Ogrodowe biznesy rodziny Grąbczewskich
Z niewielkiej rodzinnej szkółki stworzyli prawdziwe imperium, które każdego roku milion drzew i krzewów sprzedaje w kraju, a drugie tyle wysyła na Wschód
Jedni z pierwszy klientów, bywało, że wykształceni biolodzy z doktoratami, przyjeżdżali z Rosji autokarami prosto na Stadion Dziesięciolecia, bo była to wtedy najprostsza forma podróży do Polski. Tam przesiadali się do taksówek i mknęli na południe Warszawy do ogrodniczej szkółki rodziny Grąbczewskich. Kupowali sadzonki tui albo innych równie egzotycznych za wschodnią granicą roślin, pakowali w parciane torby w pasy i przez trzy granice wieźli do domu, by urządzać pierwsze ogrody bogatym moskwiczanom. W ten sposób słynna wtedy głównie na Mazowszu firma zdobywała pierwszych klientów na Wschodzie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.