Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Zapaść na rynku energetyki odnawialnej

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Tak źle na rynku OZE jeszcze nigdy nie było. Firmy z sektora pobłądziły, a politycy się nie sprawdzili

- Dotychczas na systemie wsparcia zielonej energii, poza kilkoma korporacjami, zarabiały głównie elektrownie współspalające biomasę z węglem, Towarowa Giełda Energii (TGE) oraz maklerzy obsługujący garstkę niezależnych producentów energii z OZE. Rok 2013 będzie dobry jedynie dla prawników, zwłaszcza od prawa upadłościowego oraz od przejęć - wskazuje Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO), dodając, że środki z systemu wsparcia w znacznej mierze nie służą realizacji celu regulacji - nowych inwestycji w OZE.

W jego ocenie nie w całym sektorze OZE rozwiniętym w ramach dotychczasowego systemu wsparcia jest już trwała stagnacja.

- Są nisze, które się rozwijają. Dość dużo inwestycji prowadzonych jest w tzw. zielonym cieple, także firmy produkujące urządzenia OZE i ich komponenty trzymają się na rynku, ale tylko te z nich, które zdołały wejść na rynki zagraniczne, ponieważ w Polsce zapotrzebowania na tego typu urządzenia do wytwarzania energii elektrycznej już nie ma - podkreśla Grzegorz Wiśniewski.

Zielone certyfikaty

Jednym z głównych problemów na rynku OZE jest gwałtowny spadek cen zielonych certyfikatów. Rynek ten jednak nie jest jednolity.

- W obrocie giełdowym znajduje się ok. 20 proc. zielonych certyfikatów, blisko 80 proc. certyfikatów jest w kontraktach bilateralnych. Spadają ceny certyfikatów będących w obrocie na giełdzie, a w transakcjach bilateralnych ceny zbliżone są do wysokości opłaty zastępczej. Demokracja i rynek są dla biednych, a pieniądze dla tych poza giełdą. To są zjawiska nietransparentne i poza kontrolą, niszczące rynek i umacniające monopol - ocenia Grzegorz Wiśniewski.

W jego ocenie na rynku OZE jest jeszcze jedna niekorzystna tendencja. W Polsce działa ok. 2 tys. instalacji OZE, które są skoncentrowane w stosunkowo niewielu grupach. Tylko 270 jest w instalacjach prosumenckich, niezależnych, o mocy poniżej 40 kW. Ta koncentracja nie przekłada się jednak na nowe inwestycje w sektorze OZE, obliczone jedynie na szybki zysk regulacyjny typu windfall profits (np. współspalanie) oraz przejęcie już zbudowanych mocy. Odbywa się spektakularne niszczenie rynku.

Będą wysokie kary?

Grzegorz Wiśniewski przypomina, że w roku 2020 w Polsce minimum 26 TWh energii powinno być produkowane w odnawialnych źródłach. W roku 2012 z OZE wyprodukowano ok. 13 TWh, z czego aż 6 TWh wyprodukowano w technologii współspalania. Większość zużytych i niespełniających norm ekologicznych elektrowni współspalających zostanie odstawiona przed 2020 rokiem i obniży jeszcze bardziej szanse na realizację celów. Jeśli Polska nie osiągnie celu 15 proc. produkcji energii z OZE w części dotyczącej zielonej energii elektrycznej (na rynku ciepła i biopaliw też są i będą kłopoty z osiągnięciem celów sektorowych składających się razem z energią elektryczną na cel 15 proc.), to będzie musiała dokonać niezwykle kosztownych transferów statystycznych po cenach zbliżonych do kosztów krańcowych najdroższych w UE technologii OZE w 2020 roku rzędu 100-150 euro za każdą brakującą do wypełnienia celu MWh (rodzaj "opłaty zastępczej") lub płacić jeszcze wyższe, miliardowe kary. Tymczasem na niepotrzebne wsparcie współspalnia w 2012 roku każdego dnia konsumenci energii płacili 4 mln zł dziennie, nie zbliżając się do realizacji celu. Można to nazwać "karą dodatkową" za brak wyobraźni. Jeżeli wsparcie dla OZE będzie nadal oparte na obecnych zasadach, to jego koszty będą wyższe od prognoz Ministerstwa Gospodarki.

Kogo wspierać

- Sposobem na ograniczenie kosztów rozwoju OZE jest wsparcie dla różnego typu mikroinstalacji. Ceny energii z instalacji fotowoltaicznych budowanych teraz w Niemczech czy w Hiszpanii są już niższe od cen energii kupowanej na rynku. W warunkach polskich do 2020 r. prawdopodobnie zniknie potrzeba jakiegokolwiek wsparcia dla nowych instalacji domowych PV. Jednocześnie trzeba rozwijać małą energetykę wiatrową oraz - na wzór kolektorów słonecznych - niewielkie kotły opalane w 100 proc. biomasą pochodzącą z lokalnego rynku, co pozwoliłoby na przejęcie strumienia biomasy zużywanego do tej pory nieefektywnie w elektrowniach węglowych - podpowiada Grzegorz Wiśniewski.

Jego zdaniem masowy rozwój mikroinstalacji będzie korzystny nie tylko dla systemu elektroenergetycznego, lecz także pozwoli na stworzenie stabilnych miejsc pracy. Już teraz w Polsce w sektorze OZE mamy ok. 32 tys. miejsc pracy, trzeba zadbać o to, aby były to trwałe, rozproszone po całym kraju i dobrze płatne miejsca pracy. Wg najnowszego opracowania IEO i ZPFEO nt. mikroinstalacji OZE, w perspektywie do 2020 roku, przy realizacji scenariusza KPD w sektorze mikroinstalacji powinno powstać niemalże 53 tys. miejsc pracy. Jeżeli uwzględnić cały łańcuch dostaw urządzeń oraz paliw z biomasy najwięcej miejsc pracy powstałoby w branży małych automatycznych kotłów na pelety i brykiety ok. 32 tys. Stabilnych miejsc pracy w sektorze uprawy i dostaw biomasy nie jest w stanie zapewnić duża energetyka stosująca technologię współspalania. W pewnym momencie dostawcy biomasy zostaną porzuceni z dnia na dzień przez duże grupy energetyczne; pierwsze symptomy tej sytuacji już obserwujemy.

Masowy rozwój mikroinstalacji będzie korzystny nie tylko dla systemu elektroenergetycznego, lecz także pozwoli na stworzenie stabilnych miejsc pracy

Dariusz Ciepiela

dziennikarz miesięcznika Nowy Przemysł i portalu wnp.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.