Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Jak zarobić na książce marne 400 tys. zł

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Tytuły non fiction to dobry biznes. Ale królewskie honoraria to fantazja

Literatura faktu, biografie czy reportaże radzą sobie na tyle dobrze, że z roku na rok w tym segmencie sił próbuje więcej wydawnictw i autorów. Żaden jednak z nich nie ujrzał legendarnych 400 tysięcy plus 10 procent, które Roman Giertych miał zaproponować Piotrowi Nisztorowi za jego książkę o Janie Kulczyku. Z jednym wyjątkiem. Tyle, a może i więcej, udało się zapewne zarobić Danucie Wałęsie, której "Marzenia i tajemnice" rozeszły się w rekordowym nakładzie 415 tysięcy egzemplarzy.

Rozmowa z satyryczką Marią Czubaszek i jej mężem Wojciechem Karolakiem "Boks na ptaku" (79 tys. egz.), wywiad-rzeka z Danutą Stenką "Flirtując z życiem" (ponad 50 tys. egz.), zbiór felietonów Pauliny Młynarskiej i Doroty Wellman "Kalendarzyk niemałżeński" (prawie 50 tys. egz.), zbiór felietonów Katarzyny Grocholi "Trochę większy poniedziałek" (także 50 tysięcy egz.) - to według badania GfK Polonia Retail and Technology największe hity literatury non fiction polskich autorów wydane w 2013 roku.

Wyniki niezłe, choć niepełne, bo GFK nie uwzględniała m.in. wyników takich hitów non fiction, jak wspomnienia Małgorzaty Tusk, które rozeszły się także w ponad 50 tysiącach egzemplarzy. Bestsellerem były też "Resortowe dzieci" - na jednym ze spotkań autorskich blisko pół roku temu Dorota Kania chwaliła się, że sprzedano już 80 tys. egzemplarzy jej książki napisanej wraz z Jerzym Targalskim i Maciejem Maroszem. A że nakład wynosił 130 tysięcy, to bardzo możliwe, że poszło jeszcze więcej sztuk.

- Można na tym zarobić całkiem porządnie. Jestem pewien, że Karolina Korwin-Piotrowska, której wydana przez nas "Bomba. Alfabet polskiego szołbiznesu" sprzedała się w 30 tysiącach egzemplarzy, na pewno z zadowoleniem przyjęła zastrzyk finansowy, jaki ta książka jej dała. Ale setki tysięcy złotych zarobku to sumy bardzo trudne do osiągnięcia na naszym rynku - wyjaśnia nam Igor Zalewski, publicysta i twórca wydawnictwa The Facto specjalizującego się w wydawaniu literatury non fiction.

- Zapewne z literatury faktu udaje się w Polsce żyć niektórym historykom, jak np. Sławomirowi Cenckiewiczowi, ale dla reszty autorów to raczej dodatkowy zastrzyk gotówki plus szansa na to, by napisać coś bardziej pogłębionego i trwałego niż teksty w prasie codziennej czy tygodnikach - dodaje Zalewski. I tłumaczy, że największym problemem jest właśnie to, że książki, przynajmniej w rynkowych realiach, bardzo szybko się starzeją. - Nowością książka jest nie przez kilka miesięcy, ale tygodni. A to niestety mocno ogranicza szanse zarówno wydawcy, jak i autora, by lepiej zarobić - stwierdza wydawca.

- Brakuje mocniejszej promocji autorów. Jest dużo często dobrych tytułów, na temat których czytelnikom brakuje wiedzy. Nie wystarczy przecież książkę wydać, trzeba ją jeszcze sprzedać, a do tego promocja jest bardzo potrzebna - opowiada Iza Michalewicz, reporterka "Dużego Formatu" i współautorka biografii Violetty Villas. Książka sprzedała się w bardzo dobrym nakładzie 67 tysięcy egzemplarzy. Michalewicz właśnie opublikowała kolejne dwie pozycje - zbiór reportaży "Życie to za mało" i "Powstanie Warszawskie. Rozpoznani" - o bohaterach zrywu, których tożsamość udało się ustalić dzięki akcji Muzeum Powstania Warszawskiego. - Żebym na tej drugiej książce mogła zarobić około 100 tysięcy złotych brutto, musiałoby się jej sprzedać 50 tysięcy egzemplarzy i to tylko wtedy, jeżeli nie będzie przeceniana - dodaje Iza Michalewicz.

Choć jednak to trudny rynek, i tak z roku na rok coraz więcej osób stara się na pisaniu i wydawaniu literatury faktu zarabiać. Tylko w tym segmencie - obok The Facto - działa Czerwone i Czarne, które wydało nie tylko obie części wspomnień Moniki Jaruzelskiej, lecz także kilka innych książek, które w ubiegłym roku sprzedały się w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy, m.in. wywiad z Jerzym Urbanem, książkę o Grzegorzu Ciechowskim - "Obywatel i Małgorzata" oraz "Życie artystek w PRL". Kilka lat temu na wydawanie literatury non fiction zdecydowało się także wydawnictwo Fronda, które wcześniej skupiało się na działalności prasowej. A ostatnio do tego segmentu dołączają kolejni gracze - od malutkich oficyn po duże firmy, jak Zwierciadło czy nawet PWN.

Te zmiany widać w ogólnych danych o rynku. Z roku na rok rośnie liczba wydawanych tytułów książek. W 2012 roku według danych Biblioteki Narodowej było ich 27 tysięcy. Rośnie też liczba zarejestrowanych wydawnictw - obecnie jest ich już 38 tysięcy - choć jak oceniają eksperci, góra 2,5-3 tysiące działa stale na rynku wydawniczym. Reszta wydała jeden czy dwa tytuły i zawiesiła działalność. Niestety równolegle spada sprzedaż. Ogółem - razem z podręcznikami - cały nowy nakład w 2012 roku wynosił 107,9 mln sztuk, gdy w rekordowym 2007 było to ponad 146 mln. Rynek staje się bardziej rozdrobniony i, jak oceniają sami wydawcy, "kanibalizujący się nawzajem". To oznacza, że w pogoni za sprzedażą wprowadzanych jest tak wiele nowości, że czytelnicy nie nadążają z ich rozpoznaniem. Problemem jest też spadające z roku na rok czytelnictwo. - Polacy w porównaniu do Niemców czy Francuzów czytają naprawdę mało - przyznaje Ewa Kamińska-Kamyk z wydawnictwa Czerwone i Czarne.

@RY1@i02/2014/134/i02.2014.134.00000130a.802.jpg@RY2@

Rośnie liczba wydawnictw i tytułów, ale sprzedaż spada

Współpraca: Barbara Sowa

Sylwia Czubkowska

sylwia.czubkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.