Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Grupa o2.pl znów zatrzęsie internetowym rynkiem

28 czerwca 2018

Twórcy jednego z największych polskich portali internetowych nie sprzedali firmy Microsoftowi czy innemu zagranicznemu gigantowi. Dziś branża ponownie huczy o możliwej transakcji

Ta historia zaczyna się jak typowa opowieść o młodych przedsiębiorcach z Doliny Krzemowej: trzech studentów spotyka się na korytarzu uczelni i odkrywa wspólną pasję - internet. Otwierają więc wspólny biznes i osiągają oszałamiający sukces. Na tym podobieństwo się kończy. Michał Brański, Jacek Świderski i Krzysztof Sierota - właściciele Grupy o2.pl, piątego do wielkości portalu w polskiej sieci - nie sprzedali biznesu wielkiej korporacji, choć oferty składali im giganci, jak Microsoft. Po ponad dekadzie działalności historia wraca jak bumerang. Ojcowie założyciele zatrudnili doradców inwestycyjnych, którzy mogą pomóc w pozyskaniu inwestora lub sprzedaży firmy.

Twórcy portalu podkreślają, że nadchodzi kolejny przełomowy moment dla rozwoju ich firmy. - Chcemy rozwinąć Grupę o2.pl w koncern wart miliard złotych. Za 10 lat chcemy być tam, gdzie dziś są ITI, Polsat, Agora, choć oczywiście z przewagą przychodów z internetu - mówią "DGP" Brański, Świderski i Sierota. - Nie znamy jeszcze odpowiedzi na pytanie, czy będziemy się rozwijać z partnerem strategicznym, czy samodzielnie.

Jest rok 1999. Michał Brański, Krzysztof Sierota i Jacek Świderski spotykają się na korytarzu warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. Czekają w kolejce do publicznie dostępnych komputerów, na których studenci głównie sprawdzają pocztę. Od słowa do słowa stwierdzają, że mogliby założyć własny biznes oferujący usługi dostępu do internetowej poczty. Tak powstaje go2.pl. - Pierwsze linie kodu powstały po wielu miesiącach i setkach godzin ustaleń - wspomina Sierota, który skończył informatykę i od początku odpowiada w firmie za sprawy IT.

Użytkownicy cisną się drzwiami i oknami. Twórcy idą za ciosem i po kilku miesiącach, w 2000 roku, zaskakują rewolucyjnym rozwiązaniem - wprowadzają darmowe konta pocztowe o oszałamiającej wówczas pojemności 20 MB. Zmieniają też nazwę na o2.pl, a na stronie oprócz ogłoszeń pojawia się coraz więcej informacji.

Michał Brański podkreśla, że zalążkiem przyszłych sukcesów była stabilizacja finansowa możliwa dzięki poczcie o2, bo wokół tego produktu firma rozwinęła zespół sprzedażowy i relacje z rynkiem reklamy. - Już w chwili zawiązywania spółki wiedzieliśmy, że osiągniemy status koncernu medialnego, jeśli - oprócz poczty - damy reklamodawcom też inny kontent w ramach własnych marek czy treści UCG (tworzonych przez użytkowników - red.) - mówi Brański.

To analiza z dzisiejszej perspektywy, a Brański próbuje sprawiać wrażenie, że od początku wizja przyszłości była dokładna i poukładana. W rzeczywistości 11 lat temu w dużej mierze na decyzję o tym, że o2.pl będzie portalem, wpłynęła raczej intuicja wsparta obserwacją rynku. O2.pl nie jest jedynym podmiotem rozwijającym się w kierunku portalu. W tym samym czasie Wirtualną Polskę tworzą Marek Borzestowski i Leszek Bogdanowicz. W Krakowie od ponad trzech lat Tomasz Kolbusz i Piotr Wilam, przy wsparciu m.in. Romana Kluski, rozwijają Onet.pl. W Warszawie w połowie 2000 roku powstaje - i wydaje ogromne jak na tamte czasy pieniądze na rozwój - portal Ahoj.pl.

W 2000 roku pęka bańka internetowa. Okazuje się, że za większością internetowych firm nie kryje się nic poza nazwą. Przychody są niewielkie lub nie ma ich wcale. Inwestorzy w USA zaczęli panicznie wycofywać z nich kapitał. Tysiące firm pada, także w Polsce. Bankrutuje Ahoj, Wirtualnej Polsce i Onetowi udaje się przetrwać. O2 - także. Krzysztof Sierota przyznaje, że tamten okres przypominał balansowanie na linie nad przepaścią. - Chwilowa dekoniunktura wyczyściła rynek z nieefektywnych przedsięwzięć, więc z tego okresu zapamiętaliśmy głównie pozytywne emocje i satysfakcję z tego, że się rozwijamy: firma zaczęła się samofinansować, zespół składał się z 6 - 7 osób - wspomina Świderski.

Po 12 latach Grupa o2 najbardziej znana jest z portalu o2.pl, a także mniejszych, ale bardzo popularnych serwisów, takich jak plotkarskie Pudelek.pl i Kozaczek.pl, motoryzacyjna Autokrata.pl, poświęcona polityce Pardon.pl czy serwis wideo Wrzuta. W sumie pod parasolem o2 kryje się kilkadziesiąt serwisów internetowych zwanych w branży wortalami. Co miesiąc odwiedza je ponad 10 mln użytkowników, a o2.pl stale bije się o piąte - czwarte miejsce na przemian z Interią i Gazetą.pl. W ubiegłym roku przychody spółki przekroczyły 40 mln zł.

- W 2010 roku spółka podwoiła zysk operacyjny i netto, a EBITDA wyniosła 21,5 mln zł - ujawnia Brański. Bankierzy dodają, że gdyby na bazie tych wyników zastosować do o2 wycenę taką jak do Yahoo!, spółka Brańskiego, Sieroty i Świderskiego mogłaby być warta nawet 268 mln zł.

Założyciele od początku jasno podzielili się kompetencjami. Krzysztof Sierota odpowiada za dział IT, Świderski za finansowy, Brański za tworzenie nowych serwisów. - Działamy zgodnie, każdy z nas ma dużą tolerancję na to, że jego inicjatywy są ostro kontestowane - przyznaje ten ostatni. - Posiedzenia zarządu są miejscem konfrontacji i to jest coś pozytywnego - dodaje Sierota. Także Świderski przyznaje, że decyzje podejmowane są zgodnie. - Ale proces decyzyjny zajmuje od kilku minut do kilku tygodni - podkreśla.

Brański jest najbardziej znanym publicznie twórcą o2. To on najczęściej wypowiada się w mediach oraz bierze udział w branżowych konferencjach. Konkurenci cenią go za wkład w rozwój branży i samego o2, a niektórzy określają go mianem wizjonera. Są też tacy, których drażni jego apodyktyczność w sądach. To on wymyślił najbardziej popularne i jednocześnie kontrowersyjne serwisy Grupy o2.pl, na czele z Pudelkiem oraz agregatorem treści z prasy Sfora.pl. Ten pierwszy zapoczątkował w Polsce nową kategorię serwisów plotkarskich. Narzekali i narzekają na niego celebryci, ale wiele zastrzeżeń mieli też wydawcy prasy brukowej, którzy oskarżali Pudelka o bezpłatne wykorzystywanie ich pracy. Ale wkrótce sami uruchomili podobne serwisy. Znacznie większą falę krytyki ze strony wydawców prasy wywołała Sfora.pl, serwis publikujący skróty informacji z gazet i linki do nich. Wydawcy uznali, że godzi w ich interesy, bo użytkownicy trafiają do Sfory i nie przechodzą na strony internetowe gazet. Niektórzy, jak "Frankfurter Algemeine Zeitung", grozili procesami, ale ostatecznie sprawa ucichła. Właściciele o2, robiąc reorganizację firmy, na wszelki wypadek przenieśli Sforę do osobnej spółki - w razie finansowych roszczeń.

Informacja o zmianach związanych z wyniesieniem "niebezpiecznych aktywów" poza strukturę o2 wywołała spekulacje na rynku o ewentualnych zmianach w firmie. W czerwcu ubiegłego roku "DGP" ujawnił, iż trzej właściciele o2 nie są już bezpośrednimi właścicielami. Zamiast nich w dokumentach firmy pojawiły się trzy cypryjskie spółki: Bridge20 Enterprises Limited, Jadhave Holdings Limited oraz Borgosia Investments Limited. Każda z nich należy do jednego z ojców założycieli. Zmianę tłumaczyli kwestiami podatkowymi. Branża odczytała to inaczej: właściciele szykują o2 na sprzedaż.

Opierali się jej od kilkunastu lat. Do drzwi pukali najwięksi. W pewnym momencie spekulowano, że udziały każdego z nich wyceniane są na prawie 200 mln zł. Przedstawiciele branży i analitycy podkreślają jednak, że czasy, w których o2 mogło liczyć na najwyższe na rynku wyceny, minęły, bo dziś to nie portale, ale serwisy społecznościowe są najbardziej pożądanym towarem na rynku.

Kilka miesięcy temu spekulacje o możliwej sprzedaży odżyły. Na łamach "DGP" ujawniliśmy, że firma doradcza CAG rozpoczęła spotkania z przedstawicielami zainteresowanych polskich firm medialnych i funduszy inwestycyjnych w sprawie ewentualnej inwestycji w spółkę. Wśród potencjalnie zainteresowanych wymieniano koncern Ringier Axel Springer Polska, Agorę, Zjednoczone Przedsiębiorstwo Rozrywkowe Zbigniewa Benbenka. Ale specjaliści od fuzji i przejęć podkreślali, że oferty trafiły też do wielu zagranicznych graczy. Założyciele podkreślali natomiast, że zatrudnienie doradców wcale nie oznacza, iż podjęli decyzję o sprzedaży. Chodziło raczej o sprawdzenie, jak rynek wycenia firmę i jakie daje możliwości dalszego rozwoju. - Nie mamy noża na gardle, nie musimy się sprzedawać - podkreślali twórcy.

Właściciele o2 niechętnie rozmawiają na ten temat, bo nie chcą wywoływać niepotrzebnych spekulacji. Michał Brański tłumaczy, że gdy pod koniec 2009 roku Europa Zachodnia zaczęła powoli wychodzić z kryzysu, a rynek reklamy sygnalizował, że wracają wzrosty, razem ze wspólnikami zaczęli myśleć o tym, jak wykorzystać następny cykl gospodarczy, w tym nieuchronne zmiany strukturalne na rynku reklamy. Tym celem ma być dalszy rozwój firmy. A ojcowie założyciele, bez względu na to, czy wpuszczą na swój okręt jakichkolwiek udziałowców, nie zamierzają go opuszczać.

Cała trójka przez chwilę próbowała sił jako anioły biznesu. Podobnie jak inni twórcy z polskiej branży internetowej, którzy sprzedali udziały w swoich firmach, właściciele o2 założyli fundusz Sailfund. Po inwestycji w trzy nieduże projekty stracili jednak zapał do tej działalności. Chcą się koncentrować tylko na o2. - Obecnie widzimy większy sens w kanalizowaniu całej energii w Grupę o2. Nie ukrywamy, że motywuje nas kierowanie dużymi organizmami, za czym idą odpowiedzialność za ludzi oraz satysfakcja płynąca z dojrzałej rywalizacji z największymi - tłumaczy Świderski.

@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.186.0012.001.jpg@RY2@

Fot. Michał Rozbicki

Grupa o2.pl ma ambicję stać sie jednym z największych koncernów medialnych w Polsce. - Chcemy być warci miliard złotych - mówi jeden z założycieli internetowego portalu Michał Brański

Michał Fura

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.