Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Mistrz wushu broni Sygnity

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wyciągnął giełdową spółkę z dołka, choć mało kto dawał jej szanse. Teraz prezes Norbert Biedrzycki walczy z wrogim przejęciem, którego chce dokonać Asseco

Gdy w marcu 2010 r. obejmował stery w Sygnity, ta spółka - jedna z najbardziej znanych w branży IT, notowana od dawna na giełdzie - stała na zakręcie. Traciła klientów, przychody spadały, a straty były ogromne. Nikt nie miał pomysłu, jak wyciągnąć ją z dołka. Analitycy i obserwatorzy mieli wątpliwości, czy poradzi sobie z tym Norbert Biedrzycki, który na stanowisku prezesa zastąpił Piotra Kardacha.

Dla 40-letniego wtedy menedżera objęcie kierownictwa Sygnity było życiowym wyzwaniem. Nigdy wcześniej nie był prezesem. Branża IT nie była mu jednak obca. Po studiach na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW oraz w Kolegium Zarządzania i Finansów SGH zaczynał od sprzedaży i wdrażania aplikacji w Oracle Polska. Potem zrobił MBA w Thames Valley i trafił do konsultingu - rozpoczął pracę w firmie doradczej McKinsey & Company, gdzie doradzał spółkom, m.in. przy przejęciach.

Nie sądził chyba, że zdobyte tam doświadczenie przy wrogich przejęciach tak szybko przyda się w Sygnity. Jego priorytetem nie były przecież zakupy, tylko wyciąganie firmy z dołka. Wszystko zmieniło się 22 lutego, gdy największa polska spółka IT Asseco ogłosiła, że chce przejąć Sygnity, ogłaszając na giełdzie wezwanie na akcje.

Od tamtego czasu Norbert Biedrzycki przekonuje inwestorów, że zaoferowana przez Adama Górala, konkurenta i szefa Asseco, cena 21 zł za akcję jest stanowczo za niska i nie odzwierciedla wartości Sygnity. Obecnie za jedną akcję spółki trzeba zapłacić 21,80 zł.

Gdy Biedrzycki wchodził do spółki, jedna akcja kosztowała poniżej 15 zł. Szef Sygnity przyspieszył też rozmowy z inwestorami branżowymi, którzy mogliby przyjść na ratunek spółce w rywalizacji z Asseco. W branży prezes Sygnity szybko zyskał w ten sposób określenie gracza o twardym charakterze, który wyrobił sobie, trenując przez 13 lat wushu.

Wzrost wyceny odzwierciedla poprawę sytuacji finansowej Sygnity. Po wstrząsowej terapii odchudzającej (pracę straciło ok. 900 osób) firma zmieniła też model biznesowy. Przestała być jedynie integratorem systemów IT, ale zaczęła tworzyć własne rozwiązania. Zaczęła walczyć o nowe segmenty rynku, takie jak małe i średnie firmy, wprowadziła usługi w chmurze. Zaczęła też agresywniej rozpychać się w segmencie zamówień publicznych. Udało się jej rozpocząć współpracę z chińskim gigantem Huawei na europejskim rynku. Spółka zakończyła ubiegły rok z 8-proc. wzrostem przychodów i po raz pierwszy od pięciu lat miała zysk.

Sprawa wrogiego przejęcia rozstrzygnie się 10 maja, gdy minie termin odpowiedzi na wezwanie. Biedrzycki robi, co może, by do przejęcia nie doszło, a analitycy podkreślają, że dla niego samego to także gra o utrzymanie stanowiska - mało kto sądzi, by pozostał na nim, jeśli Asseco się powiedzie. Wszystko w rękach akcjonariuszy instytucjonalnych, takich jak Legg Mason, TFI Allianz Polska czy OFE Polsat. Już niebawem okaże się, czy kolejny raz uwierzą Biedrzyckiemu, że Sygnity może już tylko drożeć.

@RY1@i02/2012/088/i02.2012.088.00000160b.803.jpg@RY2@

Szymon Łaszewski/Fotorzepa/Forum

Kierowana przez Norberta Biedrzyckiego Sygnity zakończyła ubiegły rok zyskiem - pierwszy raz od pięciu lat

Michał Fura

michal.fura@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.