Pełne samoloty i hotele, a wyniki nie będą lepsze
Branża ma powody do zadowolenia. Polacy chętnie podczas wakacji w tym roku wypoczywali poza domem. Niektórych firm nie uchroniło to jednak przed kłopotami
Sezon letni przyniósł spektakularny wzrost sprzedaży zagranicznych wycieczek. Jak podsumowuje Polska Izba Turystyki, popyt zwiększył się o 40 proc. w porównaniu do 2017 r. Od początku roku natomiast można mówić o przyroście na poziomie około 30 proc. Taka sytuacja znalazła odzwierciedlenie w kondycji branży. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej oraz BIG InfoMonitor, kwota przeterminowanych zaległości praktycznie nie zmieniła się w skali ostatniego roku. Sięga 66,4 mln zł, czyli jest o 1,6 mln większa. Jedynie, co uległo zmianie, to liczba niesolidnych dłużników. Tych przybyło, i to aż o 18 proc., i dziś jest ich 730.
Niezapłacone bieżące rachunki
– Największą grupę wśród analizowanych firm stanowią organizatorzy turystyki, czyli największe firmy, których marki są powszechnie znane. To właśnie one ponoszą odpowiedzialność wobec klientów za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy o świadczeniu usług turystycznych. Aż 8 proc. z nich nie reguluje swoich zobowiązań finansowych na czas – wyjaśnia Sławomir Grzelczak, prezes BIF InfoMonitor.
Zdaniem ekspertów rynku turystycznego wyniki byłyby jeszcze lepsze, gdyby nie trudności, z jakimi musieli mierzyć się w tym roku touroperatorzy. Liczyli na jeszcze większą sprzedaż, pod którą przygotowali swoje letnie programy. W efekcie część wycieczek musieli sprzedawać w cenach niższych niż pierwotnie zakładali, by znaleźć na nie nabywców i pokonać konkurencję. A wszystko to przy wyższym poziomie kosztów niż przed rokiem. Rezultatem obu tych tendencji, jak zauważają analitycy TravelData, jest presja na spadek marż realizowanych na imprezach turystycznych i w konsekwencji na poziom wyników finansowych organizatorów, które, jak prognozuje branża będą o kilka procent słabsze niż przed rokiem. W 2017 r. 30 największych graczy na rynku turystycznym zarobiło na czysto o 3,9 proc. mniej niż w 2016 r.
Uwzględniając rekordzistę, który ma 24 mln zł niespłaconych rat kredytów i faktur wystawionych przez dostawców usług i towarów, średnia kwota zaległości firmy związanej z turystyką wynosi 90 tys. zł. Bez niego już tylko 57,9 tys. zł.
– Uważam, że mimo wszystko sytuacja w sektorze jest dobra. Średnia kwota zaległości nie stanowi większego kłopotu nawet dla niewielkiej firmy. Poza tym dowodzi, że podmioty zalegają po prostu z bieżącymi rachunkami, które szybko można spłacić – komentuje Pawel Niewiadomski, prezes Polskiej Izby Turystyki.
Nowe przepisy nie zaszkodzą
1 lipca weszła w życie ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych. Zgodnie z nią to organizator wyjazdu ponosi odpowiedzialność za… wszystko. Nie ma znaczenia, czy usługi wykonane są przez niego, czy przez innych dostawców. Zdaniem ekspertów nie ma ona jeszcze odzwierciedlenia w kondycji finansowej branży. Reklamacje z tytułu wycieczek w sezonie letnim dopiero spływają. Biura spodziewają się, że będzie ich więcej, głównie z powodu dużej liczby nieterminowych lotów.
– Odsetek reklamacji na poziomie 1 proc. to dopuszczalna sytuacja, która dotąd miała miejsce – tłumaczy Piotr Henicz, wiceprezes Itaki.
Według Piotra Niewiadomskiego touroperatorzy nie powinni się jednak obawiać, że nowe przepisy mogą negatywnie wpłynąć na ich działalność. – Nawet jeśli biuro poniesie względem klienta odpowiedzialność finansową za spóźniony lot, może potem dochodzić wypłaconej kwoty od przewoźnika. Nowe przepisy dopuszczają bowiem regres – tłumaczy.
Lato dobrych cen
Powodów do zmartwienia nie mają też polscy hotelarze, właściciele pensjonatów, a także pośrednicy sprzedający miejsca noclegowe w kraju. Turystów nie zabrakło w górach, na Mazurach i nad morzem.
– Już zeszły rok był dla nas niezwykle udany, ale w tym sezonie zanotowaliśmy kolejne, nawet dziesięcioprocentowe wzrosty – komentuje Krystyna Wróblewska, założycielka VacationClub, platformy oferującej wynajem wakacyjnych apartamentów.
Zachodniopomorscy hotelarze podsumowują natomiast, że mieli średnie obłożenie w lipcu na poziomie ponad 90 proc. – Wakacyjna oferta nad polskim morzem nadal stanowi konkurencję dla zagranicznych kurortów. Czarne prognozy, że ten sezon będzie gorszy od zeszłorocznego, nie sprawdziły się – mówi Kinga Łata, dyrektor operacyjna Zdrojowa Invest & Hotels, która posiada hotele na zachodnim Wybrzeżu. Z danych podawanych przez spółkę wynika, że w lipcu nadmorskie hotele były prawie pełne i trudno było o wolny pokój.
Branży turystycznej sprzyjała w tym roku pogoda, koniunktura utrzymująca się w gospodarce i pozytywna ocena bezpieczeństwa w naszym regionie, przyciągająca gości spoza kraju. Z ich punktu widzenia znaczenie mają również ceny, niższe niż w większości zagranicznych kurortów, za standard bazy turystycznej nieodbiegający od tego, co można otrzymać na zachodzie Europy. Przyjezdnych z innych krajów było w tym roku sporo, głównie z Niemiec i Skandynawii, ale też z Anglii.
Duży popyt pozwolił hotelarzom podnieść ceny usług. Jak podsumował Grzegorz Kołodziej, ekspert platformy rezerwacyjnej Nocleg.pl, w lipcu koszt noclegu w wybranych miejscowościach nadmorskich wzrósł nawet o 75 proc. W sierpniu było już taniej, do czego przyczyniły się sinice, ale nadal, jak mówią hotelarze, poziom cen był dla nich zadowalający.
W dużych miastach i popularnych miejscowościach górskich ceny także poszły w górę. – W Krakowie za jedną noc, dla jednej osoby stawka wzrosła aż o 142 proc. w okresie wakacyjnym w porównaniu do 2017 r. W Karpaczu było o 85 proc. drożej – podsumowuje ekspert Nocleg.pl.
Przybywa firm w kłopotach
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu