Jak prowadzić politykę klimatyczną i nie wywrócić gospodarki
Najbliższe miesiące zadecydują o kształcie energetyki i roli węgla w Unii Europejskiej. Rachunek dla Polski za szybkie odejście od paliw kopalnych jest wyjątkowo wysoki: utrata konkurencyjności gospodarki i miejsc pracy, a także wzrost cen energii elektrycznej.
Według prezesa koncernu E.ON Johannesa Teyssena, klienci oczekują energii czystej i produkowanej lokalnie, co w połączeniu ze zmianami w otoczeniu regulacyjnym sprawi, że obecny kształt konwencjonalnej energetyki, opartej na węglu kamiennym i brunatnym, będzie musiał ewoluować. Wcale nie musi to jednak oznaczać wyroku na tradycyjne elektrownie, które dziś utożsamiane są z brudną energią.
- To nadmierna emisja CO2 jest problemem, a nie węgiel sam w sobie. Wyłączenie starych bloków węglowych i zastąpienie ich nowymi, zbudowanymi według najnowszych standardów, obniży emisję szkodliwych substancji o jedną czwartą - twierdzi Paweł Smoleń, prezes Euracoal, Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego.
Decyzje klimatyczne lada dzień
Te stwierdzenia padły podczas konferencji o wpływie polityki klimatycznej na rynek energii UE, zorganizowanej przez skupiający największe firmy energetyczne Polski Komitet Energii Elektrycznej i stowarzyszenie Eurelectric. Moment debaty jest szczególny: pod koniec października, podczas spotkania Rady Europejskiej, szefowie krajów UE mogą podjąć decyzję o przyszłym kształcie polityki klimatycznej do 2030 r. Proponowany przez Komisję Europejską "Pakiet 2030" zakłada m.in. podniesienie wiążącego celu redukcji emisji CO2 o 40 proc. i zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) do minimum 27 proc. w bilansie energii finalnej całej UE.
Większość z uczestników konferencji zgodziła się, że niewłaściwie byłoby narzucenie uniwersalnego celu redukcji emisji szkodliwych substancji bez uwzględnienia specyfiki systemów elektroenergetycznych poszczególnych krajów członkowskich, np. dzisiejszego udziału węgla w miksie energetycznym.
- Wciąż nierozstrzygnięta pozostaje kwestia tempa wymaganej przez UE dekarbonizacji, czyli stopniowego zmniejszania udziału węgla w miksie energetycznym. Z perspektywy inwestorów 2030 r. to prawie jutro - podkreślał Marek Woszczyk, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej i szef rady zarządzającej PKEE.
Według wiceprezesa Tauronu Krzysztofa Zawadzkiego, Polska już dziś ma bardzo duże osiągnięcia w redukcji emisji i rozwoju odnawialnych źródeł energii (OZE). Jednocześnie dzięki węglowi jest jednym z najbardziej niezależnych energetycznie państw UE. - W interesie naszego kraju leży utrzymanie obecnego poziomu bezpieczeństwa opartego na krajowych zasobach paliwa. Szybka zmiana miksu energetycznego może doprowadzić do utraty 600 tys. miejsc pracy, m.in. w branży wydobywczo-energetycznej - ostrzegał Zawadzki.
Energetyka oparta w 90 proc. na węglu nie jest w stanie w bardzo krótkim czasie przeistoczyć się w niskoemisyjną. Były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek zwrócił uwagę, że koncepcji zaostrzania polityki klimatycznej może nie udać się połączyć z ideą reindustrializacji Europy. Te dwa zjawiska są dziś ze sobą często sprzeczne.
- Przemysł jest dziś wciąż kręgosłupem europejskiej gospodarki, ale w wyniku zaostrzania polityki klimatycznej może się to zmieniać. Prognozy są takie, że udział UE w światowym eksporcie spadnie o 10 proc. do r. 2035. - wyliczył Alexandre Affre, dyrektor Industrial Affairs Businesseurope.
Zdaniem ekspertów z PKEE, na radykalnym zaostrzaniu celów klimatycznych straci energochłonny przemysł - np. koksowniczy, chemiczny, papierniczy, cementowy, produkcja metali i wydobycia węgla. Według resortu gospodarki, który reprezentował wiceminister Jerzy Pietrewicz, w Polsce branże te łącznie zatrudniają ok. 590 tys. pracowników, generując 95 mld zł wartości dodanej.
Podczas dyskusji padło pytanie, czy nie jest nieracjonalne wychodzenie przed szereg przez Komisję Europejską, która chce zwiększenia celów redukcji emisji CO2 przed podjęciem decyzji na poziomie globalnym, np. przez ONZ.
- Na razie nie widać perspektyw dla globalnego porozumienia klimatycznego, które zapewniłoby równe szanse gospodarkom w różnych częściach globu. Dlatego powinniśmy poczekać na wyniki, np. konferencji klimatycznej w Paryżu w 2015 r. - dodał Alexandre Affre.
Idealizm kontra pragmatyzm
Bo dzisiaj Europa, poprzez wysokie ceny energii, chce rozwijać - dla dobra klimatu - technologie odnawialne. Co ciekawe, jednocześnie trwają przygotowania do utworzenia wspólnej strefy ekonomicznej Europy i Ameryki Północnej. Strona amerykańska prezentuje jednak skrajnie różne od europejskiego, pragmatyczne podejście: jest nastawiona na jak najtańszą energię. Eksperci przestrzegają, że jeśli w tych warunkach strefa wolnego handlu zacznie działać, to jako Europejczycy obniżymy konkurencyjność gospodarki i zachęcimy przemysł do wyprowadzki ze Starego Kontynentu.
