"Gdańsk Shipyard"? Wstępne porozumienie
Amerykańska firma w spółce ze Stocznią Gdańską
Wśród wielu koncepcji dotyczących dalszych losów Stoczni Gdańskiej im. Lenina pojawiła się nowa możliwość rozwiązań, wzbudzająca szczególne zainteresowanie opinii publicznej.
Otóż przedwczoraj 1 czerwca br. w godzinach popołudniowych zakończyły się w Stoczni Gdańskiej rozmowy, w wyniku których podpisano istotne dla przyszłości stoczni porozumienie wstępne, dotyczące utworzenia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością - z udziałem kapitału zagranicznego.
Zawarta została ona między p. Barbarą Piasecką-Johnson (milionerką zamieszkałą na stałe w Stanach Zjednoczonych) działająca w imieniu firmy "Barbara Piasecka Johnson Shipyard Co New Jeresy USA" a dyrektorem Czesławem Tołwińskim reprezentującym Stocznię Gdańską im. Lenina. Porozumienie podpisał również Lech Wałęsa.
Przewidziano prowadzenie prac przygotowawczych niezbędnych do rejestracji spółki. Jest to warunek rozpoczęcia działalności nowego przedsiębiorstwa o nazwie -"Gdańsk Shipyard" - nie później niż do 1 stycznia 1990 r.
Jak się dowiadujemy, wczoraj od rana trwały na terenie stoczni dalsze rozmowy z członkami delegacji formy z New Jersey - z ekipą roboczą, połączone z wizją lokalną.
Z pytaniem na ten temat zwróciliśmy się do p. Ireneusza Kubiczko, kierownika stoczniowego biura handlu zagranicznego.
- Jaki teren ma objąć przyszła stocznia-spółka?
- W rachubę wchodzi objęcie przez to przedsiębiorstwo całego terenu i całego majątku stoczni łącznie z obszarem wydzierżawionym firmie zagranicznej, którego właścicielem jest przecież nadal stocznia. Oczywiście dotychczasowe umowy obowiązują. Nic też się nie zmienia w stosunku do już wcześniej powstałych spółek krajowych działających w stoczni.
- Czego dotyczyły prace w dniu wczorajszym?
- Zaczęła się po prostu robocza codzienność. P. Barbara Piasecka-Johnson dwukrotnie odwiedzała stocznię, lustrując zarówno obiekty produkcyjne, jak i socjalne. Wejście tak dużego zakładu w związki z kapitałem zagranicznym jest przeogromnym przedsięwzięciem, bez precedensu w skali kraju. Wymaga też wiele uzgodnień nie tylko spraw zasadniczych, ale i mnóstwa szczegółów. Naszym zamiarem jest prowadzenie prac przygotowawczych bardzo intensywnie, tak by w ciągu trzech miesięcy doprowadzić do rejestracji przedsiębiorstwa w agencji powołanej w Warszawie ds. joint venture.
- Co stanie się z kontraktami na budowę statków zawartymi wcześniej przez stocznię?
- Jeżeli przedsiębiorstwo ruszyłoby od 1 stycznia 199o r., do czego dążymy, to musiałoby przejąć kontrakty przyjęte do realizacji przez stocznię do końca przyszłego roku.
- Jak wysokie będą udziały kapitałowe obu stron?
- Nie mogę jeszcze o tym mówić.
- Sporo jest spekulacji na temat, jaka walutą będzie się płaciło pracownikom przyszłej stoczni spółki.
- Będzie się płaciło w złotówkach tak jak we wszystkich przedsiębiorstwach w Polsce, również typu joint venture. Nie ukrywamy jednak, że chcemy wprowadzić płace na tyle atrakcyjne i konkurencyjne, by ludzie chcieli w tej stoczni pracować.
- Skąd przedsiębiorstwo czerpać będzie materiały do budowy statków?
- Nie będzie zapewne problemów z ich zdobywaniem nawet z zasobów krajowych, jeśli spółka będzie miała do dyspozycji dewizy w ilościach znacznie większych niż dotychczas stocznia.
Teresa Chudek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu