Energia zakładnikiem polityki
Zwalniają prace przy poszukiwaniu łupków, liczba koncesji spada, a branża czeka na ustawę węglowodorową. Tyle że czeka już od dawna, bo politykom się nie spieszy. To samo od lat w górnictwie. Kopalnie ze zbyt drogą produkcją, rosnące na ich hałdach góry niesprzedanego węgla, a jednocześnie import - wszystkie te problemy wracają na tapetę debaty publicznej tylko wtedy, gdy górnicy protestują pod ziemią albo najeżdżają Sejm. Kończy się to utrzymaniem górniczych przywilejów, zasypaniem dziury pieniędzmi od innych Polaków i odłożeniem sprawy na stertę. Na dodatek dywersyfikacja źródeł energii - modne kiedyś hasło - i związane z nią uniezależnienie się od Rosji czy wielkie inwestycje, takie jak budowa elektrowni jądrowej, też rozwijają się w ślimaczym tempie. Powód jest zawsze ten sam: polityka. Głosy górników i ich rodzin, tematy tabu, dzielące społeczeństwo, a więc grożące utratą poparcia, bieżący budżet, czyli guru każdego rządu. Bez zmiany politycznego podejścia eksplozji w energetyce nie będzie.
Łukasz Klekowski
redaktor działu Dziennik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu