Dziennik Gazeta Prawana logo

Odniesiemy sukces w Chinach, jeśli wystarczy nam cierpliwości

28 czerwca 2018

Dotychczasowe osiągnięcia eksportowe polskich firm w Państwie Środka nie dorównują wynikom chińskiego eksportu do Polski. Ale w zagranicznych inwestycjach bezpośrednich różnica nie jest już tak duża. Chińczycy już myślą o zwiększeniu zaangażowania w Polsce. Jak zwiększyć tam obecność naszych przedsiębiorstw?

Chiny stały się już jedną z kilku światowych potęg gospodarczych. W Polsce - z racji geograficznego oddalenia - wciąż stosunkowo słabo zdajemy sobie sprawę ze znaczenia Państwa Środka. Ale ono samo skutecznie przypomina o sobie. Chiny mają już trzecią, po Niemczech i Rosji, pozycję wśród krajów pochodzenia naszego importu. Coraz częściej mówimy także o chińskich inwestycjach w Polsce. Sygnałem docenienia znaczenia chińskiej gospodarki dla Polski stało się wreszcie niedawno uruchomienie bezpośredniego połączenia lotniczego z Warszawy do Pekinu.

Na jakim etapie jest polsko-chińska współpraca w gospodarce? W grę wchodzą dwie perspektywy. Jedna to wymiana handlowa. Druga - wzajemne inwestycje obu krajów.

Eksport stoi miedzią

Jeśli chodzi o polsko-chiński handel zagraniczny, Polska nie ma szczególnych powodów do zadowolenia. Co prawda biorąc pod uwagę wyniki ostatnich 12 miesięcy (sierpień 2011 - lipiec 2012) nasz eksport jest ponad dwudziestokrotnie wyższy niż w roku 2000, a import zwiększył się w tym czasie trzynastokrotnie (w tym przypadku opieramy się na statystyce chińskiej), ale już początkowa różnica była na tyle duża, że sukces naszych eksporterów jest tylko pozorny. Dość powiedzieć, że w pierwszych siedmiu miesiącach tego roku nasz deficyt w handlu z Chinami wynosił blisko 5,8 mld dol. Dla porównania - jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w tym czasie cały deficyt handlu zagranicznego Polski nieznacznie przekraczał 8 mld dol.

Naszym największym przebojem eksportowym na chińskim rynku jest miedź. Przypada na nią niemal jedna piąta naszej sprzedaży do Państwa Środka. Nic też dziwnego, że ostatnie porozumienie w zakresie wielkości i cen dostaw KGHM podpisywał w czasie kwietniowej wizyty w naszym kraju premier Chin Wena Jiabao. W naszym eksporcie na dalekowschodni rynek stosunkowo duży udział ma też przemysł chemiczny (sprzedajemy głównie kaprolaktam wykorzystywany do wytwarzania włókien syntetycznych), producenci urządzeń elektrycznych oraz części silników turboodrzutowych i turbośmigłowych, a także kotłów centralnego ogrzewania.

Jesteśmy więc głównie dostawcami dla chińskiego przemysłu. Polskie firmy w stosunkowo niewielkim stopniu sprzedają towary bezpośrednio tamtejszym konsumentom. W tym segmencie najlepiej radzą sobie nasi producenci mebli.

Jak wygląda nasz import z Chin? Choć przez całe lata synonimem pochodzących stamtąd towarów były trampki i koszulki, tego typu towary wcale nie należą do najchętniej sprowadzanych do Polski. Wolimy elektronikę. I nie chodzi o tandetę kupowaną na bazarach. W ubiegłym roku wydaliśmy w Chinach na przykład blisko 600 mln dol. na telefony komórkowe. Również część najpopularniejszych marek aparatów, które nosimy w kieszeniach, mają adnotację "Assembled In China". (Równocześnie ponad 1,4 mld dol. to wartość importu do Polski części do urządzeń elektronicznych, które z kolei mogą być montowane już w naszym kraju).

Dodajmy, że chiński eksport do Polski jest dość mocno zdywersyfikowany. Pierwsza dziesiątka kategorii towarów, które do nas stamtąd trafiają, to niewiele ponad 75 proc. całkowitej wartości eksportu towarów z Chin do Polski. W naszym przypadku dziesięć najważniejszych grup towarów to niemal 90 proc. sprzedaży.

Wzajemne zainteresowanie

Zwiększanie obrotów handlowych prędzej czy później musi doprowadzić do wzrostu wzajemnych inwestycji bezpośrednich. Na razie tak się jednak nie dzieje. Ostatnie dostępne dane dotyczą 2010 r. Inwestycje chińskich firm w Polsce miały wówczas wartość niespełna 330 mln dol. Do tego można dodać blisko 380 mln dol. zainwestowane u nas przez podmioty zarejestrowane w Hongkongu. Nawet wówczas chińskie inwestycje okazują się jednak mniejsze niż np. południowokoreańskie (756 mln dol.), nie mówiąc o japońskich (ponad 1,5 mld dol.). Z kolei inwestycje polskich firm w Chinach wynosiły w końcu 2010 r. 112 mln dol. To kwota porównywalna z zaangażowaniem krajowych przedsiębiorstwach na takich rynkach, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie (111 mln) czy Białoruś (97 mln).

W ostatnich latach zainteresowanie Chińczyków inwestycjami w Polsce wyraźnie się zwiększyło. Firmy z Państwa Środka dokonały np. kilku przejęć przedsiębiorstw ulokowanych w naszym kraju. Najbardziej znaczący przykład to Huta Stalowa Wola, która - wraz ze swoją spółką dystrybucyjną Dressta - w ub.r. trafiła w ręce Guangxi Liugong Mach. Chińska firma zapłaciła za HSW 59 mln dol. Z kolei Beijing West Industries przejęła w 2009 r. od amerykańskiego producenta części samochodowych Delphi jego zakłady w Krośnie. Nie wszystkie transakcje udało się jednak sfinalizować. Tajwański Foxconn - znany u nas obecnie głównie z telefonów produkowanych dla Applea - kilka lat temu próbował odkupić od Della fabrykę komputerów w Łodzi. Ostatecznie Amerykanie nie sprzedali swojego zakładu nikomu.

Będzie coraz więcej

- Można założyć, że chińskich inwestycji bezpośrednich będzie w Polsce coraz więcej - uważa Tomasz Konik z Deloitte. - Pośrednio świadczyć może o tym chociażby uruchomienie dużego programu inwestycyjnego przez rząd chiński podczas ostatniej wizyty premiera Wena Jiabao w Polsce. Wartość programu kierowanego do Europy Centralnej to 10 mld zł, można założyć, że duża część tego finansowania może trafić do projektów realizowanych w Polsce. W ostatnim czasie w Polsce pojawiły się też dwie potężne chińskie instytucje finansowe - Bank of China oraz ICBC. Ich celem w głównej mierze jest obsługa chińskich projektów w naszym kraju i wiadomo, że chińskie instytucje finansowe pojawiają się w krajach, które leżą w obszarze zainteresowania chińskiego biznesu.

Chińskie firmy są także zainteresowane polskimi projektami infrastrukturalnymi. Tu najbardziej znany jak dotąd przykład to budowa fragmentu autostrady między Warszawą a Łodzią przez COVEC. Ale i w tym przypadku mamy do czynienia z niepowodzeniem. COVEC został wyrzucony z budowy (kończyło ją polsko-czeskie konsorcjum DSS/Bogl a Krysl; realizacja kontraktu zakończyła się dla polskiej firmy bankructwem).

- Na radarze chińskich firm Polska staje się coraz bardziej widoczna - mówi Paul Siu, partner zarządzający Deloitte w Chinach. - Polska, będąc częścią Unii Europejskiej i strefy Schengen, jak również posiadając dobrze wykształconą siłę roboczą i relatywnie niskie koszty pracy w porównaniu z resztą UE, zarówno sama jest postrzegana jako potencjalny rynek, jak i jako brama do całego rynku Europy Środkowej.

Które z polskich firm są aktywne na chińskim rynku, jeśli chodzi o inwestycje bezpośrednie? Swoje filie mają tam takie spółki, jak Fasing, Złomrex czy Ferro. Dwie pierwsze działają w przemyśle metalowym, z kolei Ferro jest dystrybutorem techniki sanitarnej i grzewczej. Na tym jednak nie koniec. W ostatnich kilkunastu miesiącach ze strony krajowych przedsiębiorstw mieliśmy wiele zapowiedzi albo nawet już zrealizowanych transakcji dotyczących zainstalowania się w Chinach. Już pod koniec 2010 r. fabrykę pianek montażowych wybudowała w Chinach wrocławska Selena FM. O planach wejścia na tamtejszy rynek informowały później Spółdzielnia Mleczarska Mlekovita i producent mebli Konspol. Z kolei giełdowy Boryszew przejął część aktywów firmy Maflow działającej w branży motoryzacyjnej. Wśród nich są również zakłady w strefie wolnego handlu w północno-wschodnich Chinach. Jak zauważa Tomasz Konik: W Chinach od lat działa również Kopex, a jego wyroby dla przemysłu górniczego cieszą się tam bardzo dużym uznaniem i renomą. Biorąc pod uwagę, że Chińczycy posiadają największe górnictwo świata, to wydaje się, że nasza górnicza myśl techniczna może być bardzo dużym atutem w podboju rynku chińskiego.

- To jest rynek wyzwań. Wielu próbowało się tam dostać, ale niewiele firm zdołało faktycznie zaistnieć - mówi Jacek Czerniak, dyrektor departamentu klientów globalnych w banku Citi Handlowy. - Do inwestycji w Chinach potrzeba jest przede wszystkim cierpliwość. Zagranicznym firmom na tamtejszym rynku może pomóc zmiana, jaka się tam dokonuje. Dotychczas wzrost gospodarczy tam był związany z inwestycjami, teraz - w związku z bogaceniem się społeczeństwa - znaczenia będzie nabierała konsumpcja.

- Chiny to bardzo duży, ale również bardzo konkurencyjny rynek. Aby odnieść sukces, firma musi wysłać swoich najlepszych ludzi do Chin, a następnie zbudować silny lokalny zespół i w ten sposób połączyć globalne podejście z lokalną wiedzą - radzi Paul Siu.

Jacek Czerniak dodaje, że dla ekspansji w Chinach bardzo ważne jest wsparcie ze strony państwa.

Rządowa pomoc

Wsparcie zaś ostatnio wyraźnie się zwiększyło. Pod koniec ubiegłego roku z wizytą w Chinach był prezydent Bronisław Komorowski. Jednym z jej efektów było zawarcie strategicznego partnerstwa Chin z Polską. Strategicznego w cudzysłowie, bo Polska dołączyła do siedmiu krajów Unii Europejskiej, które mogły już się cieszyć podobnym statusem. W marcu resort gospodarki i Państwowa Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych zainaugurowały projekt "Go China", który ma "zachęcić polskich przedsiębiorców do rozwijania relacji z chińskimi partnerami biznesowymi".

- Dobrze, że Polska ma swoją strategię wspierania polskiego biznesu w Chinach. Pamiętać jednak należy, że w relacjach z Chińczykami trzeba być bardzo konsekwentnym i cierpliwym. Nie należy liczyć tutaj na szybki zwrot z poniesionych inwestycji. Niemniej jednak konsekwentnie i z determinacją realizowana strategia może przynieść bardzo duże korzyści - podkreśla Tomasz Konik z Deloitte.

@RY1@i02/2012/187/i02.2012.187.05000020a.802.jpg@RY2@

Polsko-chińska wymiana handlowa

Europa i Chiny: w kierunku strategii win-win

To temat dyskusji panelowej, która odbędzie się w Sopocie podczas Europejskiego Forum Nowych Idei 26 września o godz. 17 (hotel Sheraton, sala Columbus). W spotkaniu wezmą udział Krzysztof Domarecki, przewodniczący rady nadzorczej spółki Selena FM, Ren Jun, dyrektor Shanghai Construction Group, Ivan K.B. Lee, dyrektor Hong Kong Economic and Trade Office, Marcin Piróg, prezes PLL LOT, Jerzy Pomianowski, wiceminister spraw zagranicznych, Paul Siu, partner zarządzający w Deloitte, odpowiedzialny za region wschodnich Chin oraz Hou Wenbo, dyrektor generalny warszawskiego oddziału Bank of China. Paneliści zastanowią się nad podobieństwami i różnicami między chińskim 12. planem 5-letnim a strategią Europa 2020 oraz nad możliwościami ich realizacji w kontekście obecnego kryzysu finansowego, możliwościami, jakie polskim firmom daje wejście na rynek chiński, a także wpływem strategicznego partnerstwa polsko-chińskiego. Rozmówcy będą się zastanawiać również nad problemami i ograniczeniami we współpracy europejsko-chińskiej, jak bariery kulturowe czy stereotypy, które utrudniają kontakty biznesowe między firmami z Chin i Europy, np. Polski.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.