Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Nie ma chętnych do inwestowania

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Dmuchanie na zimne stało się ostatnio popularnym zajęciem wśród właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw. Zamiast inwestować, czekają i śledzą wydarzenia na światowych rynkach

Polscy przedsiębiorcy boją się inwestować. Kryzys, który dopadł ich przed dwoma laty, był tak zaskakujący i tak dotkliwy, że dziś wolą poczekać i dla pewności śledzić rozwój wydarzeń na światowych rynkach, niż ryzykować. Nawet jeśli w przyszłości zapłacą za to niższymi zyskami, a gospodarka wolniejszym wzrostem.

Dmuchanie na zimne stało się ostatnio popularnym zajęciem wśród właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw. Dane GUS za trzy kwartały tego roku pokazują spadek inwestycji o ponad 10 proc. w stosunku do pierwszych dziewięciu miesięcy kryzysowego 2009 r. Z kolei Narodowy Bank Polski w raportach o podaży pieniądza donosi od kilku miesięcy o rosnącej wartości depozytów firm. Tylko w październiku zwiększyły się one o ponad 1 mld zł i sięgają już blisko 167 mld zł. Firmy nie zaciągają kredytów, chociaż banki cierpią na nadpłynność, a ich przedstawiciele kuszą coraz lepszymi warunkami i korzystnym oprocentowaniem. Wniosek może być tylko jeden: polskie przedsiębiorstwa nie inwestują. Może mieć to opłakane skutki dla całej gospodarki. Już teraz szacuje się, że gdyby nie te wstrzymywane inwestycje, polski PKB mógłby rosnąć w tempie wyższym nawet o 0,5 pkt proc.

Małe i średnie przedsiębiorstwa (MSP), czyli takie, które zatrudniają do 250 pracowników, stanowią 99,5 proc. działających w Polsce firm. Spośród ponad 3,5 mln zarejestrowanych podmiotów gospodarczych tylko ok. 5 tys. to firmy duże. W firmach sektora MSP znajduje zatrudnienie ponad 70 proc. pracowników, wytwarzają one ok. 50 proc. PKB i są odpowiedzialne za ponad 40 proc. nakładów inwestycyjnych.

- Zazwyczaj jako pierwsze zaczynają inwestować firmy duże - ponadnarodowe korporacje, a sytuacja na świecie jest wciąż niepewna - mówi Rafał Antczak, wiceprezes firmy doradczej Deloitte. - Małe i średnie polskie przedsiębiorstwa zaczną inwestować, dopiero kiedy wzrośnie popyt na ich usługi i produkty i kiedy zniknie niepewność, jak przyszłoroczna podwyżka VAT odbije się na zachowaniach konsumentów.

Świat powoli zapomina o kryzysie, eksport ma się nieźle, na rynek krajowy wraca popyt. Rośnie więc liczba przedsiębiorców, którzy twierdzą, że ich moce produkcyjne są na wyczerpaniu. Z danych GUS wynika, że aż 13 proc. firm mogłoby produkować więcej, ale już teraz pracują na 100 proc. swoich możliwości. Tylko co piąty zakład ocenia swoje zdolności produkcyjne jako zbyt duże w stosunku do zapotrzebowania zgłaszanego przez rynek. Lęk przed powrotem perturbacji finansowych jest jednak wciąż tak silny, że przedsiębiorcy wolą stracić część potencjalnych zysków, niż podjąć ryzyko inwestowania.

- Ten kryzys był jak wypadek na prostej drodze - mówi Wojciech Gątkiewicz, prezes grupy Pfleiderer Grajewo produkującej materiały dla branży meblarskiej. - Została trauma. Dopóki przedsiębiorcy się z niej nie otrząsną, będą zwlekać z podejmowaniem ryzyka i nie będą inwestować.

Firmę Gątkiewicza kryzys dopadł pod koniec 2008 r. Załamało się budownictwo mieszkaniowe, ludzie przestali kupować nowe mieszkania, a w ślad za tym wszystko, co stanowi ich wyposażenie. W recesję wpadł także rynek niemiecki, na który większość polskich meblarzy wysyłała swoje wyroby. Gwałtownie zaczął maleć popyt na materiały produkowane przez grajewskie zakłady. Z miesiąca na miesiąc sprzedaż zaczęła spadać. Skalę załamania obrazują wyniki Grajewa. W 2007 r. grupa uzyskała przychody na poziomie 1,5 mld zł i ponad 200 mln zł zysku operacyjnego, w 2008 r. przychody były podobne, ale zysk operacyjny stopniał do niespełna 100 mln zł, w 2009 przychody zmalały do 1,2 mld zł, a zysk do zaledwie 13 mln zł. - Wierzyliśmy w długi cykl koniunkturalny i stabilność fundamentów polskiej gospodarki. Tymczasem cios przyszedł ze świata. Nagły, niespodziewany i bardzo bolesny - mówi Gątkiewicz.

Pfleiderer wstrzymał budowę fabryki w Rosji, zredukował koszty (w tym zamroził pensje w firmie) i przetrwał najtrudniejszy okres. Ale doświadczenia z czasu kryzysu spowodowały, że dziś jest wyjątkowo ostrożny zarówno w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, jak i w kontaktach z bankami. - Wolimy dać ludziom niewielką podwyżkę albo premię, których nie widzieli od 3 lat, i postawić przed nimi nowe zadania. Możemy też inwestować drobne kwoty w optymalizację procesów tam, gdzie się jeszcze da podnieść efektywność, i poczekać, aż sytuacja na świecie na dobre się uspokoi - mówi prezes.

Przedsiębiorcy nie palą się do zaciągania w bankach pożyczek na inwestycje. Październik był kolejnym miesiącem spowolnienia akcji kredytowej. Według NBP na koniec miesiąca wartość udzielonych kredytów wynosiła 747,9 mld zł, w tym należności firm wzrosły tylko o 825,5 mln zł i wyniosły 221,6 mld zł. Tej ostrożności nauczyli się przedsiębiorcy w czasie kryzysu. I choć bankowcy pukają do drzwi wielu prezesów, w tym szefa firmy transportowej ZTE Radom Andrzeja Celeja, ten na razie tylko myśli o nowych inwestycjach. Problemy jego przedsiębiorstwa zaczęły się na początku 2008 r. W styczniu odebrało 15 nowych zestawów ciągników siodłowych z naczepami, na połowę roku miało zamówionych kolejnych 30. - Te 15 zestawów odbijało mi się czkawką przez kolejne dwa lata - mówi Celej. Portfel zamówień był jeszcze pełny, ale na rynku zaczęło się dziać coś niepokojacego. Ceny za fracht zaczęły gwałtownie spadać. W kolejnych miesiącach malała także liczba zleceń. Ostatecznie 2008 r. zamknął przychodami niższymi ok. 20 proc. niż rok wcześniej. O zysku mógł zapomnieć. Firma musiała spłacać raty leasingowe za nowe ciężarówki, które nie zarabiały na siebie. - Pod koniec ubiegłego roku strach zajrzał mi w oczy. Myślałem, że nie przetrwamy - mówi prezes. Firma zaczęła przejadać odpisy amortyzacyjne, by utrzymać płynność. Nowych zamówień nie było. Za to rósł problem nieterminowego regulowania płatności przez kontrahentów. Zaleglości sięgnęły 2,5 mln zł.

Sytuacja poprawiła się z początkiem tego roku. Najpierw pojawiły sie nowe zlecenia, potem powoli zaczęły rosnąć ceny usług. Ożywienie gospodarcze w Niemczech spowodowało wzrost wymiany handlowej i większe zapotrzebowanie na usługi transportowe. Z miesiąca na miesiąc było coraz łatwiej. Od września firma Celeja znów odnotowuje zyski. - Mamy jeszcze pewną rezerwę, ale jeżeli liczba zleceń nadal będzie rosła, szybko się ona wyczerpie, i będę musiął pomyśleć o nowych samochodach - snuje plany na przyszłość prezes.

Na razie jednak czeka.

Z badań przeprowadzonych przez PKPP Lewiatan przy współudziale firmy doradczej Deloitte wynika, że przedsiębiorcy muszą inwestować, by dalej się rozwijać. Już w sierpniu ponad połowa z nich miała moce wytwórcze wykorzystane w 75 proc., a co piąta w 100 proc. Tylko nieco ponad jedna trzecia uznawała, że posiadany przez nie majątek pozwala konkurować na rynkach europejskich i światowych. Firmy są także przekonane, że aby mogły pozostawać konkurencyjne, muszą inwestować w nowe technologie, stale podnosić jakość i innowacyjność oferowanych produktów. Mimo to w 2010 r. mniej przedsiębiorstw niż w 2009 r. zamierzała zwiększyć inwestycje. Takie plany miała tylko co trzecia duża firma i co czwarta mała.

Wiele z tych, które nie inwestują, boi się utraty elastyczności w niepewnych czasach. Wolą wynająć magazyn, zamiast go budować, zlecić produkcję, zamiast kupować maszyny, zatrudnić pracowników na czas określony niż na stałe. W razie załamania rynku łatwiej będzie dostosować rozmiary działalnośći do możliwości.

Pół roku temu przedsiębiorcy i ekonomiści pytani o to, kiedy w kraju ruszą inwestycje, odpowiadali, że w IV kwartale tego roku. Dziś przeważnie mówią, że w połowie przyszłego. Grajewo powoli przygotowuje się do wznowienia budowy fabryki w Rosji, ZTE Radom zapowiada, że latem nowe ciężarówki bedą już na pewno niezbędne. Wszyscy są raczej optymistami niż pesymistami, ale zwlekają z podjęciem decyzji. Odważą się pewnie, dopiero gdy minie lęk przed kolejną falą kryzysu. To ważne, bo w dobrych latach inwestycje tworzyły blisko jedną czwartą wzrostu naszego PKB. Bez nich nie będzie nowych miejsc pracy i trwałego powrotu polskiej gospodarki na ścieżkę szybkiego wzrostu.

@RY1@i02/2010/240/i02.2010.240.186.0008.001.jpg@RY2@

Fot. Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Jeszcze pół roku temu przedsiębiorcy liczyli, że inwestycje ruszą z końcem tego roku. Czas zweryfikował te oczekiwania. Ożywienie ma nastąpić w połowie przyszłego roku

Rafał Pisera

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.