Dziennik Gazeta Prawana logo

Środkowoeuropejscy liderzy bankowości

26 czerwca 2018

Miejsce w czołówce wśród zagranicznych inwestorów na rynku bankowym w naszym regionie nie jest dane raz na zawsze.

Osobom, które na głównych ulicach większych miast co krok widzą oddziały banków, i to zwykle banków o obco brzmiących nazwach, może się nie mieścić w głowach, że trzydzieści lat temu w naszym regionie zachodnich banków nie było w ogóle. Ich przedstawiciele mogli przyjeżdżać najwyżej, by porozmawiać o kredytach z rządem lub też największymi państwowymi przedsiębiorstwami. Jedynym zewnętrznym przejawem ich obecności były istniejące przedstawicielstwa (np. francuski Societe Generale chwali się, że takie biuro miał w Warszawie od połowy lat 70.). Wraz z upadkiem systemu gospodarki centralnie planowanej to zaczęło się zmieniać.

Trudne początki

Jako pierwszy na otwarcie na środkowoeuropejski rynek zdecydował się amerykański Citibank. Wybrał Węgry - prowadzące najbardziej liberalny wśród demoludów kurs gospodarczy. Od 1985 r. Citi prowadziło na Węgrzech obsługę przedsiębiorstw. W Polsce Amerykanie też należeli do dwóch pierwszych zagranicznych graczy - razem z Raiffeisenem. Już w 1991 r. oba banki rozpoczęły funkcjonowanie w naszym kraju na zasadzie pełnych filii, czyli zarejestrowanych w Polsce spółek akcyjnych nadzorowanych wówczas przez Narodowy Bank Polski.

Chociaż pionierzy przecierali szlaki, to na początku lat 90. nie było jeszcze mowy o szturmie zagranicznych banków w żadnym z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Powody? Po pierwsze poszczególne gospodarki najpierw musiały przeżyć solidne recesje transformacyjne, co nie zachęcało do otwierania biznesu przez zachodnich graczy. Po drugie była duża konkurencja ze strony powstających masowo lokalnych banków. Tylko w Polsce na początku pierwszej dekady kapitalizmu powstało kilkadziesiąt banków, z których 14 zniknęło z rynku jeszcze przed końcem 1995 r. (większość została przejęta przez większych konkurentów). Po trzecie początek lat 90. był trudny na całym świecie. Zamiast myśleć o zagranicznej ekspansji, zachodnie banki skupiały się raczej na radzeniu sobie z własnymi problemami.

Prywatyzacyjne okazje

Za to otwarcie rynków finansowych, jakie nastąpiło później, było doskonałą okazją do szukania zysków na nowych rynkach. W części krajów Europy Środkowo-Wschodniej ułatwieniem były programy prywatyzacji sektora bankowego. Zagraniczni inwestorzy, jako źródło kapitału i wiedzy o nowoczesnej bankowości w Polsce, byli sposobem na restrukturyzację sektora bankowego już od połowy lat 90. Jako jedna z pierwszych z nadarzającej się okazji skorzystała holenderska grupa ING, która stała się partnerem Banku Śląskiego. W Wielkopolskim Banku Kredytowym taką rolę spełniała irlandzka grupa Allied Irish Banks. Nadal jednak większość sektora bankowego pozostawała pod kontrolą państwa. Tymczasem Węgrzy sprzedali większość swojego sektora bankowego do 1997 r. Skorzystali na tym tacy gracze, jak amerykańska grupa GE Capital, niemiecki Bayerische Landesbank, holenderski ABN Amro i belgijska grupa KBC.

Nie wszystkie kraje pozwalały jednak zagranicznym bankom na mocne wejścia dzięki transakcjom prywatyzacyjnym. W Czechach jeszcze pod koniec lat 90. nie było szukania dla banków zagranicznych inwestorów strategicznych (wyjątek to Agrobanka, który nie należał do państwa, ale popadł w kłopoty i został przejęty przez bank centralny, po restrukturyzacji trafił w ręce GE Capital). Czesi dopiero na początku minionej dekady zdecydowali się na sprzedaż swoich największych banków, dzięki czemu poważnymi graczami stały się tam francuski Societe Generalne i Belgowie z KBC. Jeszcze dłużej bez pomocy zagranicznego kapitału w bankowości radziła sobie Słowenia.

Przed końcem lat 90. najmocniejsze, jeśli chodzi o obecność w naszym regionie były takie grupy, jak KBC czy GE Capital (obecne oczywiście także w Polsce: Belgowie byli właścicielami Kredyt Banku, grupa GE Capital miała bank specjalizujący się w kredytach samochodowych i konsumpcyjnych, później dokupiła kolejną instytucję zajmującą się finansowaniem mieszkalnictwa). Pionierzy, jak Raiffeisen czy Citibank, działali na stosunkowo niewielką skalę, na ich korzyść przemawiała jednak obecność w wielu krajach regionu. Podobną drogą rozwijali się również inni - otwierali niewielkie banki działające w wybranych segmentach rynku, np. specjalizujące się tylko w obsłudze firm. Część zagranicznych graczy pojawiała się w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, przejmując niewielkie prywatne instytucje. Takie przejęcia umożliwiały wejście na jakiś rynek. Tak było np. w Polsce, gdzie nadzór wymagał od nowych graczy angażowania się w pomoc przeżywającym trudności krajowym bankom.

Czas przejęć

Dla wszystkich było jednak jasne, że zyskanie istotnej pozycji rynkowej będzie trudne bez przejęć. A okazje właśnie się zbliżały: ruszała kolejna fala prywatyzacji w Polsce, ze sprzedażą swoich banków ruszały też kraje południowego wschodu kontynentu, jak Bułgaria czy Rumunia.

Widzieli to nie tylko szefowie banków, które działały już w naszym regionie.

Praktycznie dwoma ruchami do grona liderów inwestycyjnych w regionie dołączył włoski UniCredit, który w 1999 r. odkupił od naszego resortu skarbu kontrolny pakiet akcji Banku Pekao, a rok później dołożył do swojego portfela bułgarski Bulbank. Włosi dodatkowo umocnili się, gdy kilka lat temu przejęli niemiecką grupę HVB, wcześniej także aktywną w naszym regionie (w Polsce kontrolowała Bank BPH; Niemcy sami byli z kolei dużym graczem dzięki wcześniejszemu przejęciu Banku Austria Creditanstalt).

Francuzi z Societe Generale nie byli zbyt aktywni w naszym regionie w latach 90., ale wystarczyło przejęcie czeskiego Komercni Banka, by dołączyć do czołówki. Nieco wcześniej grupa SG wkroczyła na rynek rumuński i bułgarski. W Polsce Societe Generale działał poprzez oddział obsługujący duże firmy, ale w 2005 r. stał się właścicielem wrocławskiego Euro Banku.

Wśród spóźnialskich był także austriacki Erste Bank, który w latach 90. mógł sobie zapisać na koncie jedynie wejście na Węgry i do Chorwacji. Ale nadrobił to w pierwszej połowie kolejnej dekady, kupując duże banki w Czechach (Ceska Sporitelna, rok 2000), Słowacji (Slovenska Sporitelna, 2001) i Rumunii (Banca Comerciala Romana, 2005). W dwóch ostatnich krajach Austriacy przejęli liderów rynkowych. W efekcie austriacka grupa jest obecna praktycznie we wszystkich krajach naszego regionu. Z wyjątkiem Polski, gdzie ma jedynie biuro maklerskie.

Otwarty rynek

Dla zachodnich banków kolejną zachętą do wchodzenia na środkowoeuropejski rynek było rozszerzenie Unii Europejskiej w maju 2004 r. Ale wtedy obowiązywał już nieco inny model. W UE funkcjonuje zasada jednolitego paszportu bankowego. Oznacza to, że bank mający siedzibę w jednym kraju unijnym może bez większych ograniczeń funkcjonować na wszystkich innych unijnych rynkach poprzez oddziały. To wygodniejsze niż zakładanie osobnej spółki w innym kraju - podlegającej w dodatku nadzorowi "goszczącego". Część zagranicznych banków decydowała się na przeniesienie działalności z filii do oddziałów. Najczęściej dotyczyło to niewielkich instytucji. Również banki, które wchodziły na nowe rynku po rozszerzeniu UE, zwykle korzystały z takiego właśnie rozwiązania. W Polsce tworzenie oddziałów było popularne np. wśród banków skandynawskich. Jak się jednak okazało, elastyczność, jaką daje funkcjonowanie poprzez oddział, ma jeszcze jeden wymiar: gdy pojawiają się problemy, oddział można szybko zamknąć. I niektórzy gracze tak zrobili - zwłaszcza że końcówka minionej dekady stała już pod znakiem światowego kryzysu finansowego.

Wielkie tasowanie

Kryzys znów zmienił kolejność w pierwszej lidze zagranicznych inwestorów środkowoeuropejskiego sektora bankowego. Z tym, że teraz mieliśmy do czynienia z wycofywaniem się części graczy z niektórych rynków (oczywiście, korzystali na tym inni). Kilka znaczących przykładów możemy znaleźć na własnym podwórku: w 2011 r. Irlandczycy z AIB wyszli z Banku Zachodniego WBK, z kolei w ubiegłym roku Belgowie z KBC sprzedali Kredyt Bank. W obu przypadkach nabywcą został hiszpański Banco Santander, który dzięki tym transakcjom stał się drugim co do wielkości zagranicznym inwestorem w polskim sektorze bankowym (Santander działa u nas od dziesięciu lat w bankowości konsumenckiej; zaraz na początku kryzysu przejął niewielki AIG Bank, także specjalizujący się w consumer bankingu). Również ubiegły rok przyniósł przejęcie Polbanku - oddziału greckiego Eurobank Ergasias przez Raiffeisen (w efekcie od początku roku w pierwszej dziesiątce naszego sektora bankowego mamy Raiffeisen Polbank). Z kolei w tym roku na wyjście z naszego rynku zdecydowała się Nordea, która polski bank oraz firmy ubezpieczeniową i leasingową zdecydowała się sprzedać bankowi PKO BP.

Na mniejszą lub większą skalę tego typu roszady dotyczą wszystkich środkowoeuropejskich rynków. Polska jest w szczęśliwej sytuacji, ponieważ chcący opuścić nasz rynek do tej pory mogli liczyć na chętnych do zakupu. Ale nie wszędzie jest równie dobrze. Na przykład Ukrainę chcą opuścić niemal wszyscy, zwłaszcza że wiele zachodnich banków wchodziło na ten rynek ogromnym kosztem tuż przed wybuchem kryzysu. Problem w tym, że nie ma nabywców.

Zdaniem wielu ekspertów kryzys doprowadzi do dalszych przetasowań w środkowoeuropejskiej bankowości. Wbrew przedkryzysowym obawom, że rynek jest już podzielony, wszyscy wciąż mają szanse, by zaistnieć w naszym regionie, gdzie perspektywy rozwoju biznesu są większe niż na rozwiniętych rynkach Europy Zachodniej.

@RY1@i02/2013/188/i02.2013.188.21400050i.802.jpg@RY2@

Najwięksi inwestorzy w regionie

Łukasz Wilkowicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.