Słowa „wojna” i „sankcje” podbijają stawki na rynku ropy
Giełdy nerwowo zareagowały na zapowiadane przez USA możliwe zaognienie konfliktu wokół Ukrainy. Gaz chwilowo zachowuje się spokojniej
To, że kolejne kraje wycofują dyplomatów i radzą wyjeżdżać z Ukrainy swoim obywatelom, przemawia do wyobraźni inwestorów. A jeszcze ważniejsza staje się wizja nałożenia sankcji na Rosję. Jedną z nich mogłoby być ograniczenie przyjmowania tamtejszej ropy. To sprawiło, że jej cena na giełdach znów poszybowała. I choć wzrost w poniedziałek wyhamował, to piątkowe przekroczenie 95 dol. za baryłkę pokazało, że konflikt może wywołać spore zawirowania na rynku.
Biały Dom nie wskazuje wprost, że zablokowanie dostaw z Rosji będzie konsekwencją ewentualnej inwazji, jednak inwestorom wystarcza już to, że nie wyklucza podjęcia takich działań. Surowca na rynku brakuje bowiem od dłuższego czasu, a Rosja jest jednym z największych jej eksporterów na świecie – jak wylicza bank inwestycyjny Cowen, sprzedaje ok. 5 mln baryłek dziennie, co stanowi prawie 12 proc. globalnego zapotrzebowania. Ponadto dostarcza też ok. 10 proc. produktów naftowych na świecie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.