Economicus
Economicus 2015 zmierza w kierunku rozstrzygnięcia. Dziś prezentujemy książki nominowane w kategorii tłumaczenie zagranicznej książki ekonomiczno-biznesowej. Oto dziesiątka, naszym zdaniem, najlepszych. Zwycięzcę poznamy 15 maja podczas uroczystej gali na Warszawskich Targach Książki
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.812.jpg@RY2@
"Architekci innowacyjności"
Przesłanie książki jest proste: Paddy’emu Millerowi i Thomasowi Wedellowi-Wedellsborgowi chodzi o to, że innowacyjność nie powstaje na specjalnych szkoleniach lub podczas żenujących burz mózgów. Niewiele w temacie innowacji pomogą też tak innowacyjne metody, jak wstawienie do sali konferencyjnej piłkarzyków do gry. Bo innowacyjność - twierdzą autorzy "Architektów..." - powinna być jak świeże powietrze, którym się w firmie oddycha. Musi istnieć przez cały czas, jakby od niechcenia. Tak by nie dochodziło do utraty innowacyjności na różnych etapach firmowej codzienności. Taka innowacyjność kosztuje niewiele. Gdy czytamy Millera i Wedella-Wedellsborga, ten cel wydaje się na wyciągnięcie ręki. I to już jest przynajmniej jakiś punkt zaczepienia dla każdego, kto chciałby zrobić z tą książką coś więcej, niż tylko ją przeczytać, a potem odstawić na półkę.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.813.jpg@RY2@
"Big Data"
Dane, dane, dane. Wszyscy znamy anegdoty dowodzące, że dziś w ciągu jednego dnia uderza w nas więcej informacji niż nasi przodkowie przyswajali przez całe życie. Zdaniem Viktora Meyera-Schoenbergera i Kennetha Cukiera to zarazem prawda i nieprawda. Prawda - bo od danych nie sposób dziś uciec w żadnej dziedzinie życia. Ale jednocześnie wielka chmura z informacjami bywa też mgławicowym złudzeniem. Często nie można wyciągnąć z niej tego, czego nam potrzeba. Nie mówiąc już o zagrożeniach. Meyer-Schoenberger i Cukier postanowili ten poznawczy chaos uporządkować, łącząc spojrzenie zajmującego się internetem akademika z Oksfordu (Meyer-Schoenberger) z perspektywą dziennikarza (Cukier) piszącego o nowych technologiach w tygodniku "The Economist". Taki zestaw okazał się dobrą receptą na pouczającą książkę.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.814.jpg@RY2@
"Biznes do góry nogami wywrócony"
Richard Branson to jeden z największych biznesowych guru naszych czasów, który w złoto zamienia wszystko, czego się dotknie. Sklep muzyczny w Londynie, studio nagrań, firma płytowa, linie lotnicze, komercyjne loty kosmiczne. Ten długi łańcuch sukcesów czyni z Bransona postać bez wątpienia intrygującą. Obiekt fascynacji kolejnych pokoleń nie tylko Brytyjczyków. Bransonowi bardzo to odpowiada, bo ostatnio produkuje książki jedna za drugą. I dzieli się w nich doświadczeniami. Styl Bransona - jak to w wielu tego typu publikacjach - może irytować. Zwłaszcza że autor często wpada w manierę: "popatrzcie, jaki jestem wspaniały, dlaczego wy jeszcze tacy nie jesteście". Z drugiej strony warto się z fenomenem Bransona zapoznać - choćby po to, by wiedzieć, jak myślą i jak działają ludzie, którym udało się odnieść wielki sukces.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.815.jpg@RY2@
"Czarny łabędź"
To najsłynniejsza książka Nicholasa Taleba. To dzięki niej ten były trader, obecnie zawodowy pisarz i mówca zyskał opinię "Sokratesa XXI wieku". Czy zasłużenie? Pozostaje kwestią dyskusyjną. Trzeba jednak powiedzieć, że jeśli już czytać książki Taleba, to właśnie "Czarnego łabędzia". Bo to pozycja przemyślana i poparta sporą erudycją, choć momentami przegadana. Główny argument Taleba nie jest może oryginalny. Libańczyk (z amerykańskim paszportem) dowodzi tu, że raz na jakiś czas w każdym wycinku rzeczywistości zdarzają się wypadki zupełnie nieprzewidywalne. Dlatego wszelkiego rodzaju rachuby i budowane wokół nich złudne poczucie pewności jest niepotrzebnym zawracaniem głowy. Taleb wolałby, żeby świat był oparty na sceptycyzmie i na zrozumieniu, jak wiele nie wiemy. Bo wówczas moglibyśmy oszczędzić sobie wielu kłopotów. I w polityce, i w gospodarce, i na giełdzie. Taka wizja świata, który wie, że nic nie wie, jest talebowską utopią. Choć nienową, to w gruncie rzeczy dosyć ożywczą.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.816.jpg@RY2@
"Doktryna Ateny"
Świat powinien być bardziej kobiecy, a wtedy wszystkim byłoby lepiej. Taka jest teza książki Johna Gerzemy i Michaela D’Antonia. Autorzy stworzyli tu obraz po części reporterski, a trochę oparty na oryginalnym międzynarodowym badaniu empirycznym. I jeden, i drugi trop wiedzie nas w kierunku stwierdzenia, że stawianie na współpracę, dzielenie się i komunikację jest niezawodną drogą do sukcesu. W tym również ekonomicznego.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.817.jpg@RY2@
"Gospodarka za 100 lat"
Ignacio Palacios-Huerta, profesor zarządzania z London School of Economics, skrzyknął grupę ekonomistów. I to nie byle jaką. Są tu zarówno nobliści: Alvin E. Roth, Robert Solow czy Robert Shiller, jak i kilku murowanych kandydatów do tej nagrody: Daron Acemoglu i Angus Deaton. Temu doborowemu gronu Palacios-Huerta postawił za cel opisanie gospodarki za lat 100. Czyli zażądał od nich wejścia w buty Johna Maynarda Keynesa, który w 1930 r. opublikował esej "Ekonomiczne perspektywy dla naszych wnuków". Ekonomiści z zadania wywiązali się wzorowo. Nudy i banału jest mało. Kilku autorów zdobyło się nawet na poczucie humoru. Chyba najbardziej Avinash Dixit z Princeton, który zabawnie szkicuje relacje pomiędzy Międzynarodowym Funduszem Walutowym (z siedzibą w Singapurze) a zadłużonymi Ameryką i Europą, których obywatele nie mogą się obyć bez helikoptera w każdym gospodarstwie domowym.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.818.jpg@RY2@
"Liderzy jedzą na końcu"
Autor to 42-letni nowojorski konsultant i wykładowca Simon Sinek. A zatem przedstawiciel młodszego pokolenia wśród amerykańskich motywacyjnych guru. Jak przystało na młodego wilka, Sinek przynosi z sobą powiew świeżego idealizmu. Niby nic bardzo odkrywczego nie pisze. Po prostu dowodzi, że w pracy nie warto być cynikiem indywidualistą. Takim, co to nikomu w pełni nie zaufa i nie weźmie odpowiedzialności za nikogo poza sobą samym. Ze szkodą dla organizacji, w której kultura cynicznego indywidualizmu łatwo stanie się normą postępowania. Owszem, taka organizacja może i będzie odnosiła sukcesy, ale nigdy nie osiągnie pełni potencjału, do jakiego by mogła pretendować.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.819.jpg@RY2@
"Mapa i terytorium"
Książka byłego szefa Fed nie miała zbyt ciepłego przyjęcia. Gdy wchodziła na rynek, została wprawdzie odnotowana przez kogo trzeba, lecz spora część recenzji miała charakter rytualny. Im bardziej oględnie o "Mapie i terytorium" pisały najważniejsze media opiniotwórcze, tym ostrzejsze były recenzje w tych z drugiego szeregu. Zarzucano Greenspanowi wprost, że pisze o kryzysie 2007-2008, jakby jego dojrzewanie śledził z pozycji niezaangażowanego obserwatora, a nie człowieka, który przez poprzednie trzy dekady z okładem nadawał ton amerykańskiej polityce ekonomicznej. Ale nawet mimo tej krytyki Greenspan to jednak Greenspan. A jego książkę da się czytać jako opowieść byłego VIP-a, który zawsze był fetowany za pragmatyzm pozwalający mu skutecznie reagować na wybuchające kryzysy. Jednocześnie my, czytelnicy, mamy nad nim pewną przewagę. Wiemy, że ta Greenspanowska metoda w jakimś sensie... zawiodła. Stając się jedną z przyczyn wybuchu kryzysu 2008 r. I to czyni tę książkę jeszcze ciekawszą.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.820.jpg@RY2@
"Reformy systemu emerytalnego"
Emerytury były w Polsce tematem numer jeden kilku minionych politycznych sezonów. Wszystko z powodu częściowego "odkręcenia" prywatyzacji systemu zabezpieczeń społecznych, na co zdecydował się rząd Donalda Tuska. W czasie gorącej debaty o emeryturach takich książek jak ta bardzo brakowało. Bo "Reformy..." Nicholasa Barra i noblisty Petera Diamonda to próba szerokiego spojrzenia na to, jak z problemem emerytalnym radziły sobie w minionych dekadach inne kraje. A radziły sobie bardzo różnie. Autorzy dalecy są jednak od sformułowania jednej i działającej pod każdą szerokością geograficzną emerytalnej recepty. Bardziej można tu wyczytać przestrogi, czego nie robić, niż wskazówki, co koniecznie musi zostać zrobione. Tak jest uczciwiej.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.821.jpg@RY2@
"Śmierć pieniądza"
Wojna nie musi oznaczać ataku za pomocą czołgów albo lotnictwa. A apokalipsa wcale nie będzie oznaczała wielkiej katastrofy klimatycznej albo wybuchu wojny nuklearnej. Inwestor i doradca ds. bezpieczeństwa międzynarodowego James Rickards od lat przekonuje, że prawdziwym zagrożeniem są wojny walutowe. Oraz powiązana z nimi perspektywa upadku dolara odgrywającego przez wiele dekad rolę niekwestionowanego pieniądza rezerwowego. A więc również zwornika światowego systemu gospodarczego. Jeśli dolar upadnie, to prawdopodobnie nie będzie go w stanie zastąpić żadna z istniejących walut. A wtedy czeka nas chaos. Witamy w XXI w.
@RY1@i02/2015/079/i02.2015.079.000002900.822.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu