Dziennik Gazeta Prawana logo

W Rosji legalnie się nie da

29 czerwca 2018

Zachodnie firmy mają dość korupcji i samowoli urzędników

Olbrzymi, 142-milionowy rynek, powoli rosnąca klasa średnia i wciąż niewielkie nasycenie zagranicznymi firmami - Rosja mogłaby być rajem dla inwestorów. Tymczasem kolejne firmy ogłaszają wstrzymanie realizacji projektów, a nawet wycofanie się z kraju. Ostatnio do takiego kroku zaczęły się przymierzać m.in. Carrefour i Ikea. Przyczyna? - Niekończące się wymagania ze strony biurokracji połączone z żądaniami łapówek - mówi nam Jelena Panfiłowa z zarządu Transparency International Russia.

Ikea to w Rosji firma legendarna, dała nawet nazwę całemu pokoleniu białych kołnierzyków, ochrzczonych nad Wołgą mianem "generacji Ikei". Przez dziewięć lat funkcjonowania otworzyła tam 11 wielkich sklepów oraz 13 w ramach sieci hipermarketów Mega, należących do Ikei, ale skupiających także inne sklepy. Szwedzi zainwestowali w rosyjską gospodarkę 4 mld dol., ale jej menedżerowie mówią nawet o możliwości wycofania się. Nie ma chyba sklepu Ikei w Rosji, który nie miałby problemów z lokalnymi władzami. Już pierwsza inwestycja zwiastowała kłopoty. Otwarcie sklepu w podmoskiewskich Chimkach kilkukrotnie odkładano, bo w pobliżu parkingu przechodzi rura gazowa. Władze rejonu utrzymywały, że placówka nie spełnia warunków bezpieczeństwa. Jednak ówczesny szef lokalnej Ikei Lennart Dahlgren otwarcie stwierdził, że to próba wymuszenia łapówki. Ostatecznie zawarto kompromis: Ikea zgodziła się przenieść gazociąg, a w ramach okazania dobrej woli przekazała 1 mln dol. na infrastrukturę sportową w Chimkach.

W Kstowie najpierw przedsiębiorcy nie mogli dojść do porozumienia z urzędnikami w sprawie wysokości opłaty za przygotowanie inżynieryjne terenu. Później zbudowane już centrum handlowe zostało zamknięte, bo zastrzeżenia miała straż pożarna. W Rostowie nad Donem pojawiły się problemy z uzyskaniem pozwolenia na budowę, w Jekaterynburgu - ekspertyzy ekologicznej, w Nowosybirsku zaś władze miały uwagi do układu dróg dojazdowych. Najbardziej kuriozalne okazały się przyczyny zatrzymania prac przy budowie sklepu w Kazaniu. Inspektorat architektoniczny w stolicy Tatarstanu stwierdził, iż firma zastosowała beton o innych właściwościach, niż przewidywał projekt.

Wszystkie te problemy nie odstraszały jednak Szwedów od dalszych inwestycji. Szef Ikei Ingvar Kamprad stracił jednak cierpliwość, gdy okazało się, że sklep w Samarze przez kilka miesięcy nie uzyskał zezwolenia na otwarcie, ponieważ inspektorzy budowlani stwierdzili, że budynek mógłby nie przetrzymać huraganu. Tymczasem w obwodzie samarskim takiego wiatru nigdy nie odnotowano. Elektrownia przez dwa lata nie mogła podłączyć budynku do sieci, koncern więc musiał wynająć dieslowskie agregaty prądotwórcze, po czym został oskarżony, że za nie nie zapłacił. Przez wszystkie te problemy koszt budowy sklepu w Samarze wzrósł z 4 do 8 mln dol. Każdy dzień przestoju gotowego już budynku kosztuje 130 tys. dol. - Ktoś tu nas chyba bardzo nie lubi - gorzko komentował Per Kaufmann, szef rosyjskiego oddziału firmy. - Wstrzymujemy naszą ekspansję w Rosji do chwili, w której nie pojawią się jasne oznaki zmiany nieprzewidywalnego systemu biurokratycznego - stwierdził w czerwcu Anders Dahlvig, wpływowy menedżer szwedzkiego koncernu.

Takiej pozycji jak potentat meblowy nie ma francuski Carrefour. Firma zraziła się do nadwołżańskiego rynku dużo wcześniej niż Szwedzi. Wystarczyły trzy inwestycje - hipermarkety w Moskwie, Krasnodarze i wciąż nieoddany do użytku obiekt w Lipiecku - aby władze spółki ogłosiły, że do kwietnia 2010 r. zamierzają wszystkie sklepy sprzedać. - Oficjalnie tłumaczą, że na naszym rynku nie zarobią, ale chodzi raczej o nieformalne trudności administracyjne, które stały się ciężarem nie do udźwignięcia dla wielu inwestorów - nie tylko tych największych, ale także średniej wielkości - sądzi Panfiłowa.

- W tym kraju zbyt wiele przepisów jest wzajemnie sprzecznych. Jeden wielki paragraf 22 - twierdzi Dahlgren. - To umożliwia urzędnikom pozyskiwanie haków wykorzystywanych do wymuszenia łapówek - mówi Panfiłowa i podaje przykład: w jednej z firm straż pożarna zażądała przesunięcia kontaktów o 30 cm w lewo, zaś inspekcja sanitarna - o 45 cm w prawo. Problem jednak polega na tym, że to często najważniejsi przedstawiciele władz wymuszają na biznesie kroki wątpliwe prawnie i moralnie.

Cierpi nie tylko wielki biznes, ale i drobni handlarze. Polityczne przyczyny stały za zrujnowaniem życiowego dorobku 100 tys. sprzedawców na rosyjskim Rynku Czerkizowskim, największym bazarze w Europie. Cała sprawa miała aspekt międzynarodowy: 60 proc. handlarzy stanowili tam Chińczycy, więc wyjaśnień od Putina zażądał Pekin. Należący do azerskiego biznesmena Telmana Ismaiłowa bazar został w ciągu kilku tygodni zamknięty. - Władze bez uprzedzenia wyrzuciły na ulice tysiące ludzi - mówił szef Federacji Migrantów Rosji Muhammad Amin Majumder, sam rodem z Bangladeszu. Chińczycy twierdzili później, że wśród handlarzy przeszła fala samobójstw. Decyzję moskiewskiego merostwa poprzedziła bezprecedensowa kampania czarnego PR. Telewizja pokazywała reportaże prezentujące Rynek Czerkizowski jako siedlisko kryminalistów i przemytników. Milicjanci zarekwirowali towar o wartości 2 mld dol., w większości pochodzący z przemytu. Oficjalnym powodem wkroczenia na teren bazaru były uchybienia przeciwpożarowe.

Targowisk tego typu jest jednak w Rosji wiele. Komentatorzy doszli zatem do wniosku, że u podstaw decyzji władz leżały względny pozaprawne. Ismaiłow doprowadził bowiem do furii premiera Putina swoim wystawnym trybem życia i inwestowaniem za granicą, podczas gdy Rosja przeżywa kryzys. Na dwa tygodnie przed wejściem milicji na teren bazaru Azer kosztem miliarda dolarów otworzył w tureckiej Antalii luksusowy hotel z 17 barami, 10 restauracjami, basenem, którego przepłynięcie gondolą zajmuje pół godziny, i plażą z 9 tys. ton sztucznego piasku. Na otwarciu gościli (oczywiście nie za darmo) m.in. Mariah Carey, Sharon Stone i Tom Jones, zaś Ismaiłow tańczył w deszczu spadających studolarowych banknotów.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Po tygodniu Putin poskarżył się szefowi komitetu śledczego prokuratury na rozmiary kontrabandy na Czerkizonie. Resztę historii już znamy. Telman Ismaiłow wyjechał z Rosji. Na swoje szczęście dysponuje także drugim, tureckim paszportem.

Inwestycje społeczne są dobrą - i dość powszechnie stosowaną przez międzynarodowe koncerny - metodą na zapewnienie sobie spokoju u urzędników. Polski Atlas - od lat obecny na rosyjskim rynku - także chętnie pomaga lokalnym społecznościom. W Dubnej pod Moskwą przekazał władzom lokalnym karetkę reanimacyjną oraz materiały budowlane na odnowienie dworca kolejowego. - To także zakamuflowane opłaty, powszechne zjawisko - komentuje Panfiłowa. - To nie jest tak, że problemy Ikei wynikają z antyszwedzkiego nastawienia Rosjan. Takie same praktyki dotyczą tysięcy rosyjskich przedsiębiorców - przekonywał podczas październikowego Bałtyckiego Forum Rozwoju w Sztokholmie rosyjski biznesmen i ekonomista Igor Jurgiens, przyznając jednocześnie, że takie sprawy jak problemy Ikei są dla Rosji wizerunkową katastrofą.

Tezę Jurgiensa potwierdzają specjaliści z Banku Światowego. Spośród 183 państw objętych rankingiem Doing Business 2010 gorzej niż w Rosji jest w 62 krajach. W niektórych kwestiach sytuacja jest wręcz tragiczna. Zdobycie pozwoleń na budowę jest trudniejsze jedynie w afrykańskiej Erytrei. Aby zbudować dom w Moskwie w pełni legalnie, trzeba zdobyć 54 dokumenty, a na każdym często kilkanaście pieczęci i podpisów. Wszystkie procedury zajmują 704 dni, czyli rozpoczęcie starań dzisiaj przyniosłoby pozytywny efekt we wrześniu 2011 r. - Mieliśmy przypadek przedsiębiorcy, który chciał zbudować w Moskwie piętrowy parking. Okazało się, że jeśli nie chce zapłacić, musi uzyskać w sumie 314 zgód i pozwoleń, co zajęłoby mu trzy lata. Kto może sobie na to pozwolić? - pyta Jelena Panfiłowa.

Według rosyjskich socjologów przeciętny przedsiębiorca w ciągu ośmiu lat przeznaczył na "wziatki" dla urzędników nawet do 130 tys. dol. Istnieją nawet specjalne firmy, które pomagają w relacjach z władzami. Za odpowiednią opłatą załatwiają wymagane dokumenty na drodze nieformalnej. Rynek łapówkarzy osiąga nawet 300 mld dol. rocznie, czyli 20 proc. PKB. - Co sądzę o rosyjskiej korupcji i biurokracji? Moje uczucia to mieszanka frustracji i zaskoczenia - komentował Lennart Dahlgren.

@RY1@i02/2009/208/i02.2009.208.186.0008.001.jpg@RY2@

Szefowie Ikei mają coraz bardziej dosyć rosyjskich warunków prowadzenia biznesu

Forum

Michał Potocki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.