Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Bock porzuca Amerykę, ponieważ wzywa go BASF

29 czerwca 2018

ZMIANA NA CZELE największego na świecie koncernu chemicznego: 6 maja stery firmy z niemieckiego Ludwigshafen, z przychodami rzędu 70 mld euro, przejmie 52-letni Kurt Bock

Zapowiedziany już kilka miesięcy temu awans Westfalczyka od początku był dla znawców branży sporym zaskoczeniem. Dotychczas na czele założonej w 1865 r. Badische Anilinund Soda-Fabrik (w skrócie BASF) stawała osoba łącząca talenty biznesowe z rozległym doświadczeniem w branży chemicznej. Tak było choćby w przypadku odchodzącego na emeryturę poprzedniego prezesa Juergena Hambrechta, który mógł się pochwalić doktoratem z chemii organicznej. Jego następca też jest wprawdzie doktorem (co jest niemal powszechne w niemieckim świecie korporacyjnym), tyle że ekonomii. Władze BASF przekonują jednak, że doskonale wiedzą, co robią, oddając finansiście stery koncernu produkującego na masową skalę tworzywa sztuczne, nawozy czy pigmenty.

Jego świeże spojrzenie ma pomóc rozszerzyć paletę działalności i stawić czoła rosnącej w siłę konkurencji.

BASF od kilku lat znajduje się w specyficznej sytuacji biznesowej. Z jednej strony koncern zostawił w tyle wszystkich europejskich rywali na czele z innym dużym niemieckim graczem - Bayerem. Większość branżowych firm doradczych oraz prasy biznesowej od lat stawia go jako wzór pod względem innowacyjności, jakości produktów i poziomu kadry zarządzającej. Z drugiej jednak centrala w Ludwigdburgu czuje na plecach gorący oddech rosnących w siłę konkurentów z Chin oraz Bliskiego Wschodu. Sen z powiek spędzają im zwłaszcza postępy saudyjskiego giganta Sabic, który dzięki dostępowi do tańszej niż w reszcie świata ropy i gazu mocno depcze Niemcom po piętach. Arabowie już zapowiadają, że utrzymując notowany od kilku lat dwudziestoprocentowy wzrost do 2015 r., przegonią BASF pod względem przychodów.

Te plany ma pokrzyżować właśnie Kurt Bock. Nowy szef cieszy się w koncernie opinią sprawnego menedżera, który jak dotąd zawsze stawał na wysokości zadania. Zaczynał w latach osiemdziesiątych w pionie finansowym BASF, skąd został podkupiony przez konkurencję stuttgarckiego Boscha, gdzie doszedł do stanowiska dyrektora finansowego. Pod koniec lat 90. wrócił do firmy matki i został rzucony na kulejący odcinek interesów w Ameryce Północnej. Bock spędził za oceanem z przerwami całą następną dekadę. Od 2007 r. kierował już wszystkimi amerykańskimi interesami koncernu. Uporządkował tam finanse spółki i pomógł jej w dobrej kondycji przetrwać kryzys finansowy 2008 r.

Znakomite wyniki tak bardzo zaimponowały akcjonariuszom, że zdecydowali się powierzyć stery całego BASF właśnie jemu, a nie faworyzowanemu przez obserwatorów chemikowi Martinowi Brudermuellerowi, który kierował azjatyckimi interesami giganta.

Od czysto ludzkiej strony awans będzie miał dla Bocka bynajmniej nie tylko pozytywne strony. W ostatnich dniach kwietnia biznesmen i jego rodzina musieli wyprowadzić się z wygodnego mieszkania na nowojorskim Manhattanie, gdzie czuli się znakomicie.

Najbliższe lata spędzą już w dużo mniej porywającym otoczeniu: przemysłowym Ludwigshafen w prowincjonalnej Nadrenii-Palatynacie, gdzie znajduje się siedziba BASF.

@RY1@i02/2011/085/i02.2011.085.000.016a.001.jpg@RY2@

Fot. BASF

Kurt Bock od 2007 r. kierował już wszystkimi amerykańskimi interesami koncernu. Uporządkował finanse spółki i pomógł jej w dobrej kondycji przetrwać kryzys finansowy

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.