Unia energetyczna to nie science fiction. To konieczność
Trzeba budować międzynarodowe połączenia elektroenergetyczne, gazowe i paliwowe
W nowej Komisji Europejskiej aż dwóch komisarzy będzie się zajmować sprawami energetyki. Czy z punktu widzenia Polski to dobre rozwiązanie? - Nowa komisja jest skonstruowana zupełnie inaczej, niż była dotychczas. Jedną z propozycji jest to, aby jej wiceprzewodniczącym został komisarz, który będzie się zajmował budową unii energetycznej - mówił były premier i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek podczas debaty "Infrastruktura energetyczno-paliwowa w polityce UE". - Jest wymagane ustawodawstwo, a brakuje tylko rozwiązań w jednej kwestii: wspólnych zakupów - zaznaczył Buzek. Taki komisarz będzie się zajmował głównie rynkiem zewnętrznym. A że wdrożenie przepisów będzie wymagało ogromnej pracy i koordynowania działań na wielu różnych polach, funkcja wiceprzewodniczącego Komisji będzie tu z pewnością pomocna. Jak dodał, ten drugi komisarz będzie się zajmował tylko energią i godzeniem jej z kwestiami klimatycznymi, i to głównie na rynku wewnętrznym. - Myślę, że ten podział to dobry pomysł, bo jeśli uda się pogodzić kompetencje, to może będzie z tego jakiś pożytek - dodał Buzek.
- Zdecydowanie opowiadam się za wszystkimi działaniami, które prowadzi się obecnie w Europie, a które wpisują się w konsekwentną budowę konkurencyjnych europejskich rynków energii elektrycznej i gazu. Potrzebne jest szybsze wdrożenie dotyczących tego regulacji - powiedział Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. W jego opinii, aby powstał taki rynek, konieczne są inwestycje umożliwiające transgraniczny przesył zarówno prądu, jak i gazu. - W Polsce w ostatnich latach zrobiliśmy w tej dziedzinie bardzo wiele, chociaż jest to nadrabianie wieloletnich zaległości. Jednak już w przyszłym roku nasza sytuacja dotycząca gazu ziemnego będzie zupełnie inna niż było to do tej pory. Będziemy bowiem dysponować infrastrukturą, która umożliwi import całego potrzebnego nam gazu z innych kierunków niż rosyjski - dodał Steinhoff. Przypomniał też, że już 25 lat temu dostrzegano problem zdania się na tylko jeden kierunek dostaw gazu. Najpierw miał powstać gazociąg z Danii, dzięki któremu w 2004 r. do Polski mogłoby płynąć 2 mld m sześc. gazu rocznie. Potem była idea kontraktu norweskiego, dzięki któremu od 2008 r. mieliśmy otrzymywać stamtąd 5 mld m sześc. gazu. - Gdyby nasi adwersarze polityczni nie odnosili się tak krytycznie do tych projektów, dziś bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji, niż jesteśmy. A tak wciąż nie mamy alternatywnych możliwości dostaw gazu i w efekcie płacimy bardzo wysokie ceny - stwierdził były wicepremier. W jego opinii obecne działania Unii Europejskiej uwzględniają fakt, że wiarygodność rosyjskiego dostawcy gazu ziemnego z każdym rokiem się obniża.
Istotne zmiany jakościowe w funkcjonowaniu Wspólnoty dostrzega również były minister gospodarki Piotr Woźniak. - Regulacje dotyczące wewnętrznego rynku Unii postępują w niesłychanym jak na tę instytucję tempie - stwierdził. W jego opinii, nawet jeśli międzynarodowe projekty infrastrukturalne napotykają na opór ze strony któregokolwiek z krajów, to takie problemy można rozwiązać na forum unijnej Agencji ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER).
- Im więcej interkonektorów na naszych granicach, tym ten gaz ziemny będzie tańszy, bo więcej go będzie mogło wpłynąć na nasz rynek - dodał Sławomir Śliwiński z zarządu Gaz-Systemu, firmy, która razem z litewskim partnerem zamierza budować takie połączenie przez wspólną granicę.
Zwolennikiem budowy takiej infrastruktury jest także znany liberał, prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski. Według niego dopiero połączenie systemów zarówno w kierunku wschodnim, jak i zachodnim stworzy prawdziwy rynek.
Bartłomiej Mayer
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu