Kolekcjonerzy: NBP sztucznie zawyża ceny monet
Dziś rozpoczyna się dodatkowa aukcja monet emitowanych z okazji olimpiady w Vancouver. W środowisku kolekcjonerów wrze. Mają pretensje do Narodowego Banku Polskiego, który organizuje sprzedaż.
Bank centralny już raz sprzedawał złote i srebrne monety olimpijskie. Zdecydował się na dogrywkę, bo, jak mówi Jacek Polkowski z NBP, kolekcjonerzy domagali się jak najszybszej sprzedaży monet, które nie trafiły na aukcję główną. Dotyczyło to przede wszystkim monet srebrnych. Przed dwoma tygodniami bank sprzedał ponad 51 tys. sztuk z 80-tysięcznego nakładu po 85 zł. Zapisy trzeba było zredukować.
Środowisko numizmatyczne w osłupienie wprawiły zasady aukcji dogrywkowej. Ceną wywoławczą jest cena maksymalna z poprzedniej aukcji. Cena maksymalna wrosła do 120 zł.
- To, co robi NBP, to ręczne sterowanie rynkiem - mówi Filip Fertner, prezes spółki E-monety.pl. Dodaje, że dogrywka byłaby zrozumiała, gdyby w pierwszej aukcji wystawiono cały nakład na sprzedaż, zostawiając w skarbcu niewielką część na tzw. wewnętrzne potrzeby NBP.
- Można byłoby powiedzieć: był popyt, który nie został zaspokojony. Ale w tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją, w której znaczna część nakładu nie została wystawiona. To pompowanie cen już na rynku pierwotnym - uważa prezes Fertner.
Według Anny Kokizy, dyrektor marketingu Skarbnicy Narodowej, taka polityka NBP może doprowadzić do wzrostu cen monet - ale na krótko.
- Nowe zasady mogą spowodować szczególnie w początkowym okresie wzrost na rynku wtórnym. Jednak źródłem nie będzie duży popyt, ale utrudniony dostęp do monet, więc w dłuższym czasie wyższe ceny mogą być trudne do utrzymania. Nie sposób dziś przewidzieć, jak duży zysk moneta olimpijska przyniesie kupującym - uważa Anna Kokiza.
Indywidualni kolekcjonerzy idą jeszcze dalej w opiniach: zarzucają NBP manipulację i spekulację.
- Zobaczymy, co wyjdzie z tej aukcji, jeśli znowu wypadnie cena maksymalna, to będzie to bardzo dziwne, bo 120 zł jest stawką zaporową - mówi nam anonimowo jeden z kolekcjonerów.
Bank zapewnia, że jego celem nie jest zawyżanie cen monet. Według Jacka Polkowskiego NBP liczy na to, że kolekcjonerzy nie będą licytować po maksymalnej cenie 120 zł za sztukę.
- Bankowi nigdy nie chodziło o to, aby cena maksymalna była wyznacznikiem ceny sprzedaży. Ma ona pełnić zupełnie inną rolę - uniemożliwiać złożenie takiej oferty, która zdeformuje działanie algorytmu ustalania ceny i doprowadzi do anulowania. Gdyby nie było jakiegoś ograniczenia, z pewnością znalazłby się taki użytkownik, który złożyłby ofertę albo na 1 monetę w cenie 20 mln zł, albo na 3 tys. monet w cenie 2000 zł każda. To doprowadziłoby do unieważnienia aukcji - mówi Jacek Polkowski.
Dodaje jednak, że niewykluczona jest likwidacja progu ceny maksymalnej. NBP pracuje nad systemem, który - jak mówi Jacek Polkowski - uniemożliwiałby nieuczciwym klientom składanie fikcyjnych ofert na horrendalne kwoty.
NBP ma chyba jednak poczucie winy, bo to nie koniec zapowiadanych zmian.
- Musimy zmodyfikować parametry aukcji, aby ceny monet zeszły poniżej tego poziomu, jaki notowaliśmy na ostatnich dwóch aukcjach, i aby zwiększyć dostępność monet dla zwykłych kolekcjonerów. Mamy taką świadomość i już nad tym pracujemy - mówi Jacek Polkowski.
NBP chce m.in. zmniejszyć limit zakupu monet dla firm do 1250 sztuk z 2500.
- Poza tym bardzo poważnie rozważamy wprowadzenie zabezpieczeń finansowych od klientów instytucjonalnych. Każda firma będzie deklarowała konkretną wysokość zabezpieczenia finansowego, a jego wielkość będzie miała wpływ na wysokość ofert składanych przez firmę w czasie aukcji. Po przekroczeniu tej wartości firma nie będzie już mogła dalej licytować - dodaje dyrektor Polkowski.
NBP zamierza też odejść od wystawiania na aukcję tylko około 2/3 nakładu monet. Już na marcową aukcję monety z serii Historia jazdy polskiej trafi 98 tys. sztuk srebrnego numizmatu ze 100-tysięcznego nakładu. W przyszłości aukcje dogrywkowe ma zastąpić sklep internetowy. Monety będą w nim sprzedawane po cenie ustalonej na aukcji.
@RY1@i02/2010/026/i02.2010.026.166.011b.001.jpg@RY2@
Fot. Tomasz Gzell/PAP
Wprawdzie nie ma już przed NBP takich kolejek jak wówczas, gdy sprzedawano monetę z sokołem wędrownym, ale system aukcyjny ma sporo mankamentów
Marek Chądzyński
marek.chadzynski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu