Pomysł na biznes nie tylko dla najbogatszych
FRANCZYZA Rosnąca konkurencja na rynku obniża koszty, jakie trzeba ponieść, żeby zacząć działać na swoim, chociaż pod obcym logo. Nie jest to jednak normą we wszystkich sektorach
Z roku na rok obniżają się kwoty, jakie trzeba wydać, żeby uruchomić własną działalność w formie franczyzy. W 2015 r. średnio było to 786,8 tys. zł netto, o 9,6 tys. zł, czyli o 1,2 proc. mniej niż rok wcześniej - wynika z danych firmy Profit System. Choć oczywiście są branże, w których za wejście na rynek trzeba było zapłacić więcej niż rok wcześniej.
Spadające stawki są efektem ogromnej konkurencji. Franczyzodawcy, by przyciągnąć do siebie inwestorów, stosują upusty i promocje. Innym powodem jest obranie przez sieci nowego kierunku ekspansji - przybywa takich, które stawiają na mniejsze miasta. Efektem jest dostosowanie warunków przystąpienia do sieci do możliwości finansowych potencjalnych inwestorów. Odbywa się to często przez opracowanie nowego konceptu, najczęściej mniejszego, a i w rezultacie wymagającego od przedsiębiorcy niższych nakładów finansowych. W ostatnich latach widać duży wysyp placówek w formacie ekspres.
Do spadku kwoty inwestycji przyczynia się przede wszystkim sektor usługowy, w którym o przedsiębiorcę walczy obecnie najwięcej firm - aż 550. To ponad pięć razy tyle co jeszcze dekadę temu. W skali ostatniego roku natomiast liczba sieci zwiększyła się o 18, czyli o 3,4 proc. Zadebiutowały 54 firmy, jednocześnie jednak 36 postanowiło wycofać się z rynku. Średnia kwota wydana na uruchomienie nowej placówki franczyzowej wynosiła w tej branży 1,3 mln zł. W porównaniu z 2014 r. zmniejszyła się o 2,1 proc.
Gastronomia ciągnie w dół
Ale i w usługach jest zróżnicowanie. Gastronomia, gdzie konkurencja jest największa, zaniża koszty. Odsprzedaż licencji na biznes oferuje już 176 firm i w tym segmencie co roku pojawia się najwięcej nowych graczy; w 2015 r. przybyło kolejnych 21. W związku z tym obecnie na własną restaurację czy bar wystarczy średnio 198 tys. zł. Dla porównania jeszcze w 2014 r. kwota ta przekraczała 213 tys. zł.
Coraz popularniejszą formą obniżania kosztów inwestycji stosowaną przez franczyzodawców jest oferowanie tańszej i droższej wersji biznesu. Przykładem może być marka Fun Pizza, pod którą lokal można otwierać w wersji ekspres, czyli nastawionej na obsługę klientów zamawiających na wynos i z dostawą do domu, oraz tradycyjnej, czyli z salą konsumpcyjną. W przypadku bogatszej wersji franczyzobiorca powinien przygotować się na wydatek minimum 35 tys. zł. Taka kwota wystarczy, przy założeniu, że wyposażenie restauracji zostanie wzięte w leasing. Przy formacie ekspres wystarczy dysponować ok. 20 tys. zł. Do tego, jak deklaruje sieć, od franczyzobiorcy nie jest pobierana opłata wstępna, czyli za dostęp do know-how.
W Stopiątce i Red Hot Chicken, choć koszt inwestycji sięga 140 tys. zł, wystarczy, że przyszły partner biznesowy dysponuje połową tej kwoty. Na pozostałą część firma Mastergrupa (właściciel obu sieci) udziela pożyczki. - Kredyt jest nieoprocentowany, udzielany z zasobów firmy. Partner zwraca pieniądze dopiero wtedy, gdy biznes zaczyna osiągać zysk. Zazwyczaj następuje to po roku do dwóch od otwarcia restauracji - informuje Marcin Ciesielski z firmy Mastergrupa. Przyznaje jednak, że nie każdy może liczyć na pożyczkę. - Otrzyma ją ten, kto jest wstanie zaangażować się w prowadzenie biznesu na 100 proc. - dodaje.
Innym sposobem na "zejście z ceny" jest postawienie przez franczyzodawców na coraz modniejsze food trucki, czyli na sprzedaż jedzenia z wózków oraz z przystosowanych do tego przyczep. Biznes w tej formie proponuje m.in. sieć Fritt’s Buddy, która rozwija się też w postaci lokali stacjonarnych. Firma ocenia wielkość inwestycji na 30-70 tys. zł. Na mobilność stawia też Pizza Bus, która koszty inwestycji w gotowy punkt wylicza na 42 tys. zł netto. Jak tłumaczy, chce w ten sposób zapełnić lukę na wsi, gdzie pizzerie z miasta nie chcą dowozić jedzenia albo robią to, ale po doliczeniu słonych opłat za transport.
Średnie koszty uruchomienia biznesu spadają też w sektorze nieruchomości, finansach i bankowości oraz doradztwie prawnym i gospodarczym. Są to te sektory w których liczba sieci zwiększa się w ostatnich latach najdynamiczniej i rosnąca konkurencja robi swoje. Choć eksperci dodają, że znaczenie ma również fakt, iż usługi przenoszą się do internetu. W związku z tym nie ma już potrzeby inwestowania w duże lokale, co obniża koszty związane z czynszem, ale i zakupem wyposażenia.
Handel droższy
W branży handlowej sytuacja jest odwrotna. Tu, żeby uruchomić interes, trzeba wydawać coraz więcej. Średnia kwota, jaką inwestują franczyzobiorcy, wzrosła w ostatnim roku do ponad 220 tys. zł, wobec 211 tys. zł rok wcześniej. Przyczyniła się do tego branża odzieżowo-obuwnicza, gdzie średnia inwestycja jest na poziomie 253,7 tys. zł; rok wcześniej było to 223,99 zł, czyli o ponad 13 proc. mniej.
Skąd ten wzrost, skoro liczba sieci cały czas się zwiększa, a więc rośnie konkurencja? Obecnie w tym sektorze odsprzedaż licencji oferuje 151 firm, wobec 148 rok wcześniej. Tylko w 2015 r. zadebiutowało 12 nowych konceptów, ale dziewięć jednocześnie postanowiło wycofać się z rynku.
Branża ceni się wysoko, ponieważ koniunktura na rynku jest dobra, a Polacy coraz chętniej wydają pieniądza na ubrania i buty w markowych salonach. Oczywiście decydujące znaczenie ma ich lokalizacja - preferowane są centra miast i galerie handlowe, a tu pozyskanie lokalu jest najbardziej kosztowne. Na kosztach odbijają się też oczekiwania co do jakości, na którą stawiają sieci działające w tej branży, a która jest wyrażana nie tylko w oferowanym asortymencie, ale też w wykończeniu i wyposażeniu salonu.
Jednak i w tej branży są sektory, w których koszty franczyzy spadają. Dotyczy to artykułów dziecięcych, sportowych, dla domu i ogrodu, art. zdrowotnych i aptek. I w tym przypadku powodem jest przede wszystkim przekierowanie oferty do mniejszych miejscowości. Zaproponowanie tam biznesu na warunkach, jakie sieci oferują przedsiębiorcom w większych miastach, nie ma więc sensu. I to nie tylko dlatego, że możliwości finansowe inwestorów z mniejszych ośrodków są ograniczone. Wynika to też z realiów lokalnych rynków, na których bezcelowe jest np. posiadanie lokalu o bardzo dużej powierzchni. Dlatego koncepty handlowe są modyfikowane i dostępne w skromniejszej wersji.
Ułatwić start
Niektóre sieci, chcąc zachęcić inwestorów, przejmują na siebie dużą część kosztów. Tak robi na przykład Komfort, który od tego roku proponuje model franczyzy depozytowej. W praktyce oznacza to, że firma niemal w całości ponosi koszty otwarcia placówki, finansując remont i wystrój sklepu. Franczyzobiorcą można zostać z kapitałem płynnym na poziomie 50 tys. zł. - To kwota, którą inwestor przekazuje nam tytułem opłaty wstępnej za przystąpienie do sieci. W nowym modelu uruchomiliśmy już 12 sklepów. Kolejny powstanie w grudniu - wyjaśnia Michał Stemplewski, menedżer klientów kluczowych firmy Sklepy Komfort.
Ustępstwa i zmiany w modelu prowadzonego biznesu sprawiają, że już około połowy z funkcjonujących franczyzodawców nie pobiera opłat za odsprzedaż know-how, wiele zawiesza na kilka miesięcy opłaty za działanie w ramach konceptu czy oferuje towar w komis. Liczba sieci, które oczekują nakładów na poziomie mniejszym niż 100 tys. zł, stale rośnie: w 2015 r. było 568 takich firm, dla porównania w 2010 r. niemal o połowę mniej.
@RY1@i02/2016/230/i02.2016.230.13000020d.801(c).jpg@RY2@
Inwestycje franczyzobiorców w placówkę franczyzową
Patrycja Otto
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu