Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Biznes w bieli i czerni

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Starają się przekonać polskich rodziców, że w dziecięcym pokoju nie powinny królować pastele, lecz kontrastowe kolory

Wszystko zaczęło się od szkoły rodzenia i informacji o tym, jak widzi nowo narodzone dziecko: z zamazanego obrazu początkowo wyławia dwa kolory - biały i czarny. A jeśli tak, to najlepiej głównie na tych kolorach się skupić, by niemowlę ćwiczyło wzrok na kontrastach. Jeżeli ma okazję dobrze rozwinąć jeden zmysł, łatwiej mu ćwiczyć kolejne. Julia Bąkowska, wtedy przyszła mama, zaczęła więc szukać biało-czarnych produktów, ale było to zupełnie jałowe działanie. Rynek oferował tysiące kocyków, osłonek na łóżeczka, śpiworków, zabawek, ale w różach, błękitach, pastelach. Już w szkole rodzenia psycholog ostrzegała, że produkty w kontrastowych kolorach trzeba szyć samodzielnie. - Ale ja jestem z tych, które nie mają czasu, i znam wiele innych kobiet, które nie mają czasu, więc pomyślałam, że to niezły pomysł na własny biznes. Bo ile jest matek, które chcą jak najlepszych produktów dla swoich dzieci? - pyta Julia.

Gdy urodziła córkę, nie miała głowy do szycia, ale coraz częściej myślała o projekcie pod czysto biznesowym kątem. Podczas rozmów z koleżanką Patrycją Szymichowską, która wtedy studiowała psychologię i nauki o wpływie kontrastów na rozwój psychoruchowy dziecka, uzgadniały teorię z praktyką. Aż w końcu obie uznały, że to atrakcyjny pomysł na własną, wspólną działalność. 31-letnia dziś Julia (po politologii, resocjalizacji i marketingu) miała już pewne doświadczenie w biznesie, bo pracowała jako kierownik sprzedaży w firmie oferującej sprzęt nawigacyjny i GPS - firma upadła, a klienci nadal się do niej zwracali, więc postanowiła prowadzić sprzedaż już na własną rękę. 25-letnia Patrycja dorabiała wtedy jako menedżer w klubie. Zarejestrowały spółkę z o.o. i po równo podzieliły się udziałami. Nazwa wydała się oczywista: White & Black.

Specjaliści są zachwyceni

Przez pierwszy rok głównie pracują nad projektem. Wybierają rodzaje produktów (osłonki na łóżeczka, pościel, rożki, koce, śpiworki) i szukają projektantki, która stworzy odpowiednie wzory. Zakładają, że nie będą to proste pasy w dwóch kolorach, tylko bardziej skomplikowane desenie. Maja Ratyńska, absolwentka gdańskiej ASP, wiedziała, o co chodzi, bo sama dla swojego dziecka szyła biało-czarne produkty. Właścicielki konsultują projekty z psychologiem, ustalają szczegóły i dopasowują plany do naukowych ustaleń.

Wszystko, co tworzą, ma solidną podbudowę, czego dowodzą liczne opinie specjalistów, jakie zamieszczają na swojej stronie internetowej: logopedy i terapeutki integracji sensorycznej, szefowej poradni rehabilitacyjnej dla niewidomych i słabowidzących, oligofrenopedagogów, fizjoterapeutów i psychologów. Np.: "(Dzieci) bardziej lubią koncentrować wzrok na powierzchniach wzorzystych (...), kontury silne, a nie słabo skoncentrowane, linie załamujące się łagodnie, a nie pod kątem prostym oraz obrazy symetryczne" albo "Obcowanie dziecka z przedmiotami w barwach czarno-białych jest gwarancją dla rodziców, że je widzi, reaguje na nie, śledzi wzrokiem. (...) Jeśli tak nie jest, to sygnał dla nas, że dzieje się coś niepokojącego, to również szansa, by wychwycić wszystkie nieprawidłowości w rozwoju wzroku na wczesnym etapie".

O niektóre opinie zwracały się same, ale część specjalistów zgłosiła się sama, ucieszona, że takie produkty można już dostać w kraju. Szefowa Poradni Rehabilitacyjnej Niewidomych i Słabowidzących z Poznania, Hanna Pracharczyk, która produktami White & Black wyposażyła swój ośrodek, wcześniej musiała je przywozić z zaprzyjaźnionej placówki we Włoszech lub zamawiać w obcojęzycznych katalogach.

Właścicielki W&B dostosowują się do opinii specjalistów. Skoro, jak mówią naukowcy, w okolicy czwartego tygodnia dziecko zaczyna zauważać kolejny kolor - czerwień, znalazło to odbicie w produktach firmy - np. osłonki na łóżko z jednej strony są biało-czarne, z drugiej już z dodatkiem trzeciego koloru i w bardziej skomplikowane wzory, by w odpowiednim czasie rodzic mógł przełożyć je na drugą stronę. Od początku zakładają, że materiał będzie pochodził z polskiej fabryki, farbowany antyalergicznymi barwnikami. Zamawiają na początek kilkanaście beli materiału (prawie tysiąc metrów) i wykładają na to własne pieniądze, zebrane dzięki pomocy rodzin. Na kredyt w banku nie mają szans, a wniosek o dotację z Unii Europejskiej zostaje odrzucony. By maksymalnie obniżyć koszty, zgłaszają się - jako producentki innowacyjnego towaru - do Gdyńskiego Parku Naukowo-Technicznego, gdzie mają szanse na niewysoki czynsz, a w pakiecie m.in. bezpłatne porady księgowe, prawne i inne udogodnienia.

Gdy w listopadzie 2010 r. materiał jest gotowy, szukają szwalni. Dzięki internetowi znajdują odpowiednią, pod Szczecinem. Tam ślą bele bawełny i rozpoczynają szycie. Powstaje cała wyprawka dla niemowlęcia: osłonki, koce, pledy, rożki (potem włączą zabawki i kolejne desenie, w sumie 50 produktów w pięciu podstawowych wzorach). Po trzech miesiącach otwierają sklep internetowy i czekają na pierwszych klientów.

A z tymi nie ma żadnego problemu, choć nie wydają grosza na reklamę. Same uderzają do mediów. Są pewne, że to dla nich atrakcyjny temat i chwyci, choćby dlatego, że są pierwsze na rynku. Na początek zgłaszają się do programów realizowanych w ramach telewizji śniadaniowej. - Nie przypadkiem tam. Kiedy byłam w ciąży, pierwsze co robiłam rano, to włączałam "Dzień dobry TVN" - opowiada Julia. W tej stacji występują na początku, co pociąga za sobą inne media i okazuje się być najlepszą reklamą - w dniu występu odnotowują kilka tysięcy wejść na ich stronę. Potem trafiają do śniadaniówek w innych stacjach, co przekłada się na dalszy wzrost sprzedaży. Równolegle zaczynają dzwonić do szkół rodzenia, oferując wykłady o pozytywnym wpływie kontrastów na psychoruchowy rozwój maluchów. Sponsorują konkursy w portalach tematycznych, zakładają fanpage na Facebooku, oferują swoje produkty innymi sklepom internetowym oraz stacjonarnym.

Koniec z różem i błękitem

Po roku od otwarcia firmy widzą już, że taka strategia przyniosła efekty - przychody płyną nie tylko z dwudziestu w sumie współpracujących z nimi e-sklepów, ale też kilku dużych sieci, m.in. Świat Dziecka. Teraz trwają rozmowy z Traffic Clubem, który właśnie poszerza dotychczasową ofertę książkowo-muzyczną i planuje włączenie do asortymentu biało-czerwonych zabawek White & Black. A w marcu w Gdańsku startuje prywatny żłobek Calineczka, który dwa pokoje dla najmłodszych urządza, wykorzystując produkty ich firmy.

Już po roku odnotowują zyski, choć na razie wszystkie inwestują w firmę, a same żyją dzięki zarobkom partnerów. - Strasznie trudno tworzyć rynek od podstaw. Wśród Polaków bardzo silne jest przekonanie, że podstawą są róż i błękit i tylko pastele pasują do pokoju dziecięcego - opowiada współwłaścicielka firmy. - Poza tym nasze produkty są z górnej półki, choć to wcale nie oznacza, że nakładamy wysokie marże. Jeśli chce się produkować w Polsce, i to towary wysokiej jakości, nie da się tego zrobić tanio.

By zdobyć kolejnych klientów, próbowały zawojować rynek skandynawski, jednak życie zweryfikowało te plany. - Nasze wzornictwo i kolorystyka są podobne. Ale to trudny rynek, bo Skandynawowie bardzo cenią towary własnej produkcji, poza tym wskaźnik urodzin jest w tych krajach niewysoki - dodaje. Teraz zmieniły więc strategię i przymierzają się do zdobycia rynków Europy Południowej. Ponadto przygotowały już kolejne towary, o jakie wzbogaci się ich oferta - to artykuły wnętrzarskie, rolety, zasłonki, poduszki w kontrastowych kolorach. Właśnie wyróżniono je Laurem Konsumenta Świadomych Rodziców. Myślą też o produktach dla nieco starszych dzieci, bazujących na kolorach ziemi, ale to raczej pod nową marką. - Zawsze się chce więcej i szybciej, ale my nie możemy tak działać, bo zależy nam na trwałej renomie. A to wymaga inwestycji, cierpliwości i czasu - tłumaczy Julia.

@RY1@i02/2012/024/i02.2012.024.186000800.802.jpg@RY2@Julia Bąkowska (z lewej) i Patrycja Szymichowska zauważyły niszę na rynku akcesoriów dziecięcych i w ciągu roku rozbudziły zainteresowanie klientów gadżetami dla maluchów w nietypowych barwach

Luiza Zalewska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.