Czas wyjść z nordstreamowej traumy
P olska może się przyczynić do obniżenia opłacalności gazociągu Nord Stream 2, ale nie zatrzyma już jego budowy. Pozostało łagodzenie skutków.
Media zelektryzowała niedawno seria wiadomości związanych z budową drugiej rosyjsko-niemieckiej gazowej magistrali po dnie Bałtyku. Kilka dni po udzieleniu zgody na podmorskie odcinki Baltic Pipe Dania po dwóch latach zwlekania udzieliła podobnego zezwolenia NS2. Do Polski dotarły też doniesienia „Bilda” o tym, że niemieckie partie koalicyjne zamierzają obejść dyrektywę gazową, a prezes UOKiK zaskoczył zapowiedzią najwyższej kary na spółkę, która jednak okazała się „karą porządkową” dla jednej z firm finansujących inwestycję.
Co więc można jeszcze zrobić? Na pewno dbać o własną niezależność, włączać Ukrainę do europejskiego systemu i mieć oko na wdrażanie dyrektywy gazowej przez Niemcy, bo to ostatnie ma bezpośrednie przełożenie na skalę ekspansji Gazpromu. Chodzi konkretnie o to, ile surowca rosyjski koncern jest w stanie wyeksportować do Europy. Technicznie rzecz biorąc, 55 mld m sześc. gazu rocznie jedną nitką Nord Streamu, ale z punktu widzenia unijnych regulacji na odcinkach objętych dyrektywą 50 proc. przepustowości powinno być pozostawione konkurentom rosyjskiego koncernu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.