Okazuje się, że OZE nie muszą być wcale lekiem na całe zło. Szef wydziału regulacji i sieci energetycznych w BDEW Roger Kohlmann stwierdził, że dynamiczny i nieskoordynowany rozwój OZE dotychczas słono kosztował niemieckich odbiorców energii, a mimo to emisja szkodliwych substancji wzrosła.
- Energiewende (transformacja energetyczna w Niemczech - red.) nie spełnia założonych celów. OZE muszą być konkurencyjne cenowo. Jeśli nie, ta polityka energetyczna może okazać się błędem - powiedział Roger Kohlmann.
Prezes RWE Technology Michael Fübi przypomniał, że w efekcie subsydiowania OZE i obniżenia rentowności sektora energetyki konwencjonalnej w latach 2008-2013 kapitalizacja czołowych 20 firm energetycznych UE spadła poniżej pułapu 500 mld euro, czyli o połowę. Jego zdaniem, w krótkim terminie w UE nie widać szans na zahamowanie spadku cen energii, bo popyt na nią jest niski, a źródła odnawialne, które są wspierane dopłatami i nie ponoszą kosztów paliwa, produkują coraz więcej prądu.
Według sekretarza generalnego Eurelectric Hansa ten Berge, OZE w Europie nie są promowane w sposób zrównoważony. Uczestnicy dyskusji wskazywali, że model dotowania źródeł OZE nie sprzyja długoterminowym inwestycjom w sektorze konwencjonalnym.
Paweł Smoleń z Euracoal tłumaczył, że nie tylko OZE przyczyniają się do obniżenia emisji CO2 - ten cel można też próbować osiągnąć przy pomocy nowoczesnych bloków węglowych. Na przykład budowana łączna moc nowych bloków w elektrowniach w Opolu i w Turowie wyniesie blisko 2,3 GW. Zastąpią one stare, nieefektywne jednostki. Z wyliczeń inwestora wynika, że - w porównaniu z blokami starszego typu - będzie oznaczała to o jedną czwartą niższe emitowanie CO2.
Eksperci zwracali uwagę, że technologie OZE prężnie się rozwijają, ale system może okazać się niestabilny, bo źródła uzależnione od pogody nie dostarczają energii, np. kiedy nie świeci słońce ani nie wieje wiatr.
Elektrownie jak straż pożarna
Michael Fübi z RWE zauważył, że mimo iż proponowane na 2030 r. cele klimatyczne UE zakładają minimum 27-procentowy udział OZE, to pozostałe 73 proc. będzie stanowiła energetyka konwencjonalna. - A to oznacza, że potrzebne są mechanizmy, które pozwolą jej na utrzymanie się na rynku. Tradycyjne elektrownie będą swego rodzaju strażą pożarną, kiedy energia z OZE akurat nie będzie produkowana - podkreślił.
Uczestnicy konferencji recepty na rozchwiany system elektroenergetyczny upatrywali w rynku mocy, czyli wynagradzaniu nie tylko za wyprodukowaną energię, ale za gotowość do produkcji energii w razie potrzeby. Profesor Michael Grubb z Centrum Badań Łagodzenia Zmian Klimatu na Uniwersytecie Cambridge zauważył: - Wielka Brytania potrzebuje rynku mocy, ale nie zmienia to faktu, że nie jest to rozwiązanie do końca przewidywalne. Nie wiemy, jakie będą wyniki aukcji - zastrzegł.
Uczestnicy dyskusji zgodzili się, że w dalszym horyzoncie zmniejszenie emisji CO2 - do 2030 r. nawet o 40 proc. - spowoduje znaczny wzrost cen energii. To dlatego, że ceny energii są skorelowane z cenami CO2, a te ostatnie będą rosły w konsekwencji maksymalnego promowania gospodarki niewęglowej.
Były premier RP Jerzy Buzek podkreślał zasadność wprowadzenia "energetycznego Schengen": projekt unii energetycznej, która miałaby zapewnić solidarność i bezpieczeństwo energetyczne 28 krajów UE, co jest szczególnie istotne w kontekście konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. W przypadku Polski konwencjonalne źródła wytwarzania energii mogłyby zostać zredukowane w wymaganej przez UE, bardzo krótkiej perspektywie 2030 r., głównie przez elektrownie opalane gazem. Czyli: zmniejszanie znaczenia węgla kamiennego i brunatnego oznaczałoby dla Polski zwiększenie zależności od gazu z Rosji.
PKEE we współpracy z Eurelectric po raz pierwszy w Polsce zorganizował międzynarodową debatę, w której udział wzięli przedstawiciele m.in. Komisji Europejskiej, polskiego rządu i branży energetycznej. W najbliższych tygodniach organizacja planuje otworzyć biuro w Brukseli, które pomoże zabiegać o interesy polskiej gospodarki w kontekście polityki klimatycznej.
@RY1@i02/2014/198/i02.2014.198.000001200.803.jpg@RY2@
Zmiana poziomu emisji C02 w latach 1990-2012
@RY1@i02/2014/198/i02.2014.198.000001200.804.jpg@RY2@
Ile może być zagrożonych miejsc pracy w sektorze wydobywczo-energetycznym w wyniku proponowanego przez Komisję Europejską zaostrzenia polityki klimatycznej do 2030 r.
Konrad Majszyk
@RY1@i02/2014/198/i02.2014.198.000001200.105.gif@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu