Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Sezon na okazje

2 lipca 2018

Po ubiegłorocznych spektakularnych plajtach biur podróży polscy turyści są ostrożni. Mało kto kupował sprzedawane już w styczniu wyjazdy w miesiącach letnich, choć zdarzały się i 30-proc. upusty. Wzięcie mają last minute i superokazje

Sprzedaż oferty letniej przebiega bez rewelacji. Do poziomu sprzed roku brakuje 1,5 proc. - informuje ostatni, cotygodniowy komunikat Polskiego Związku Organizatorów Turystyki, zrzeszającego organizatorów wyjazdów, obsługiwanych przez 2931 turystycznych agentów w całej Polsce. Z rezerwą o tegorocznym poziomie sprzedaży wypowiadają się też analitycy z największych internetowych portali turystycznych: wakacje.pl i travelplanet.pl.

- To skutek nie tyle mniejszej - w związku z recesją - skłonności Polaków do wydawania pieniędzy na wojaże, co rezultat niepewności na turystycznym rynku wywołanej ubiegłorocznymi bankructwami kilku biur podróży i toczoną do dziś kampanią medialną - uważa Marek Kamieński, wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Agentów Turystycznych, zarazem właściciel kilkuosobowego biura podroży.

Dla niewymagających i nie tylko

W tym roku, z uwagi na obawy co do rzetelności biur, mało kto kupował ofertę first minute. Dobrze natomiast szła i dalej idzie sprzedaż typu last minute, zwłaszcza tych, w których od zakupu do wyjazdu nie mija więcej niż tydzień.

Jest też specjalna grupa klientów - łowcy superokazji. Ci np. w połowie maja na portalu travelplanet.pl mogli kupić wyjazd z biurem Exim Tours na 15 dni na Kretę, płacąc 849 zł za pobyt w jednogwiazdkowym hotelu (800 m od plaży), bez wyżywienia, ale w pokoju z aneksem kuchennym. Za urlop w tym samym hotelu tydzień później trzeba już zapłacić 300 zł więcej, w połowie czerwca - 600 zł więcej, a w lipcu - dodatkowo 920 zł.

Okazją był też tygodniowy pobyt w dwugwiazdkowym hotelu w egipskiej Hurghadzie, za który biuro Net Holiday chciało 999 zł (w cenie były tylko śniadania). W lipcu za pobyt tam płaci się już 1702 zł. W drugiej połowie maja za te same 999 zł można było spędzić tydzień po północnej stronie Cypru. Biuro Citron Travel oferowało trzygwiazdkowy hotel ze śniadaniem, ale "nazwa hotelu będzie znana na miejscu, po wylądowaniu". W końcu maja dało się z Viva Club polecieć na siedem dni do Tunezji za 1039 zł, w tym dwa posiłki. Nie podano, ile hotel ma gwiazdek, zaznaczając jedynie: "Polecany dla niewymagających klientów". W lipcu pobyt w "polecanym" hotelu ma kosztować 1600 zł. Szukając wiosną tanich ofert, musimy jeszcze wziąć pod uwagę koszt dojazdu do odległego niekiedy regionalnego lotniska w Polsce. Sieć połączeń czarterowych robi się gęsta dopiero w lecie.

Wymagający rynek i turyści

3800 zarejestrowanych biur podróży było na polskim rynku turystycznym na początku XXI w. Do 2005 r. ubyło ich ponad tysiąc i wydawało się, że proces koncentracji usług turystycznych będzie postępował. Ale w 2007 r. Polska dołączyła do krajów grupy Schengen. Wreszcie bez paszportu mogliśmy jeździć po prawie całej Europie i masowo zaczęliśmy z tej możliwości korzystać. Dla wielu Stary Kontynent szybko okazał się za ciasny. Setki tysięcy Polaków zaczęły wyjeżdżać do Afryki Północnej, od Maroka, przez Tunezję z jej piaszczystymi plażami zalecanymi na wyjazdy z małymi dziećmi, po Egipt. Ten ostatni kraj okazał się prawdziwym turystycznym przebojem. Oferuje bezchmurne niebo przez cały rok i ciepłe morze, a do tego piramidy, posągi Sfinksa i rafy koralowe. W 2012 r. w każdym tygodniu (średnio) do Egiptu leciało po 10 tys. naszych rodaków.

Rosnącej liczbie wyjazdów sprzyjały rosnące dochody sporej części polskiego społeczeństwa (głównie przedsiębiorców i przedstawicieli wolnych zawodów) i coraz lepsza znajomość języków. Ten boom turystyczny sprawił, że znów zaczęło przybywać biur podróży (z 2839 w 2007 r. do 3412 w styczniu br.), jakby górę brała opinia, że to łatwy interes i pieniądze. Tymczasem turystyka jest sektorem niezmiernie wrażliwym na wahania sytuacji gospodarczej i to zarówno tej w kraju, jak i za granicą, a także na zdarzenia polityczne. W 2011 r. przekonały się o tym biura, które wysyłały turystów do Afryki Płn. Niestabilna sytuacja polityczna w krajach tego regionu sprawiła, że liczba wyjazdów zmalała wtedy średnio o 30 proc. (dziś znów jeździmy tam tłumnie, prawie jak przed arabską wiosną).

Teraz, z uwagi na kryzys gospodarczy, prowadzenie biznesu turystycznego wymaga ogromnego doświadczenia i intuicji. Biura podróży boją się ryzyka, nowe kierunki wyjazdów proponują bardzo ostrożnie. Starają się zatrzymać dotychczasowych klientów (których wymagania rosną) coraz lepszą jakością oferty, ale w ramach tego, co już zyskało akceptację. Skoro Polacy pokochali wyjazdy do Egiptu, to proponuje się im tam pobyt w innym kurorcie, a nie nakłania do wyjazdu do Gruzji czy Albanii.

Polskie biura z reguły mają bowiem niski kapitał własny, a swą działalność finansują głównie z przedpłat od klientów i kredytów. Jeśli nowa oferta nie będzie miała wzięcia, łatwo wpaść w finansową pułapkę, niekoniecznie z góry planując przekręt.

Kto zapłaci w razie plajty

Każdego roku kilkadziesiąt biur podróży na własny wniosek zwija działalność, a kilka, kilkanaście bankrutuje w atmosferze skandalu. Po ubiegłorocznych głośnych plajtach sam premier zapowiedział uszczelnienie mechanizmów zapobiegających takim bankructwom. Jednak prace nad nimi trwały długo.

Dopiero 13 maja br. weszło w życie nowe rozporządzenie ministra finansów określające minimalne wysokości sumy gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej wymaganej od organizatorów turystyki (biur podróży) i sprzedających ich oferty pośredników turystycznych (agentów). Przyjęto w nim nowe stawki i zasady, o których przydatności w pełni będzie można się przekonać w zasadzie dopiero jesienią, już po szczycie sezonu. Dlaczego? Bo wielu biurom podróży dopiero wtedy wygasną zawarte przed rokiem umowy z firmami ubezpieczeniowymi i będą musiały przejść na nowe. Są oczywiście i takie, które już podpisały umowy zgodne z nowym rozporządzeniem.

Wejście na rynek nowego biura jest teraz obwarowane posiadaniem zabezpieczenia (ubezpieczenia) na kwotę 250 tys. euro. Działające już biura podróży, zajmujące się wyjazdami czarterowymi (najbardziej obciążone ryzykiem), będą musiały wykazać się wykupioną w firmach ubezpieczeniowych gwarancją, której wartość odpowiada 12 proc. planowanych w danym roku obrotów. Jeśli te w trakcie roku okażą się większe, biuro będzie musiało wykupić dodatkową składkę.

Sęk w tym, że w rozporządzeniu nie przewidziano, kto zajmie się kontrolą wysokości obrotów. Mimo protestów marszałków województw, ci nadal będą odpowiadać za ewakuację do kraju klientów biur dotkniętych bankructwem. Kiedy kwota gwarancji ubezpieczeniowej nie pokryje kosztów sprowadzenia turystów, marszałkowie dalej mają na to łożyć z kasy swego urzędu, narażając się na zarzut niegospodarności ze strony Regionalnych Izb Obrachunkowych. Nie wolno im bowiem ze środków samorządowych finansować zadań administracji rządowej. A ta problemu nie chce dostrzec i jak mówi Joanna Czechowicz-Bieniek z urzędu marszałka mazowieckiego, marszałek Adam Struzik musiał Skarb Państwa pozwać przed sąd okręgowy o zwrot ponad 190 tys. zł.

Nie byłoby może tego kuriozalnego procesu, gdyby udało się zmienić ustawę o świadczeniu usług turystycznych i przyjąć przepisy o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym. Dzięki niemu, być może przy wzroście ceny wyjazdu o ok. 20 zł od osoby, turysta poszkodowany w wyniku bankructwa miałby nie tylko zapewniony powrót do kraju, ale także zrekompensowane inne finansowe straty. Jednak Ministerstwu Sportu i Turystyki udało się jedynie ogłosić projekt założeń ustawy o nowym funduszu.

Dokąd i za ile wyjedziemy latem

Według danych Instytutu Turystyki w 2012 r. z podróży czarterowych z Polski skorzystało 1,65 mln osób. Nie byli to sami Polacy, bo tak jak tysiące rodaków z zachodniej Polski leci na urlop z pobliskiego Berlina czy Drezna, tak wielu obywateli państw byłego ZSRR - z Warszawy, Rzeszowa czy Gdańska. Jednym z ważnych czynników branych dziś pod uwagę przy wyborze oferty przez coraz bardziej wybrednego polskiego turystę jest miejsce wyjazdu. Najchętniej na wakacje lecimy z lotniska w mieście w pobliżu naszego miejsca zamieszkania, na które dowiezie nas taksówka czy ktoś z rodziny. Z miejscowości położonej dalej polecimy, jeśli biuro podróży, promując swoją ofertę, zapewni bezpłatne parkowanie samochodu przy lotnisku.

Według danych portalu wakacje.pl, podczas tegorocznych urlopów największym czarterowym portem lotniczym będzie Warszawa, z której samoloty polecą do 57 miejsc w 18 krajach. Najwięcej lotów będzie do Egiptu, Turcji, Tunezji, Grecji i Hiszpanii, ale na mapie wyjazdów pojawiły się też inne śródziemnomorskie kraje (Albania i Czarnogóra), które otwierają się na turystów. Z Katowic i Wrocławia czarterami będzie można polecieć do 12 krajów, z Poznania i Krakowa do 11. Możemy także latać z Bydgoszczy, Gdańska, Łodzi, Lublina i Rzeszowa. Najmniej kierunków - zaledwie cztery do trzech krajów (Egipt, Kreta i Turcja) - obsłuży lotnisko w Szczecinie. Ale nie ma się co dziwić, skoro z tego miasta na berlińskie lotnisko Tegel samochodem jedzie się 1,5 godziny.

Analitycy z portali wakacje.pl i EasyGo.pl podali, ile trzeba zapłacić za zagraniczny urlop w okresie od 29 czerwca do 31 sierpnia 2013 r., czyli między końcem a początkiem roku szkolnego. Przy wylocie z Warszawy (ceny wyjazdów z innych miast są podobne lub różnią się o kilkadziesiąt złotych) najmniej za tygodniowy pobyt zapłacimy w Bułgarii. Ceny w Burgas zaczynają się od 1249 zł na osobę, a w Warnie - od 1579 zł. Za podobne pieniądze z południa Polski można dojechać i spędzić tydzień urlopu nad Bałtykiem, tyle że bez gwarancji słonecznej pogody i ciepłej morskiej wody.

Mniej niż 1500 zł od osoby zapłacimy za tygodniowy urlop na Riwierze Tureckiej, na Wybrzeżu Egejskim w Grecji, a także na Krecie i Rodos. W przedziale 1500-2000 zł mieszczą się najniższe ceny za pobyt w Egipcie: Hurghada - 1669 zł, Marsa El Alam - 1959 zł, Szarm el-Szejk - 1799 zł, Taba - 1859 zł, a także w Tunezji - od 1590 zł, w Chorwacji - od 1579 zł, na hiszpańskiej Majorce - od 1939 zł, jak również oferty z Grecji: Chalkidiki - od 1629 zł, Korfu - od 1800 zł, Kos - od 1752 zł czy Zakynthos - od 1628 zł.

Więcej niż 2000 zł od osoby za tydzień zapłacimy na Cyprze, gdzie ceny zaczynają się od 2035 zł, w Maroku - od 2459 zł, w Portugalii - od 2158 zł, w Izraelu - od 2504 zł, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich - od 3248 zł, w Gruzji - od 3119 zł, na hiszpańskiej Ibizie - od 2619 zł i na Gran Canarii - od 2559 zł.

Ceny te (najtańszej oferty) nie do końca informują o faktycznym koszcie pobytu. Ten będzie wyższy, w zależności od formy wyżywienia i różnego rodzaju opłat czy dopłat (np. za sejf, napoje do posiłków, dostęp do Internetu, wynajęcie parasola i leżaka na plaży, miejsce w pokoju jednoosobowym, za pokój z widokiem na morze itd.).

O czym informuje MSZ

Zmieniła się forma komunikatów ostrzegawczych dla polskich turystów ogłaszanych przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Są one teraz czterostopniowe: zachowaj zwykłą ostrożność, ostrzegamy przed podróżą, nie podróżuj i opuść natychmiast. Są to nie tylko komunikaty informujące o zagrożeniu terroryzmem czy wojną domową, ale i o spodziewanych zakłóceniach w komunikacji morskiej czy lotniczej z powodu tajfunu, o możliwości wystąpienia powodzi, o przypadkach zachorowań na groźną chorobę itd.

Warto do tych komunikatów zaglądać, a w przypadku wyjazdów do krajów egzotycznych, zwłaszcza na własną rękę, powinno się podróż (jej termin, znane etapowe miejsca pobytu, sposób kontaktu) zarejestrować w systemie e-konsulat, prowadzonym przez polską służbę konsularną. W razie nagłej potrzeby łatwiej będzie nas odszukać czy przekazać ważne ostrzeżenie.

Warto pamiętać, że informacje i ostrzeżenia podawane przez MSZ mają charakter wyłącznie informacyjny i nie mogą stanowić podstawy do jakichkolwiek roszczeń.

W tym roku MSZ stanowczo odradza wyjazdy do Syrii, Mali i w afrykańską strefę Sahelu (obszar na południe od Sahary), a także do niektórych prowincji w Libii. Odradza albo nakazuje ostrożność w wyjazdach na południe Maroka, Algierii, Tunezji, do egipskich miast w strefie Kanału Sueskiego, do Mozambiku, a także na pogranicze Turcji z Syrią i Irakiem. Mimo że tegoroczne komunikaty nie są tak alarmujące jak ubiegłoroczne, należy być ostrożnym. Warto też wykupić turystyczne ubezpieczenia.

Instytut Turystyki wyliczył, że w 2012 r. z podróży czarterowych skorzystało 1,65 mln osób. Ale w tej grupie byli również cudzoziemcy

Marek Henzler

© Polityka sp. z o.o. S.K.A. 1991-2014

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.