Dziennik Gazeta Prawana logo

Wiatraki: czysta energia czy uciążliwość dla ludzi i krajobrazu

28 czerwca 2018

PROBLEM

Niemcy

Na początku 2014 r. w Niemczech działało 32,6 tys. turbin wiatrowych, to o 600 więcej niż w 2013 r. Przyrost mocy lądowych siłowni wiatrowych, wyniósł w 2013 r. 3 tys. megawatów. Ich łączna moc wzrosła dzięki temu do 33,7 tys. megawatów. Najwięcej nowych farm wiatrowych powstało w Szlezwiku-Holsztynie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim - na północy Niemiec, gdzie panują korzystne warunki wietrzne. Nieco wolniej przebiegał rozwój energetyki wiatrowej w południowych krajach związkowych RFN: są tam mniej korzystne warunki wietrzne, a ponadto obowiązują lokalne przepisy w zakresie ochrony krajobrazu. Do 2012 r. państwo konsekwentnie wspierało rosnący udział energii odnawialnych w bilansie energetycznym kraju, jednak od 2013 r. przyrost mocy z wiatraków zmniejsza się. Zdaniem tamtejszych przeciwników farm wiatrowych, są one szkodliwe dla ludzkiego zdrowia. Do tego dźwięki wytwarzane przez te urządzenia niekorzystnie działają na psychikę. Pojawienie się wiatraków ma także negatywny wpływ na ceny nieruchomości. Ludzie starają się uciekać od farm wiatrowych, ich domy sprzedają się bardzo długo albo wcale, bo nikt nie chce mieszkać w sąsiedztwie wiatraków.

Ale poza wielkimi firmami na rynku energetyki wiatrowej działają w tym kraju elektrownie, które można nazwać społecznymi, np. spółdzielcze czy samorządowe. W Niemczech setki tysięcy osób zainwestowało w obywatelskie farmy wiatrowe. W niemieckiej części Północnej Fryzji np. 90 proc. elektrowni jest w rękach lokalnych społeczności. Społeczna energetyka wiatrowa jest lepiej akceptowana niż farmy budowane przez wielkie, komercyjne firmy.

Holandia

Wiatraki od stuleci są dominantą krajobrazową w tym kraju. Już w XII wieku były tutaj znane. Zaczęto stosować je do osuszania gruntu, - napędzano wiatrem pompy, które pozwalały podnieść wodę i skierować ją do kanału odprowadzającego. Dzięki temu można było osuszać tereny położone nawet kilka metrów poniżej poziomu morza. Rozwój technologii pozwolił na zamianę energii wiatru na prąd elektryczny. W Holandii działa dzisiaj więcej nowoczesnych turbin wiatrowych niż tradycyjnych wiatraków (tych ostatnich jest ok. 1100). Jednak i tu nasilają się protesty mieszkańców. Dlatego wiatraki zaczęto lokować także na obszarach morskich, nawet 25 km od lądu.

W Holandii, podobnie jak w Niemczech działają nie tylko wielkie firmy komercyjne, ale i spółdzielnie wiatrowe. Część z nich funkcjonuje w pełni samodzielnie, inne współpracują z większymi komercyjnymi firmami. Spółdzielnie przygotowały dla swoich członków preferencyjny system opłat za prąd, który powstaje w wiatrakach. Tradycyjna firma energetyczna zajmuje się wówczas jedynie pobieraniem opłat od konsumentów oraz bilansowaniem energii w sieci energetycznej. Przykładem takiej społecznej farmy jest działająca w De Zuidlob o mocy 122 MW otwarta uroczyście przed rokiem przez księżniczkę Beatrix. Produkuje ona prąd dla 88 tys. mieszkań. Jej powstanie to inicjatywa 63 lokalnych farmerów, a także gminy Zeewolde, udziały w niej mają także prowincja Flevoland i energetyczna firma Nuon. Choć spółdzielnie budują coraz większe farmy wiatrowe, to jednak wciąż nie tak duże, jak te które stawiają komercyjne przedsiębiorstwa.

Co można poprawić u nas

Jednym z istotnych zastrzeżeń jest niszczenie krajobrazu przez wysokie, zazwyczaj ponad 100-metrowe wiatraki. - Krajobraz z wiatrakami nie musi być brzydki - mówi Włodzimierz Ehrenhalt, prezes firmy Conerga, architekt. - Jest wiele przykładów poprawnej lokalizacji takich urządzeń. Oczywiście nie wolno ich lokalizować np. w Pieninach, Tatrach, na Mazurach przy jeziorach czy innych miejscach o pięknym krajobrazie. Ale są miejsca w naszym kraju, którym wiatraki wręcz poprawiają krajobraz. Tak dzieje się chociażby na górze Kamieńsk (zrekultywowanym zwałowisku kopalni Bełchatów). Podobnie wiatraki w pobliżu Konina, tylko dodają urody, a nie przeszkadzają. Takich urządzeń w jednym miejscu nie powinno być też zbyt wiele, najwyżej kilka - kilkanaście. Nie można lokować kilkuset wiatraków w jednym miejscu - w tej materii możemy uczyć się na błędach innych -dodaje ekspert. - No i bezwzględnie powinno zostać wykonane studium krajobrazowe.

- Tam, gdzie wójt tego chce lub jest lobby twierdzące, że jest taka potrzeba, to wiatraki powstają, bez przemyślenia sytuacji pod jakimkolwiek względem - uważa Piotr Całbecki, marszałek województwa kujawsko-pomorskiego. - Dlatego województwo kujawsko-pomorskie stworzyło własne opracowanie, dotyczące wydawania zgody na budowę wiatraków. Ale w jednej ze swoich wypowiedzi marszałek przyznał, że urząd przegrywa w kolegiach odwoławczych, ponieważ są to tylko zasady, przyjęte przez zarząd województwa. Nie są prawem lokalnym. - Czyli jedynie opóźniamy w ten sposób efekty braku polityki w tym zakresie - konkludował.

Na czym polega to ciekawe opracowanie? Wyłączone zostały z możliwości lokalizacji elektrowni wiatrowych obszary cenne przyrodniczo, krajobrazowo i gospodarczo; strefy do ochrony przelotów ptaków; tereny ok. 10 km w obie strony od Wisły, ok. 8 km od Brdy i Drwęcy i ok. 6 km od Noteci i Kanału Bydgoskiego. Od dróg krajowych, wojewódzkich i powiatowych, linii wysokiego napięcia i linii kolejowej wiatrak ma być oddalony o wysokość masztu i długość jednej łopaty śmigła. Natomiast odległość od budynków mieszkalnych ma wynosić co najmniej 1000 m.

Kwestię wiatraków trudno opanować, bo brakuje w tym zakresie regulacji prawnych, zdarzają się sytuacje, że były one lokowane na podstawie nie planów przestrzennych, lecz warunków zabudowy. Brakuje też podstaw prawnych, na jakich odbywa się działanie ferm wiatrowych. Nic do powiedzenia nie mają władze gmin, przy granicach których (ale nie na ich terenie) stanęły wiatraki. Niewiele konserwatorzy zabytków czy przyrody. Zaradzić temu mogłaby dobra ustawa krajobrazowa, która przekazywałaby kwestie lokalizacyjne farm wiatrowych w gestię województw. Ale, jak mówi Iwona Śledzińska-Katarasińska, szefowa sejmowej podkomisji zajmującej się projektem prezydenckim, prace nad nim natrafiają na bariery, bo naruszają wiele interesów. - W sprawie tej ustawy wszyscy są za, ale każdy jest przeciw - mówi posłanka. Nie wiadomo więc, kiedy doczekamy się dobrych przepisów.

Ludzie będą popierać małe elektrownie

@RY1@i02/2014/170/i02.2014.170.088000200.803.jpg@RY2@

prof. Krzysztof Żmijewski ekspert w zakresie energetyki z Politechniki Warszawskiej

Czy musimy rozwijać energetykę wiatrową?

Musimy rozwijać energetykę odnawialną, a jej elementem są elektrownie wiatrowe. Ale w ramach odnawialnych źródeł energii (OZE) powinna się rozwijać i fotowoltaika i biogazownie i źródła działające w kogeneracji (wytwarzające ciepło i prąd elektryczny). Problem jest nie w tym czy, ale jak OZE u nas powinny się rozwijać.

A jak się to powinno odbywać?

Przede wszystkim należy produkować energię jak najbliżej miejsc, w których korzystamy z prądu. Mamy bowiem w Polsce słabo rozwinięte i w zdecydowanej większości napowietrzne, czyli narażone na awarie sieci przesyłowe i dystrybucyjne. A to one decydują o jakości energii. I nie stać nas na ich szybką wymianę na sieci kablowe. To powoduje liczne przerwy w dostawie energii, w Polsce jest to przeciętnie 300 minut rocznie, a np. w Hesji przerwy wynoszą tylko 12 minut w roku. Dlatego zwłaszcza w naszych warunkach energia z własnego dachu czy zlokalizowanego w pobliżu wiatraka jest pewniejsza niż ta, która dopływa siecią. Zwłaszcza na terenach wiejskich.

Czyli każdy z gospodarzy powinien zainwestować w wiatrak albo fotowoltaikę?

Niekoniecznie. W polskich wsiach mogą powstawać np. gminne spółdzielnie czy spółki energetyczne. takie rozwiązania obowiązują choćby w Niemczech, wystarczy skorzystać ze sprawdzonych wzorów. Takie struktury mogą z powodzeniem współpracować z konwencjonalną energetyką, tak jak u naszego zachodniego sąsiada.

I nie będą narzekać, że blisko postawiony wiatrak zbyt głośno skrzypi?

Jeśli ktoś odnosi korzyści z działającego urządzenia, to łagodniej patrzy na jego mankamenty, wyraźnie to widać na przykładzie Europy Zachodniej. Ponadto stosunkowo niewielkie instalacje prywatne czy spółdzielcze nie szpecą tak krajobrazu jak wielkie farmy stawiane przez rynkowych potentatów. Dlatego jestem przekonany, że małe elektrownie ludzie będą wspierać i popierać.

Czy ten prąd będzie dla nich opłacalny, przecież inwestycje są kosztowne?

To zależy jak liczyć. Jeśli porównać cenę hurtową stosowaną np. na giełdzie, to energia wiatrowa jest droższa. Ale jeżeli porównamy cenę detaliczną wraz z przesyłem - 60 gr + VAT za kilowat, to energia z dachu jest tańsza, nawet bez dopłat.

Opracowała i rozmawiała Zofia Jóźwiak

Przy opracowania tematu korzystałam z internetowych wydań Deutsche Welle, SeeNews, amsterdam.info

@RY1@i02/2014/170/i02.2014.170.088000200.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.