Nie łap „spadających noży”
Na – wydawałoby się proste pytanie: w co inwestować – nie ma prostej odpowiedzi. Najpierw trzeba by określić podstawowe kwestie: na jakim etapie życia jesteśmy, jaką mamy skłonność do ryzyka, wiedzę inwestycyjną, ile czasu możemy poświęcić na śledzenie informacji rynkowych, jak będziemy reagować na stratę/zysk i czym dla nas w ogóle będzie inwestowanie. Ważne jest także, abyśmy wiedzieli jaką mamy skłonność do samego oszczędzania oraz oczywiście do inwestowania. Zacznijmy tym samym od poznania siebie jako inwestora.
Jeżeli okaże się, że nasza skłonność do inwestowania jest na wysokim poziomie i jesteśmy w stanie zaoszczędzić określony kapitał, głównie dzięki redukcji bieżącej konsumpcji, możemy zrobić pierwszy krok w staniu się inwestorem. Presja kupna akcji może być tym większa, czym szybciej i dłużej rosną giełdowe indeksy. Wtedy przy silnej hossie o inwestowaniu mówią praktycznie wszyscy. Związana jest z tym nawet pewna anegdota. Gdy do zakupu akcji zachęca kierowca autobusu lub taksówki, to sygnał ostrzegawczy, że rynek może być już mocno przegrzany i jesteśmy blisko być może głębszej korekty.
Sytuację można też odwrócić. Po dłuższych okresach spadków (bessa) wydaje nam się, że to tylko kwestia czasu, aż rynek dynamicznie się odbije. W myślach już mamy rozplanowane na co te pieniądze wydamy... Decydujemy się kupić ryzykowne produkty, przekonani, że szybko się wzbogacimy i będziemy mogli porzucić niechcianą pracę, nielubianego szefa pożegnać raz na zawsze i żyć już tylko ze zgromadzonego kapitału. Po kolejnych spadkach dokupujemy nowe pakiety akcji, wciąż trzymając się swojej wizji bogactwa i rynkowego sukcesu. Z czasem czujemy się coraz mniej pewnie, by na koniec sprzedać akcje z dużą stratą, dołączając tym samym do grupy osób, które inwestycje traktują już tylko w kategoriach szybkiego sposobu na stratę oszczędności.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.