Transport daleki od kryzysu
W 2012 r. branża spodziewa się sporych wzrostów
Jeśli zaczyna się kryzys, branża transportowo-logistyczna wie o tym pierwsza. Cztery lata temu to właśnie w wynikach PKP Cargo, drugiego pod względem wielkości przewoźnika kolejowego w Unii Europejskiej, widać było jak na dłoni nieubłaganie wlewający się do Polski kryzys. Kiedy jeszcze dane makroekonomiczne nie pokazywały niczego złego, przewozy kolejowego kolosa poleciały w dół o niemal jedną trzecią.
Dziś nikt w branży nie widzi podobnego zagrożenia, a najwięksi gracze na rynku transportowym są spokojni o przyszłoroczne wyniki. - Spodziewam się 10 - 12 proc. wzrostu - mówi Jacek Machocki, prezes giełdowej spółki Pekaes, lidera branży.
To zaskakująca deklaracja. Ekonomiści straszą bowiem nadejściem drugiej fali kryzysu, która w 2012 r. ma się przetoczyć przez Polskę, a ostatnie dane GUS zdają się sygnalizować pogorszenie sytuacji w transporcie. Jeszcze w okresie od stycznia do sierpnia produkcja sprzedana przemysłu była wyższa niż przed rokiem o 7 proc., co przełożyło się na zwiększone przewozy m.in. koleją. W pierwszym półroczu pociągi przewiozły o 12 proc. więcej towarów niż przed rokiem. W sierpniu wskaźnik wzrostu spadł jednak do 10 proc., a najnowsze wyniki po 9 miesiącach mówią już tylko o 8,6 proc.
Nasi rozmówcy z firm transportowych przyznają, że przez kilka miesięcy humory mieli kiepskie, bo widoczne było schłodzenia popytu. - Odnoszę wrażenie, że stało się tak w większym stopniu w wyniku niepewności związanej z napiętą sytuacją finansową w Europie, a nawet awarią w Fukushimie. Z dzisiejszej perspektywy pesymizm ten wydaje się przesadzony - mówi szef Pekaesu.
Maciej Szczepaniuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu