Klikają, a potem idą do sklepu
Sprzedaż w internecie być może nie rośnie tak szybko, jak oczekiwali niektórzy obserwatorzy branży, ale liczba klientów rezerwujących lub kupujących produkty online, zanim wybiorą się do sklepu, przekracza prognozy.
Wygoda zamawiania w sieci, a następnie odbieranie towarów wtedy, gdy tego chcemy - zamiast czekania na dzwonek listonosza - okazuje się bardzo popularna. W rezultacie nawet sieci istniejące wyłącznie w internecie próbują znaleźć sposoby na wejście do realnego świata handlu.
Asos, internetowa sieć odzieżowa, ogłosiła, że rozmawia z tradycyjnymi sklepami, takimi jak Alliance Boots, o zawiązaniu sojuszu, który pozwoliłby odbierać przesyłki w ich placówkach.
- Wiele ludzi zapomina, że przesyłka z dostawą do domu nie zawsze jest tak wygodna, jeżeli nie ma cię na miejscu, by odebrać paczkę, albo musisz wziąć dzień wolny w pracy, by na nią zaczekać - powiedział Tony Stockil, prezes Javelin, firmy konsultingowej specjalizującej się w handlu elektronicznym, która pracuje dla większości spośród 10 największych brytyjskich sieci handlowych.
Prognozuje on, że do 2020 roku będzie niemal tyle samo transakcji z sieci do sklepu, ile zakupów dokonywanych fizycznie w placówkach handlowych. Jednak sprzedaż internetowa z dostawą bezpośrednio do klientów, która obecnie stanowi około 7 proc. całości, sięgnie jedynie 14 proc.
Kiedy ruszyła sprzedaż internetowa, ludzie sugerowali kilka sposób na uniknięcie problemów z dostawą do domu, od bezpiecznych skrzynek przed każdym domem, do punktów odbioru w sklepach w sąsiedztwie. Jednak zabieranie zakupów bezpośrednio ze sklepów okazało się jak dotąd najpopularniejszym sposobem uniknięcia dostaw. To obszar, w którym tradycyjne sieci mają przewagę nad internetowymi konkurentami, które zazwyczaj korzystają na nieposiadaniu stałych kosztów magazynowych.
Argos, który jest własnością Home Retail Group, dał przykład, zmieniając w 2002 roku swój system zamówień telefonicznych na internetowe i obecnie niemal jedna czwarta łącznej sprzedaży odbywa się poprzez usługę kliknij i odbierz, wobec 10 proc. towarów zamawianych online i dostarczanych do domu klientów.
System z-internetu-do-sklepu obniża koszty dostawy, bo sieci mogą wykorzystać łącznie istniejące kanały dostaw i przesyłki grupy. Zwiększa również sprzedaż w samych sklepach, bo kiedy klienci przekroczą już drzwi, mają tendencję do kupowania więcej. Dave Hughes, dyrektor Marks & Spencer Direct, powiedział, że rozszerza obecnie swoją działalność na sklepy Simply Foods, tak by klienci mogli odebrać swój lunch przy okazji realizacji zamówień.
Sieć John Lewis, w której 20 proc. zamówień online jest odbieranych w sklepach, także jest zainteresowana wykorzystaniem swoich placówek spożywczych, Waitrose, jako punktów odbioru.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Hannah Kuchler
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu