Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Globalne korporacje chcą, by Polacy mało zarabiali

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Korporacja to twór bez właściciela, z rozmytą decyzyjnością i odpowiedzialnością. Setki e-maili potrzebnych do podjęcia prostej decyzji. Firmy rodzinne są dużo bardziej elastyczne i mogą przetrwać dłużej - mówi Marek Roleski, właściciel firmy Roleski największego w Polsce producenta musztard, majonezów i keczupów

Ile to wszystko jest warte?

To zależy od tego, kto chce kupić. Są tacy, którzy wyceniają mnie na miliard złotych. Mnie - czyli to wszystko, co pan tu widzi, a poza tym nasze dobra niematerialne, pozycję na rynku, renomę marki i firmę, pod którą działamy, a która jest moim nazwiskiem.

Ustawia się kolejka chętnych?

Często dostaję oferty kupna. Ale ja firmy nie oddam. Za żadne pieniądze. Nie po to ją założyłem i przez tyle lat budowałem, by ją sprzedawać. Firma Roleski ma trwać wiecznie.

Poważne zobowiązanie.

Zapisałem je w konstytucji firmy. To obszerna księga, która doprecyzowuje w sposób możliwie doskonały, w jaki sposób firma ma funkcjonować. Także wtedy, kiedy mnie już zabraknie. Jesteśmy pierwszą polską firmą, która taki dokument stworzyła.

I co w tej konstytucji jeszcze pan zapisał?

Dokument narzuca moim następcom pewne zachowania, od których nie mogą odstąpić. Nie będą mogli na przykład przeznaczyć więcej niż 5 proc. dochodu na konsumpcję, a jeśli ktoś zechce odejść z firmy, to będzie mógł to zrobić jedynie w momencie dogodnym z punktu widzenia dobra spółki, tzn. kiedy firma będzie w stanie wypłacić w ratach należności liczone od wartości inwentaryzacyjnej. Inne wartości nie będą brane pod uwagę.

Co w polskim prawie doskwiera panu najbardziej?

Proszę bardzo, przykład. Wielu polskich pracowników narzeka, że zarabia za mało. Jako właściciel firmy chcę im dać szansę na wyższą pensję, ale nie mogę. To nasze państwo nie pozwala im zarabiać więcej... Jak to? No to weźmy pracę w weekendy. Jeśli ktoś chce popracować w sobotę i niedzielę, muszę dać mu za to dwa dni wolnego. Wie, że jak popracuje w weekend, to będzie musiał to odsiedzieć w domu i wcale więcej nie zarobi. Mogę więc zadać pytanie: dla kogo jest kodeks pracy?

Ale pracownicy faktycznie mało zarabiają, koszty pracy nie są wysokie i to stanowi właśnie przewagę konkurencyjną firm z Polski.

Taka jest propaganda. Mówiono nawet o tym, że stajemy się Chinami Europy. Na tym, by w Polsce zarabiało się mało, zależy głównie globalnym korporacjom.

Kultura korporacyjna nie jest przygotowana do tworzenia stanowisk opartych na pracy własnych rąk. Nie stworzyła szkół zawodowych, szkół uczących fachu.

Kultura korporacyjna wykreowała modę na szkoły biznesu, handlu, a nie na tokarzy, piekarzy, frezerów, spawaczy. Nie ma tych specjalistów za granicą, więc sięga się po Polaków, którzy są bardzo dobrymi fachowcami. Przez lata wykształciliśmy wspaniałych pracowników, a Zachód ich nam teraz zabiera.

Konkurencja w postaci taniej siły roboczej z Polski stała się szansą dla wielu firm z rodzimym kapitałem. Produkują, zatrudniają. Robią np. marki własne dla marketów. Pan też robi musztardy dla innych marek.

Ja też robię marki obce, ale dla takich, z którymi możemy się porozumieć, i dla tych firm, które wiedzą, że taniej nie da się tego zrobić. Robimy praktycznie dla całego świata, np. marki Knorr, Calve, Hellmanns, Kuner, Amora, Maille itd.

Łatwo mówić, gdy pozycja rynkowa daje praktycznie niezagrożoną lokatę. A co ma zrobić mniejszy wytwórca? Idzie na rozmowę o współpracy z siecią dyskontową.

Produkować dla dyskontów? W życiu. Współpracowałem z nimi króciutko i mam bardzo złe doświadczenia. Uważam, że już najwyższa pora, by zrobić rachunek sumienia razem z rachunkiem ekonomicznym i podliczyć, ile dyskonty przynoszą strat naszej gospodarce i jak ją hamują.

Dyskonty takie jak Aldi czy Lidl wyrosły jako firmy rodzinne. A te pan ceni. Co zdecydowało o sukcesie biznesowym Roleskiego?

Upór w dążeniu do celu. Kiedy byłem młody, o takim żelaznym uporze pisano w gazetach "bolszewicki". Konsekwencja. Stawianie na rozwój. Ale przede wszystkim to, że jesteśmy firmą rodzinną, że nie pchamy się na giełdę, nie ścigamy się. Myślimy długoterminowo, a nie w kategoriach szybkiego zysku. Nie tak jak w korporacjach, gdzie koncentrują się na tym, jak wyciągnąć najlepszy wynik na koniec roku, by prezes dostał sowitą premię. Ciekawe, iż za to, że jesteśmy firmą rodzinną, cenią nas nawet bardziej za granicą niż w Polsce.

W Stanach Zjednoczonych każdy student, który chce mieć dyplom MBA, musi poznać specyfikę prowadzenia firmy rodzinnej. To pokazuje, jak Amerykanie doceniają taką formułę i odpowiedni dla niej sposób prowadzenia. Dla firmy rodzinnej bardzo ważna jest społeczna odpowiedzialność. Nie taka jak ją rozumieją korporacje. Dla nich to tylko wizerunkowy slogan. Dla nas to świadomość, że każda firma rodzinna działa w lokalnej społeczności, daje pracę swoim, wspiera region. Szukamy więc lokalnych dostawców, kupujemy u polskich dostawców. Polskość przedsiębiorstwa, z którym współpracujemy, jest dla nas bardzo ważna.

Firma rodzinna to też większa elastyczność.

Siła przetrwania firm rodzinnych jest znacznie większa niż korporacji. Wynika to w dużej mierze ze struktury zarządzania oraz z motywacji, a czasem nawet determinacji rodziny właścicieli. Bo czym jest korporacja? To twór bez właściciela, z rozmytą decyzyjnością i odpowiedzialnością. To setki e-maili, żeby podjąć jedną, nawet prostą decyzję. W sporze o koncepcję prowadzenia biznesu między modelem korporacyjnym a rodzinnym jestem nieco stronniczy. Ale nikt nie zaprzeczy, że to korporacje mają za wyznanie wiary, iż liczy się tylko zysk, tu i teraz. Że to one budują globalny model zachłannej konsumpcji sprzeczny z potrzebą zrównoważonego rozwoju. Że nie potrafią uszanować ograniczeń, które wynikają z tradycji, kultury i przyjętej na jakimś kawałku ziemi obyczajowości. A przy tym wszystkim słabo szanują człowieka i jego pracę, wolą kupić wykształconego, niż go wykształcić, a od pewnego poziomu w hierarchii, wytwarzają na dodatek własne inkubatory nieróbstwa. Najbardziej przerażające jest jednak to, że zawsze, gdy korporacja stanie na krawędzi bankructwa, znajdzie się jakiś rząd, który ją uratuje. Nie to, co w przypadku firmy rodzinnej.

@RY1@i02/2015/108/i02.2015.108.000001400.802.jpg@RY2@

MAT. PRASOWE

Marek Roleski: jego nazwisko jest marką wartą miliard złotych

Rozmawiał Szymon Ostrowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.