Szef odchudzonego Google’a
Kariera Sundara Pichaia jest jak scenariusz z motywacyjnego filmu. Indyjski zdolny imigrant dostał stypendium na amerykańskiej uczelni i wybił się w Dolinie Krzemowej
Maj 2015 r. Sala w największym centrum kongresowym w San Francisco pęka w szwach. Kolejne 2 mln ludzi oglądają widowisko przez internet. Na scenę w akompaniamencie aplauzu wchodzi szczupły, wysoki Hindus po czterdziestce. Ubrany raczej na luzie, koszula i sweter zamiast garnituru. Zaraz zdradzi szczegóły dotyczące nowego Androida M. To Sundar Pichai, gwiazda Doliny Krzemowej.
Pichai został szefem odchudzonego Google’a. To efekt restrukturyzacji i segregowania biznesów - Google został spółką córką holdingu Alphabet. Hindus ma teraz na głowie wyszukiwarkę, reklamy, mapy, YouTube’a, Androida i sklep z aplikacjami.
Larry Page na firmowym blogu nowego szefa Google’a opisał w samych superlatywach. To zrozumiałe, częściowo zapewne przypudrowane kurtuazją, ale Pichai dowiódł już swojej wartości. Nie bez powodu określa się go mianem najbardziej zaufanego kapitana Page’a.
Pichai urodził się w Indiach. Wyjechał do USA, bo wygrał stypendium. Od dziecka interesował się technologią, o czym opowiedział "Bloombergowi" jego ojciec, elektryk. Senior rodu Pichai wyprawił syna do Ameryki, ofiarując mu ok. tysiąca dolarów, równowartość swoich rocznych zarobków.
Sundar Pichai studiował na Uniwersytecie Stanforda, podobnie, jak Brin i Page. Po latach w wywiadach opowiadał, że był zachwycony Ameryką, a czasem przerażony, zwłaszcza cenami.
W Google’u zaczął pracować w 2004 r. W dniu, gdy miał rozmowę kwalifikacyjną, Google zaprezentował światu wersję beta poczty Gmail. Przydzielono go do zespołu rozwijającego ten mały pasek wyszukiwania w prawym górnym rogu przeglądarek Mozilla czy Internet Explorer. Ważne było, by szukając czegokolwiek, internauta korzystał z wyszukiwarki Google’a. Pichai stwierdził, że firma powinna stworzyć własną przeglądarkę. Dzięki temu użytkownik miałby bezpośredni dostęp do wyszukiwarki, co przełoży się na wpływy z reklam. Eric Schmidt, ówczesny prezes Google’a, miał zastrzeżenia, twierdził, że firma nie powinna angażować się w rywalizację na rynku przeglądarek, bo to zbyt kosztowne. Pichai miał poparcie założycieli. Dostał zielone światło.
Ten pierwszy sukces Pichaia nazywa się Chrome i jest zainstalowany w co trzecim komputerze czy smartfonie na świecie. Później przeglądarka wyewoluowała w system operacyjny. Sprzedaż chromebooków, czyli tanich laptopów z Chrome OS w USA, sięga już 20 proc. całkowitej sprzedaży laptopów. Wskaźnik ten z roku na rok rośnie. Pichai dostał za to awans na wiceprezesa oraz nowe projekty do rozwinięcia - Gmaila i usługę chmurową Dokumenty Google. Został też członkiem L-Team - grupki głównych menedżerów odpowiadających bezpośrednio przed Page’em. W 2014 r. zaczął kierować rozwojem Androida, zastępując jego twórcę Andy’ego Rubina. Jest czym zarządzać, bo Android zainstalowany jest w ponad 1,2 mld urządzeń na świecie.
Zasługi zasługami, lecz amerykańscy komentatorzy spekulują, że Pichai został szefem Google’a, bo Page chciał go zatrzymać w firmie. Twitter obecnie nie ma prezesa, a branżowe plotki głoszą, że zarząd widziałby w tym fotelu właśnie Pichaia. Już trzy lata temu niemal dogadał się z Twitterem, ale dostał w Google’u podwyżkę, mocniej wiążąc się z firmą. Był także wymieniany na liście kilku potencjalnych prezesów Microsoftu. Ostatecznie stanowisko to przypadło w zeszłym roku Satyi Nadelli, również indyjskiemu imigrantowi.
@RY1@i02/2015/156/i02.2015.156.000001600.803.jpg@RY2@
bloomberg
Sundar Pichai zaczął pracować w Google’u w 2004 r.
Krzysztof Majdan
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu