Trzecia fala może zatrzymać firmy
Rząd wskazuje na zakłady pracy jako główne miejsce rozprzestrzeniania się koronawirusa. Te przyznają, że faktycznie liczba zachorowań zauważalnie wzrosła. Nie wszędzie jednak przewyższa jesienną falę
Szczytowe liczby zakażeń powodują wyraźne ubytki w kadrach zakładów produkcyjnych prowadzące do poważnych zmian organizacyjnych. Tak jest m.in. w zakładach Daimlera. – Linie wymagają odpowiedniej liczby pracowników. Jeżeli część z nich jest chora lub na kwarantannie, muszą być zastąpieni przez pracowników innych linii, którzy z kolei muszą być przyuczani do nowych czynności. Jednocześnie pracownicy ze względu na ciągłość produkcji i wymaganą minimalną obsadę stanowisk nie mogą iść na urlopy – tłumaczy dr Ewa Łabno-Falęcka, dyrektor komunikacji w Mercedes-Benz Polska. Jak mówi, wcześniej średnio w tygodniu otrzymywano informacje z ZUS o 4–5 przypadkach zachorowań, obecnie jest to jednak 3–5 razy więcej.
Władze zakładów przyznają, że zakażenia jeszcze nie przekładają się na obniżenie mocy produkcyjnych, ale lada dzień może się to zmienić. – Wzrost zachorowań w kraju rośnie w zastraszającym tempie, nie uniknęliśmy dynamicznych wzrostów również w naszej firmie. Z tego względu coraz więcej osób przebywa na kwarantannie. Na ten moment jesteśmy w stanie utrzymać nasze moce produkcyjne, ale dalszy wzrost zachorowań będzie miał już wpływ na wielkości produkcji – przyznaje Piotr Lisiecki, prezes Boryszewa. Podobne odczucia mają przedstawiciele innych fabryk. – Kolejne wzrosty liczby nieobecnych pracowników z całą pewnością wiązać się będą z koniecznością wprowadzenia zmian organizacyjnych lub obniżenia ilości produkowanych samochodów – opowiada Rafał Grzanecki, rzecznik FCA Poland, produkującego w Tychach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.