet o ok. 40 proc.

Piotr Łuba: Z punktu widzenia państwa substytuty dla ciepła sieciowego nie są dziś najlepszym rozwiązaniem. Małe kotłownie najczęściej pozbawione są nadzoru a więc często pali się w nich oponami czy śmieciami.

System ciepłowniczy musimy podzielić na dwa elementy: sieci i produkcję ciepła. W pierwszym przypadku trudno sobie wyobrazić, że będziemy mogli wybudować równoległe sieci i w ten sposób konkurować. Nie jest to możliwe także w energetyce. Tę część rynku trzeba traktować jako pewien rodzaj monopolu lokalnego.

Nie można jednak w ten sposób traktować producenta ciepła. Musimy doprowadzi do tego, że inwestorzy zainteresowani będą budową nowych źródeł ciepła nawet kosztem istniejących, które z punktu widzenia technicznego mają prawo pracować jeszcze przez kilkanaście lat. Musimy mieć szansę, by gdzieś poprawiać efektywność produkcji.

Pamiętajmy, że ceny ciepła dla polskiego odbiorcy są mniej więcej dwa razy niższe niż w krajach UE. I tego niestety nie da się długo utrzymać. Ogromne wydatki czekają segment przesyłu ciepła, żeby poprawić jakość, zmniejszyć straty i móc podłączać nowych klientów. Jednak od wielu lat działające systemy nie uzyskują na tyle dużych przepływów pieniężnych, żeby móc inwestować na wymaganym poziomie. Pozostawmy więc na konkurencyjność w wytwarzaniu i włączenia się do istniejącej sieci dbając jednocześnie, żeby sieci zarządzane były w jak najlepszy sposób i żeby podlegały inwestycjom.

Jerzy Buzek: I dlatego ważna jest kwestia rozdzielenia właścicielskiego, tak jak ma to miejsce w energetyce lub na kolei. Trzeba się starać to robić. To jest szansa na prawdziwą konkurencyjność, ale tego jeszcze nie mamy kompletnie i daleko nam do tego.

Janusz Steinhoff: Opowiadam się zdecydowanie za rozdzieleniem właścicielstwa sieci od źródeł wytwarzania. Oddzielenie obrotu od dystrybucji i wytwarzania jest widoczne w Europie. Taki twardy rozdział potrzebny jest do rozwoju konkurencji. Pamiętajmy jednak, że technicznie trudno zrealizować zasadę dostępu do infrastruktury trzeciej stronie, czyli tzw. zasadę TPA.

Edward Słoma: Dlatego w szykowanym tzw. trójpaku energetycznym (pakiecie trzech ustaw: energetycznej, gazowej i o odnawialnych źródłach energii - red.) pojawiły się próby zbudowania operatora systemowego. Nie znalazło to jednak uznania. W Polsce jest to obecnie po prostu niemożliwe.

Edyta Ropuszyńska-Surma: Zasada dostępu podmiotów trzecich do infrastruktury przesyłowej faktycznie jest ograniczona. Jeżeli będziemy jednak wspierać rozbudowę systemów ciepłowniczych i ideę powołania niezależnego operatora, to jest to technicznie możliwe do przeprowadzenia. Można sobie wyobrazić, że systemy będą rozwijane w systemie dotowanym, tak jak to miało miejsce w telefonii komórkowej.

Inna kwestia: czy łączyć operatora systemu z producentem ciepła? Z ekonomicznego punktu widzenia na pewno służy to obniżaniu kosztów transakcyjnych. Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Dla mnie konkurencyjność nie musi oznaczać eliminacji konkurenta. To także współpraca. Jeśli byłaby ona możliwa wśród wytwórców, choć ich interesy wydają się być sprzeczne, to wtedy razem są w stanie konkurować z rozdrobnionym użytkownikiem odchodzącym od ciepła sieciowego.

Podkreślam rolę gmin, które mogą wiele, ale nie ponoszą konsekwencji, jeśli nie wywiązują się z obowiązku zaplanowania polityki gospodarowania energią i ciepłem. To zamyka inwestorom drogę długookresowego spojrzenia na inwestycje. To istotne zaniechanie, bo poprzez nieodpowiednie systemy wsparcia ekonomicznego możemy wspierać nieefektywne technologie.

Jakie jest spojrzenie na konkurencyjność regulatora? W jaki sposób konkurencja w wytwarzaniu np. na rynku wrocławskim, gdzie operator sieci chce wybudować konkurencyjną dla istniejącego producenta elektrociepłownię, wpłynie na klienta końcowego i konkurentów?

Adam Dobrowolski: Konkurencja substytutów? Mamy na rynku sytuację, którą nazywam pozycjonowaniem. Cena ciepła stosowana przez dane przedsiębiorstwo określa jego pozycję w stosunku do innego rodzaju sposobu zaopatrzenia w ciepło. W ocenie prezesa URE bariera wejścia na rynek ciepła i wyjścia z niego nadal jest znacząca. Konkurencja substytutów ma miejsce tylko na etapie podejmowania decyzji o sposobie zapewnienia dostaw ciepła. Kiedy podejmuję decyzję inwestycyjną, to wybieram sobie ciepło sieciowe albo indywidualne źródło ciepła. Te decyzje nie zawsze są ekonomiczne i racjonalne. Duża część decyzji podejmowana jest z przesłanek pozaekonomicznych także w przypadku deweloperów. Jeśli sieć gazowa jest w pobliżu i w ciągu miesiąca można się do niej podłączyć, a w przypadku przyłączenia do sieci ciepłowniczej pojawiają się dłuższe terminy realizacji, to deweloper rezygnuje z ciepła sieciowego.

Dla rynku ciepłowniczego szalenie istotną kwestią jest poprawa efektywności i pozyskiwanie nowych klientów. Inaczej ceny ciepła byłyby jeszcze wyższe. Większe szanse na realizację mają duże projekty zwiększające efektywność energetyczną, które mogą uzyskać wsparcie ze środków unijnych lub NFOŚiGW, natomiast na małe projekty trudniej pozyskać środki finansowe. Duży projekt przykładowo aktualnie realizuje LPEC w Lublinie.

Podkreślam, że aktualnie obowiązujące taryfy dla ciepła odpowiednio wspierają rozwój sieci ciepłowniczych.

Klient indywidualny lub odbiorca ciepła rozważający budowę własnej kotłowni - z reguły wspólnota mieszkaniowa lub spółdzielnia - w inny sposób ocenia jej warunki ekonomiczne i nie musi brać pod uwagę kosztów związanych z ochroną środowiska. Nie bierze pod uwagę amortyzacji i kosztów serwisowania, nie wspominając o kosztach związanych z emisją związków siarki i azotu. Jeśli odbiorca porównuje ceny i stawki opłat za ciepło przedsiębiorstwa ciepłowniczego wyłącznie z własnymi kosztami paliwa, to granica cenowa dostawy ciepła z ciepłowni i elektrociepłowni nie jest taka duża. Dlatego tam, gdzie ceny i stawki opłat za ciepło przedsiębiorstwa ciepłowniczego są niskie, przyłączamy się do ciepła systemowego. Ważną rolę w wykorzystaniu ciepła systemowego ma samorząd terytorialny. Niektóre gminy w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego oraz planach zaopatrzenia w energię i ciepło przewidują obowiązek podłączenia do ciepła systemowego nowych inwestycji.

Przedsiębiorstwu zintegrowanemu z punktu widzenia księgowego jest łatwiej wykazać się wypracowanym zyskiem. Przedsiębiorstwo zakupujące ciepło ze źródeł innych przedsiębiorców, a następnie przesyłające i dystrybuujące ciepło, prowadzi jednocześnie obrót ciepłem. Powoduje to konieczność uwzględnienia w przychodach także wpływów z obrotu. Aby osiągnąć wynik taki jak podmiot zintegrowany, przedsiębiorstwo prowadzące wyłącznie działalność w zakresie przesyłania i dystrybucji oraz obrotu ciepłem musi uzyskać blisko czterokrotnie wyższą kwotę zwrotu z kapitału. Rozdzielenie tych przedsiębiorstw na dwa może więc przynieść efekt obniżenia wyniku finansowego wydzielonego przedsiębiorstwa przesyłowego. Zintegrowana firma, osiągając ten sam względny wynik finansowy (w procentach) na działalności mogłaby mieć niższą taryfę w części przesyłania i dystrybucji ciepła.

Piotr Łuba: Faktycznie dążenie do integracji jest tak bardzo widoczne, bo pozwala ono wypracować środki na inwestycje.

Adam Dobrowolski: Tak, ale nawet jeśli uwzględniamy bardzo duży zwrot z kapitału, to nie mamy żadnej pewności, że chociaż złotówka zostanie zainwestowana przez przedsiębiorstwo. Często się zdarza, że cały zysk i oszczędności uzyskane z poprawy efektywności są przeznaczone przez przedsiębiorstwo na wypłatę dywidendy. To jest zgodne z prawem i nikt nie chce ingerować w działalność właściciela. Ale często tak potrzebne inwestycje prowadzone są jedynie z amortyzacji lub z kredytu. Zdarza się też, że mimo uwzględnienia w taryfach znaczącego zwrotu z kapitału nie pojawia się żadna inwestycja.

W ramach prowadzonych przez Ministerstwo Gospodarki, we współpracy m. in. z URE i przedsiębiorcami prac nad tzw. trójpakiem energetycznym zaproponowano system taryf dla ciepła expost, który daje przedsiębiorstwu dużo większą swobodę prowadzenia działalności i pozwala uzyskać większe środki na inwestycje. W aktualnym stanie prawnym chcemy opublikować będące w końcowej fazie opracowywania wytyczne do sposobu zatwierdzania taryf dla ciepła oraz umieścić w nich metodologię ustalania zwrotu z kapitału, które były już przedmiotem konsultacji społecznych..

Jeśli chodzi o pytanie o rynek wrocławski, to należy podkreślić, że sytuacja sektora jest bardzo zróżnicowana w każdym z dużych miast. Trudno jest odpowiedzieć, czy pojawienie się dodatkowych kosztów stałych związanych z utrzymaniem dodatkowych źródeł nie spowoduje wzrostu cen ciepła. Prezentacje na warszawskim IX Forum Operatorów i Odbiorców Paliw i Energii podnosiły możliwość wzrostu ceny ciepła z powodu wyższego poziomu jednostkowych kosztów stałych. Celem uniknięcia negatywnych skutków tej sytuacji konieczne będzie poszukanie wzrostu efektywności w istniejących i nowobudowanych źródłach albo ceny wzrosną, zwłaszcza kiedy nie uda się pozyskać nowych odbiorców.

Odnosząc się do przytoczonych danych o konieczności wzrostu cen ciepła to należy podnieść, że z danych przedstawionych przez grupę Fortum poziom cen ciepła w Szwecji nieznacznie różni się od poziomu w Polsce. Niekoniecznie musi zaistnieć sytuacja, w której ceny ciepła będą gwałtownie rosły. Zdaniem urzędu jest duży potencjał do obniżki kosztów. Wtedy powstanie większy potencjał do inwestowania. W 2011 r. koncesjonowany sektor ciepłowniczy wydał 2,7 mld zł na inwestycje. Z czego 2,3 mld zł przeznaczono na źródła wytwórcze, a 400 mln zł na sieci.

Z trzech sektorów - gazu, energii elektrycznej i ciepła - to majątek tego ostatniego jest najmniej zdekapitalizowany. Skoro jest tak źle, to dlaczego jest tak dobrze i dlaczego jest takie zainteresowanie ciepłownictwem inwestorów? SPEC zmienił właściciela za więcej niż ktokolwiek się spodziewał. Odnosząc się do wyników finansowych na działalności to ,biorąc pod uwagę dane za 2011 r. elektrociepłownie miały rentowność na działalności w zakresie zaopatrzenia odbiorców w ciepło na poziomie -5,33 proc., przy czym w ciepłowniach wynik był dodatni w wyniósł 1,69 proc. Zastanawiające jest, że wynik finansowy elektrociepłowni na energii elektrycznej był już na poziomie 34,7 proc. Nie wiem, kto może uzyskać tak wysoki poziom rentowności. W sumie rentowność wytwarzania energii elektrycznej i ciepła w elektrociepłowniach wyniosła 16 proc.

Zaobserwowaliśmy dziwną tendencję, że w latach 2008-2009 rentowność sprzedaży ciepła w niektórych elektrociepłowniach spadła z ok. 12 proc. do ok. - 10 proc., a jednocześnie zwiększyła się rentowność na energii z kilkunastu do ok. 30 proc. Nie mam żadnego wytłumaczenia dla takiej sytuacji. Moim zdaniem wynika to z dozwolonych prawem zmian w księgowości. System kogeneracyjny ma to do siebie, że produkcja w nim jest jednym procesem technologicznym i nie można rozdzielać kosztów wytwarzania energii elektrycznej i ciepła.

Edyta Ropuszyńska-Surma: Kwestia reinwestycji w przypadku monopolu naturalnego to poważna sprawa. Należy monitorować procent stopy zwrotu z zysku. Chcę jeszcze zwrócić uwagę na ekonomiczne postępowanie pojedynczych gospodarstw domowych. Oni są ekonomiczni, bo maksymalizują swoją funkcję użyteczności, ale nie ponoszą kosztów CO2. Dużym wyzwaniem dla państwa i regulatora jest zmiana sytuacji, w której suma użyteczności na poziomie mikroekonomicznym nie maksymalizuje użyteczności na poziomie makroekonomicznym. Bo nam przecież chodzi o poprawę bilansu na poziomie makroekonomicznym. Trzeba więc wprowadzić takie mechanizmy, aby odbiorcy indywidualni wpasowali się w ten mechanizm. Tylko jak w ogóle monitorować to, co się pali w piecach?

Edward Słoma: Może potrzebna jest w tej sprawie dyskusja na poziomie unijnym?

Piotr Górnik: Na pewno potrzebne jest budowanie świadomości. Dziś mało kto o tym pamięta. A przecież palenie gumy i śmieci powoduje pogorszenie zdrowia mieszkańców. Obecnie wszystkie miasta w Polsce mają przekroczone normy zanieczyszczenia powietrza.

Dla Fortum to klient, czyli odbiorca ciepła, jest kluczowy. Nie URE, nie ministerstwo i nie my sami. W codziennej naszej działalności walczymy o odbiorcę ciepła z alternatywnymi źródłami ciepła: gazem, olejem, energią elektryczną.

Jeśli chodzi o konkurencyjność rynku ciepłowniczego, to trzeba przypomnieć, że kształt tego rynku nie do końca jest w Polsce określony. Konkurencyjność wymaga doprowadzenia do optymalizacji procesu od źródła ciepła przez sieć, którą ciepło jest transportowane do końcowego odbiorcy.

Jeśli chodzi o źródła mocy, to na pewno nadmiar nie jest właściwy, ale konkurencja jest możliwa. We Wrocławiu prowadzimy debatę o przyszłości rynku ciepła. Twierdzimy, że w niedalekiej przyszłości będą braki mocy, nawet gdy założymy poprawę efektywności energetycznej. Miasto prężnie się rozwija. I stąd nasza determinacja w zakresie budowy nowej elektrociepłowni.

Co do sieci. Tutaj pełna odpowiedzialność powinna spoczywać na jednym operatorze. Podział sieci nie wspiera optymalizacji kosztów. Ani pod względem budowy systemów równoległych, ani dzielenia na mniejsze części. Odpowiedzialność musi być skupiona w jednych rękach.

W kwestii cen to Fortum jest obecny w różnych systemach w Polsce. W części miast jesteśmy jedynie producentem, w innych jedynie dystrybutorem ale także występujemy jako producent i dystrybutor jednocześnie. Taki system mamy w Częstochowie z całkowicie nowym źródłem efektywnym i ekologicznym. I ceny w tym systemie są niższe niż we Wrocławiu.

Na pytanie, czy oddzielać operatora systemu od wytwórcy ciepła, nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi. W niektórych przypadkach wiele zależy od podejścia operatora. Ale to rolą legislatora jest ustalenie zasad gry dla operatora.

Edward Słoma: Rynek ciepła ma jedną ważną cechę. Ilość ciepła, którego potrzebujemy jest różna w różnych porach dnia i porach roku. Inwestor, który decyduje się na budowę nowego źródła, musi odpowiedzieć na pytanie: czy chce pracować w tzw. podstawie - czyli przez większość roku wtłaczać ciepło do sieci, czy też chce pokrywać jedynie szczytowe godziny ciepła. Bo dopiero to się przekłada na kalkulację cen. Przez ile godzin, po jakiej cenie i w jakich warunkach - odpowiedzi na te pytania są kluczem do zapobiegnięcia niezdrowej konkurencji polegającej na tym, że natychmiast po wejściu na rynek eliminuje się konkurencję, wchodząc w podstawę. Ten drugi zawsze będzie musiał zrezygnować.

Piotr Górnik: Zgoda, ale pamiętajmy o jakości oddziaływania źródeł na środowisko. Przy czym chodzi tutaj nie tylko o emisje. Wydaje się, że centra miast nie powinny już służyć do lokalizacji źródeł ciepła. Historycznie było to uzasadnione i nawet dziś pod kątem hydraulicznym ma to sens. Powinniśmy jednak określić zasady, co jeszcze się liczy. Pamiętajmy, że elektrociepłownia to nie tylko komin, ale też to, co wokół niego, łącznie z transportem paliw, zagospodarowaniem odpadów.

Potrzeby inwestycyjne w wytwarzanie i dystrybucję liczone są w miliardach. Jaki wpływ na wydatki właścicieli systemów będzie miał trzeci etap systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2, w którym instalacje muszą kupować uprawnienia na wolnym rynku?

Piotr Łuba: Urząd Regulacji Energetyki historycznie bardzo myśli o kliencie końcowym, a on nie jest gotowy do płacenia wyższej ceny za pewien rodzaj ubezpieczenia, żeby w przyszłości płacić racjonalnie. Ceny są dziś zbyt niskie, żebyśmy byli pewni, że mamy pieniądze na inwestowanie. Ale pojawi się moment, w którym energii elektrycznej lub cieplnej zabraknie, czy będziemy mieli z nią kłopot, albo technologię starą i wtedy nastąpi skok cen. O tym trzeba pamiętać. Urząd musi już dziś starać się godzić te wszystkie interesy. Pamiętać też jednak trzeba, że ciepłownictwo korzysta ze wsparcia w postaci kolorowych certyfikatów.

Janusz Steinhoff: Kluczową rolę dał, bym regulatorowi, który powinien mieć bardzo silną pozycję. Tylko wówczas będzie w stanie dbać o rynek, interes odbiorcy, a także odpowiedni poziom inwestycji. To od URE w dużej mierze zależy poziom realizowanych inwestycji.

Piotr Górnik: Rentowność sektora rok do roku oscyluje wokół zera. W 2011 r. mieliśmy ujemny wynik i stoimy przed problemem pokrywania rosnących kosztów, a podstawą do podejmowania decyzji inwestycyjnych jest ich opłacalność. Działamy przecież na rynku konkurencyjnym. Dlatego inwestycje zapewne pójdą w kierunku niezmiernie efektywnych źródeł opartych na paliwach odnawialnych. To dobrze, bo takie inwestycje tworzą dodatkowe miejsca pracy. To już widać wokół Częstochowy, gdzie pozyskujemy 200 tys. ton biomasy, która jest transportowana z odległości nie większej niż 100 km.

Fortum opracowało politykę w zakresie swojej działalności. Bierzemy pod uwagę kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem. Fortum wspiera konkurencyjny rynek, porównując się do innych alternatywnych źródeł ciepła. Zdajemy sobie sprawę, że pełne uwolnienie cen ciepła na obecnym etapie jest niemożliwe. Nowe prawo regulujące taryfy ex post jest krokiem w dobrym kierunku. Ono daje przedsiębiorstwu możliwość lepszej konkurencji.

Jeżeli idzie o sieci, to pomimo znaczącej dekapitalizacji już dziś każde przedsiębiorstwo inwestuje w rozbudowę. Porównując się do miast zachodnich poziom dostawy ciepła z systemu ciepłowniczego może być podniesiony jeszcze o 10-15 proc. bazując już na istniejących magistralach. Bezpieczeństwo dostaw również wymaga pewnych nakładów.

Janusz Steinhoff: Państwo musi dbać o konkurencję tam, gdzie ona jest możliwa, i wymuszać pewne potrzebne zachowania producentów. Wprowadzać rozwiązania o charakterze nie punktowym ale horyzontalnym. Jeżeli spróbujemy opanować problem niskiej emisji tak jak teraz problem nielegalnej wywózki śmieci, to stworzymy podstawy bardziej racjonalnej konkurencji w dostawach ciepła. Powinnością państwa jest równe traktowanie wszystkich podmiotów. Na państwie ciąży obowiązek zapewnienia równoprawnego dostępu do tej infrastruktury konkurującym ze sobą podmiotom wytwarzającym ciepło. A jeżeli państwo jest właścicielem i operatora sieci, i wytwórców, to jest to sytuacja co najmniej nieracjonalna.

Czy to apel o przyspieszenie prywatyzacji sektora ciepłowniczego, który wciąż jeszcze niemal w połowie pozostaje w rękach państwa i samorządu?

Janusz Steinhoff: Zdecydowanie tak.

@RY1@i02/2012/247/i02.2012.247.05000020c.803.jpg@RY2@

Jerzy Buzek, poseł do europarlamentu, premier polskiego rządu w latach 1997-2001, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego

@RY1@i02/2012/247/i02.2012.247.05000020c.104.jpg@RY2@

Adam Dobrowolski: Dla rynku ciepłowniczego szalenie istotną kwestią jest poprawa efektywności i pozyskiwanie nowych klientów. Inaczej ceny ciepła byłyby jeszcze wyższe

Piotr Górnik: Podział sieci nie wspiera optymalizacji kosztów. Ani pod względem budowy systemów równoległych, ani dzielenia na mniejsze części. Odpowiedzialność musi być skupiona w jednych rękach

Debatę prowadził i relację przygotował Maciej Szczepaniuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.