Złudne poczucie bezpieczeństwa
M y za wiele nie musimy zmieniać – powiedziała w zeszłotygodniowej rozmowie z DGP minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. Jak podkreśliła, Polska weryfikuje politykę energetyczną, ale nie zmienia jej fundamentów. To głos dość reprezentatywny dla rządu i czołowych spółek. A zarazem niepokojący.
Fakt, że do odrzucenia zależności od ropy i gazu ze Wschodu, które dziś ma na ustach cała Unia, przygotowujemy się od lat. Dzięki temu, jeśli chodzi o gaz, mamy atuty, by przejść przez burzliwy okres względnie łagodnie – kontrakty na LNG czy będący na finiszu gazociąg Baltic Pipe. Nieco większym wyzwaniem jest ropa, ale choć sytuację komplikuje wyścig po ograniczone zasoby nierosyjskie, i tu, dzięki naftoportowi i relacjom z dostawcami z Bliskiego Wschodu, raczej nie zginiemy.
Podnosząc kwestie bezpieczeństwa energetycznego i krytykując naiwne przekonanie partnerów, że „gaz nie ma ojczyzny”, mieliśmy rację. Powodów do poczucia, że stoimy po właściwej stronie historii, nie brakuje i dziś. Te same kraje, które wczoraj ochoczo pogłębiały zależność od kontrolowanych przez Kreml koncernów, dziś blokują embargo, de facto zapewniając Moskwie stabilny strumień pieniędzy, którymi może finansować swoją „specjalną operację”. W niedzielę, jak szacuje Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem, realizowane przez UE od 24 lutego opłaty za rosyjski gaz, ropę i węgiel przekroczyły próg 20 mld euro.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.