Jesteśmy zainteresowani powoływaniem FINN-ów
Mirosław Barszcz: Nowe przepisy mogą rozruszać rynek. To szansa na zagospodarowanie biliona oszczędności zalegających na rachunkach bankowych
Czy FINN-y są potrzebne w Polsce?
Zdecydowanie tak. Wprowadzając ustawę, likwidujemy zapóźnienia. Szczególnie że na innych rynkach w Europie tego rodzaju instytucje działają od lat. Poza tym na rynku brakuje bezpiecznych instrumentów finansowych. A FINN do takich należy. Dziś inwestorzy mogą wybierać między również bezpiecznymi obligacjami lub lokatami. Te ostatnie nie dają już tak dobrych zysków jak kiedyś. Dlatego potrzebna jest alternatywa. FINN nią będzie. Da inwestorom między 4 a 8 proc. wzrostu w skali roku, w postaci dywidendy.
Czy mają państwo w planach stworzenie FINN-u?
Obecnie mamy w swoich zasobach 480 lokali wybudowanych w ramach programu Mieszkanie+. Na różnym etapie realizacji, czyli w fazie planowania lub budowy, jest ich już natomiast 10 tys., a do końca roku liczba ta wzrośnie do 30 tys., co daje inwestycje na poziomie 15 mld zł. To liczba i kwota, które uzasadniają utworzenie FINN-u, a dokładnie sekurytyzację aktywów przez taką spółkę. Dlatego planujemy powołanie tej instytucji, gdy wejdą w życie przepisy. Zgodnie z ustawą takie firmy nie będą mogły prowadzić działalności inwestycyjnej, czyli nie będą mogły budować mieszkań. Spółki FINN będą mogły kupować mieszkania, które już są wybudowane, zasiedlone. Dlatego chcemy zorganizować to tak, że my, czyli PFR Nieruchomości, będziemy inwestować w nieruchomości, zasiedlać te mieszkania. Już zasiedlone budynki będą sekurytyzowane przez FINN.
Czy ograniczenie FINN-ów tylko do rynku mieszkaniowego to dobry pomysł?
Na samym początku był plan, by objęły nieruchomości komercyjne. Potem pojawiły się opinie o ewentualnej bańce inwestycyjnej. O tym, że ten segment rynku jest przegrzany, że ceny są za wysokie. W efekcie wejście ustawy mogłoby być okazją dla inwestorów zagranicznych, dominujących w nieruchomościach komercyjnych, do wycofania się z inwestycji. To oznaczałoby, że polscy inwestorzy weszliby na ten rynek na tzw. górce. Dlatego ostatecznie ustawodawca zdecydował się na ograniczenie przepisów do rynku mieszkaniowego. Oczywiście mamy świadomość, że segment lokali na wynajem nie jest duży. Stanowi ok. 10 proc. zasobów. Dla porównania w Niemczech jest to 50 proc. Dlatego na początku popularność instytucji może nie być duża. Te zasoby jednak będą rosnąć, a nowe przepisy mogą rozruszać rynek. To szansa na zagospodarowanie biliona oszczędności zalegających na rachunkach bankowych. To okazja do zwiększenia finansowania rozwoju rynku polskim kapitałem, którego dziś nie ma na nim za dużo. ©℗
fot. Wojtek Górski
Mirosław Barszcz prezes zarządu BGK Nieruchomości
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu