Taniej niż w dyskoncie, czyli Stop & Shop
W Poznańskiem powstaje sieć spożywczo-drogeryjna. Sebastian Glesmann, właściciel marki Stop & Shop w Polsce, przekonuje, że produkty w jego sklepach są tańsze niż w popularnych dyskontach.
- U nas nie ma przecen. Ceny są stale nawet dwukrotnie niższe niż w innych drogeriach - mówi Glesmann.
Jak to możliwe? - Towar jest importowany bezpośrednio z hurtowni w Wielkiej Brytanii. Producenci nie ponoszą żadnych dodatkowych kosztów za wstawienie towaru na półkę jak w innych sieciach - przekonuje Glesmann.
S&S ma sześć lokali własnych i siedem franczyzowych o powierzchni 60 - 100 mkw. W sierpniu otworzy sześć kolejnych, a na koniec roku chce ich mieć 30. Choć sklepy są na razie skoncentrowane w Wielkopolsce, S&S szuka franczyzobiorców w całym kraju, m.in w Katowicach i Krakowie. Aby otworzyć placówkę z logo S&S, wystarczy 15 tys. zł na wyposażenie sklepu i 60 tys. na zakup pierwszego towaru.
Czy uda mu się zawojować rynek? Koncept, wedle którego działa S&S, przyjął się w Wielkiej Brytanii. Tam taki typ sklepu zwany jest potocznie "one pound". Ponieważ w Polsce klienci coraz częściej przy zakupach zwracają uwagę na cenę, sieć S&S liczy, że to właśnie ona przyciągnie klientów.
- Mamy najtańsze szampony, odżywki, pianki, dezodoranty, artykuły szkolne, słodycze i napoje. Cztery razy w roku będą się odbywały akcje sezonowe, np. związane z nowym rokiem szkolnym - mówi Glesmann.
Radosław Miętus
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu