Zaczęło się odkręcanie śruby. Ale bardzo powoli
Bankowcy doszli do wniosku, że za bardzo zaostrzyli kryteria udzielania kredytów hipotecznych i teraz je łagodzą. Nie jest to jednak zjawisko powszechne
Wybuch pandemii i związany z tym gwałtowny wzrost ryzyka spowodował wiosną zaostrzenie wymogów, jakie banki stawiają klientom ubiegającym się o kredyt mieszkaniowy. Przede wszystkim wzrósł tzw. wkład własny, czyli kwota, jaką klient musi wysupłać z własnej kieszeni na zakup mieszkania. O ile jeszcze na początku roku standardem był 10-proc. wkład własny, o tyle na początku kryzysu covidowego wiele banków zażądało nawet 30-procentowego. Do tego przestały zaliczać do zdolności kredytowej niektóre źródła dochodów – np. uzyskiwanych z pracy na umowach cywilnoprawnych. Banki zwiększyły też swoje prowizje, ale akurat ta zmiana była (i jest) niwelowana przez spadek stóp procentowych do rekordowo niskiego poziomu.
Eksperci rynku mieszkaniowego, z którymi rozmawialiśmy, zwracają jednak uwagę, że od kilku tygodni polityka banków łagodnieje.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.