Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Spłacamy długi po kolei

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Prezes PKP SA liczy na korzystną sprzedaż dwóch spółek i znaczne ograniczenie zadłużenia. Zapewnia też, że mimo niedawnych zwolnień zarząd ma dobre kontakty ze związkami

Od ubiegłego poniedziałku inwestorzy mogą zgłaszać się po TK Telekom, jedną z kolejowych spółek, która zarządza światłowodami. Duże jest zainteresowanie?

Gdy dwa lata temu zaczynałem pracę w PKP SA, to Telekom był jedyną jako tako przygotowaną do prywatyzacji spółką. Rozpoczęliśmy negocjacje z potencjalnymi inwestorami i po 7-8 miesiącach zdecydowaliśmy się unieważnić prywatyzację. Dla niektórych mogło być to zaskoczeniem, ale wynikało to z wycen, które dostaliśmy. Odrobiliśmy lekcję z tamtej nieudanej próby i teraz wychodzimy na rynek po raz kolejny. Część TK Telekom w międzyczasie została wydzielona w postaci spółek TK Budownictwo i Utrzymanie do PKP SA i ich nie planujemy prywatyzować. Resztę chcemy sprzedać i spodziewamy się sporego zainteresowania. Wiemy jednak, że o ile w latach 90. i na początku tego wieku sektor telekomunikacyjny był bardzo seksy, o tyle po 2010 r. nastąpiło w nim załamanie wycen.

A jak ten seksapil można przełożyć na miliony złotych? Za ile można sprzedać TK Telekom?

Nie podam kwoty, ale nadmienię, że ubiegły rok zakończył się w TK Telekom obrotami na poziomie 280 mln zł i jak wiadomo, w świecie finansowym istnieją przeliczniki, które pozwalają analitykom dojść do godziwej wartości za daną firmę. To pieniądze, którymi nie możemy pogardzić z punktu widzenia spłaty długu.

Pod młotek idzie też PKP Energetyka. Wiadomo, kto wchodzi w grę, jeśli chodzi o tę spółkę?

Nie, ponieważ nie ogłosiliśmy jeszcze formalnie rozpoczęcia procesu. Jestem jednak bardzo pozytywnie zaskoczony wstępnym zainteresowaniem spółką. Wyrażają je zarówno duże krajowe i zagraniczne podmioty energetyczne, jak i fundusze infrastrukturalne szukające dobrych stóp zwrotu.

Za nami udany debiut giełdowy PKP Cargo, ale kurs obecnie spada. Dlaczego tak się dzieje?

To naturalne zjawisko dla giełdy. W ubiegłym tygodniu zarząd PKP Cargo odebrał nagrodę GPW za debiut roku, z czego jesteśmy dumni. Obecny kurs fluktuuje w granicach ceny drugiej transzy, którą sprzedaliśmy 17 czerwca.

Przy PKP Cargo nie ma tematu prywatyzacji, ale może być temat zakupów. Czy spółka zamierza przejąć kolejowe ramię Orlenu, czyli Orlen KolTrans?

W tej chwili jest kilka procesów, w których zarząd PKP Cargo uczestniczy.

Ale KolTrans jest na celowniku PKP Cargo?

W każdym przypadku, gdy chce się coś kupić, sprzedający musi być gotowy to sprzedać. Na ten moment najbardziej owocne są relacje zarządu PKP Cargo z KGHM. Myślę, że to wykorzystanie tych wszystkich synergii, o których mówi Ministerstwo Skarbu Państwa.

Jaki mamy w tej chwili poziom długu w całej grupie PKP? Miliard złotych?

Dług brutto wynosi w tej chwili 1,8 mld zł, a netto ok. 1 mld zł, ponieważ mamy 800 mln zł na koncie w BGK.

Jak pan szacuje możliwości obniżenia lub docelowo wyzerowania tego długu?

Jeśli sprzedamy PKP Energetykę i TK Telekom, będziemy w bardzo komfortowej sytuacji. Przypomnę, że startowaliśmy z zadłużenia brutto w kwocie 4,5 mld zł.

A jest jakiś plan B, gdyby nie powiodły się sprzedaże?

Będziemy sprzedawali nieruchomości i realizowali duże projekty deweloperskie na dworcach, które są chyba najbardziej widocznym sukcesem grupy w ostatnich latach.

A co z pendolino? Pojedziemy 14 grudnia czy nie pojedziemy? Ile będzie składów, skąd i dokąd będą jeździć?

Udało się rozwiązać wiele problemów. W starcie pendolino nie chodzi tylko o uruchomienie pociągów na najbardziej obleganych trasach, ale przede wszystkim o to, że zostanie zmodernizowana infrastruktura kolejowa, która pozwoli na osiągnięcie rekordowych czasów przejazdów. Pracujemy nad tym, by terminy zostały dotrzymane.

A do dziś ile składów odebrała spółka? Dwa?

To nie jest najistotniejsze, bo jeśli coś nie zostało odebrane dzisiaj, to odbierzemy to w najbliższym czasie.

Jaka jest minimalna liczba pociągów niezbędna do uruchomienia machiny związanej z pendolino?

Możemy puścić jeden pociąg lub kilkanaście. Cały tabor na trasie nigdy nie był planowany, bo zawsze potrzebne są pociągi w rezerwie.

Czyli dopuszcza pan możliwość, że 14 grudnia nie będą jeździć wszystkie, a tylko część?

Tak zawsze było.

A 650 zł plus cena biletu to nie jest zbyt drakońska kara za jazdę na gapę w pendolino?

Tutaj problem przychodzi do nas z zewnątrz. PKP Intercity pracuje w systemie regulacyjnym. Urząd Transportu Kolejowego mówi nam: "Nie macie prawa wpuszczać do pendolino kogoś bez biletu". Przy takiej prędkości nie można stać, podobnie jak w samolocie. Rozwiązaniem mogłoby być sprawdzanie biletów przed wejściem, ale to opóźni czas odjazdu. Musimy więc w zdecydowany sposób zniechęcić ludzi, by wsiadali bez biletu.

Tak duże kwoty trochę skłaniają do mechanizmów korupcyjnych. Gdy ktoś będzie miał w perspektywie zapłacenie 800 zł kary, może w nielegalny sposób negocjować z konduktorem...

Do pendolino będą trafiali najlepsi z najlepszych konduktorów. Naszym celem nie jest przywalanie pasażerom, ale inaczej możemy zostać ukarani przez tych, którzy nas nadzorują.

Panie prezesie, w przyszłym roku kończy się panu kontrakt w PKP?

Kontrakt nie. W czerwcu 2015 r. kończy się kadencja zarządu.

Zamierza pan pozostać na stanowisku czy wrócić do branży bankowej?

Staram się być profesjonalistą i jeśli dostanę propozycję od mojego obecnego pracodawcy, to ją rozważę. Ale nie wykluczam też, że z końcem kadencji odejdę.

Jak z pozycji konkurenta patrzy pan na to, co się dzieje w Przewozach Regionalnych? Tam związkowcy zapowiadają strajk, a państwowe pieniądze angażowane są w ratowanie spółki.

Struktura właścicielska w Przewozach jest nieporozumieniem. Nie powinno być tak, że spółka z taką misją ma 16 właścicieli, a w radzie nadzorczej często zasiadają przypadkowe osoby. Jestem zaskoczony, że właściciele nie wykazują należytego zainteresowania tym, co się dzieje wokół PR. 750 mln zł, które według mojej wiedzy rząd przeznaczył na ich restrukturyzację, część marszałków przyjęła ze wzruszeniem ramionami. Wstępne plany ministerstwa, by władzę nad Przewozami Regionalnymi przejął jeden właściciel, czyli ARP, są sensowne. Ktoś musi się czuć odpowiedzialny za spółkę.

Nie obawia się pan fali protestów na torach przed wyborami, np. w PKP Cargo?

Nie, u nas jest spokój.

A co z listami wysyłanymi przez związkowców PKP Cargo do ministerstwa?

W grupie nie ma większych problemów. W PKP SA zwolniliśmy w sierpniu 5 proc. załogi i nikt o tym nie słyszał. Wszystko zostało rozwiązane w sposób cywilizowany i w drodze kompromisu. Mamy dobre relacje ze związkowcami. Wszystko zaczyna się psuć, gdy wtrąca się w to polityka. Takie akcje, jak np. z listami, powstają na zapotrzebowanie polityczne i nie pochodzą od związkowców. Dopóki w rozmowach jest merytoryka, a nie polityka, wszystko jest ok.

@RY1@i02/2014/210/i02.2014.210.000001400.802.jpg@RY2@

wojtek górski

Jakub Karnowski, prezes zarządu PKP SA

Rozmawiali Paweł Sołtys i Marcin Hadaj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.