Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

W górnictwie trzeba zatrzymać wzrost kosztów

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Janusz Piechociński: wzrost importu węgla zagraża stabilności miejsc pracy w polskim górnictwie. Nie da się tego zjawiska zahamować metodami nakazowymi. Potrzebny będzie wzrost produktywności i efektywności

Czy zdołamy w kolejnych latach utrzymać poziom wydobycia oscylujący wokół 70 mln ton węgla rocznie, a co za tym idzie, czy damy radę utrzymać miejsca pracy w górnictwie?

To będzie zależało od wielu czynników, w tym między innymi od postępu technologicznego w branży, innowacyjności, poprawy efektywności. Polskie górnictwo musi zrobić wszystko, by utrzymać zdolność do konkurowania na globalnym rynku.

O przyszłości polskiego górnictwa zadecyduje też uruchamianie nowych pokładów, uelastycznianie czasu pracy czy wykorzystanie metanu, na którym też będzie można zarobić.

Kluczowe będzie utrzymanie procesów inwestycyjnych w sektorze węglowym. Należy też odejść od filozofii wyznawanej w trakcie przetargów, że liczy się najniższa cena. Ta cena musi być sensowna, natomiast na pierwszym miejscu musi być jakość. Choćby dlatego, że przestoje wiele kosztują.

Ważne, by w kolejnych latach powstrzymać wzrost importu węgla do Polski, bo będzie on zagrażał stabilności miejsc pracy w polskim górnictwie. Tego nie da się zrobić metodami nakazowymi. Potrzebny będzie wzrost produktywności i efektywności oraz optymalizacja kosztów.

Kopalnie powinny fedrować przez 7 dni w tygodniu?

Doświadczenia kopalni Silesia, a także Lubelskiego Węgla "Bogdanka", pokazują, że w pozostałych spółkach węglowych należy uzgodnić z pracownikami nowe zasady pracy przystające do obecnych realiów. Czyli kopalnia pracuje przez siedem, a górnicy przez pięć dni w tygodniu.

Musi też być poprawiona organizacja pracy. W niektórych kopalniach górnicy pracują tylko przez 3,5 godziny. To trzeba zmienić. Ważna będzie więc poprawa systemów transportowych na dole kopalń. Trzeba też pilnować kosztów, ale należy pamiętać o bezpieczeństwie pracy górników, które jest najważniejsze.

Dostrzega pan problem górniczych kadr?

Oczywiście, błędem przed laty było zdewastowanie szkolnictwa górniczego. Menedżerowie górniczy wskazują, że absolwent szkoły górniczej potrzebuje trzech lat, by stał się w pełni samodzielnym pracownikiem.

Mamy lukę pokoleniową w górnictwie. Powoli odbudowujemy szkolnictwo wyższe.

To przedsiębiorcy, szefowie spółek węglowych powinni zgłaszać zapotrzebowanie, a sektor szkolnictwa powinien wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom. Zresztą to dotyczy nie tylko górnictwa, ale przemysłu w ogóle.

Import węgla do Polski w 2012 roku wyniósł ok. 10 mln ton, a mimo to na zwałach przy kopalniach zalega ponad 8 mln ton. Zapasy surowca ma też energetyka.

Węgiel wydobywany w polskich kopalniach przestaje być atrakcyjny dla energetyki, od której wymagamy, by była efektywna. Nie zmusimy przecież energetyki do kupowania droższego węgla. A więc trzeba zatrzymać wzrost kosztów w polskich kopalniach. Jednak trzeba to robić racjonalnie.

Jeżeli koszty polskiego górnictwa będą rosły, to niestety także import węgla będzie się zwiększał. Trzeba jednak pamiętać, że bezpieczeństwo energetyczne jest najważniejsze, a sektor węglowy długo będzie tu jednym z najważniejszych fundamentów. Nie wolno również zapominać, że górnictwo przynosi duże dochody do budżetu państwa oraz do samorządów i jest znaczącym pracodawcą.

Prywatyzacja branży to panaceum na jej problemy?

Trzeba przede wszystkim skoncentrować się na podniesieniu efektywności. Zachęcam menedżerów górniczych oraz załogi i związki zawodowe do rozmów na temat organizacji pracy. Jeżeli inaczej zorganizujemy wydobycie i wydłużymy je chociażby do 6 dni w tygodniu, to ograniczymy dynamikę wzrostu kosztów. Ważne, by rozmawiać i by ten dialog był prowadzony w spokoju.

Przy niepewności i braku stabilizacji giełda może bardzo źle wycenić przedsiębiorstwa górnicze. Należy się nastawić na poszerzanie rynków zbytu, na zwiększanie konkurencyjności.

Istotne będzie przyciągnięcie nauki polskiej do górnictwa oraz zacieśnianie wzajemnych relacji nauki i przemysłu. Nie dotyczy to jedynie sektora węglowego, ale również pozostałych dziedzin gospodarki. Za moimi słowami pójdą czyny. Te więzi muszą być zacieśniane z korzyścią dla obu stron.

Zakłada pan zmiany personalne w zarządach spółek węglowych?

Przede wszystkim zarządom spółek węglowych stawiam zadania do wykonania. W tym utrzymanie i realizację procesów inwestycyjnych, cięcie kosztów, otwartość na innowacje, znajdowanie nowych rynków zbytu. Ci, dla których poprzeczka okaże się być ustawiona za wysoko, pewnie odpadną. Natomiast ci, którzy dadzą radę, pozostaną na kolejne kadencje.

Jak ocenia pan postawę górniczych związków zawodowych?

Dialog musi być prowadzony już na poziomie poszczególnych zakładów. Ważne, by ludzie mieli pełne informacje na temat kosztów, zagrożeń, uwarunkowań rynkowych. Ze związkowcami trzeba rozmawiać i szukać porozumienia. Dobrze, kiedy sporne kwestie stawia się otwarcie.

Co z emeryturami górniczymi?

Czeka nas dyskusja doprecyzowująca, kto jest górnikiem podziemnym, a kto pracownikiem kopalni. Warto, by zarządy oraz związki zawodowe przygotowały swoje listy.

@RY1@i02/2013/017/i02.2013.017.16700030i.802.jpg@RY2@

Fot. wojciech górski

Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki

Rozmawiał Jerzy Dudała

dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu wnp .pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.