Spożywczy ekorynek z zadyszką
Choć sprzedaż ekologicznej żywności rośnie, jej producentów ubywa . To efekt ogromnej konkurencji, niskich cen i słabo rozwiniętej sieci dystrybucji
Ubywa producentów żywności ekologicznej. Na koniec 2017 r. działało ich w Polsce 21,4 tys., o niemal 2 tys. mniej niż rok wcześniej – wynika z najnowszych danych Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Taka sytuacja to efekt przede wszystkim rezygnacji z ekologicznych metod produkcji przez rolników, co przyczyniło się do spadku, już trzeci rok z rzędu, powierzchni tego rodzaju upraw. Dziś wynosi ona niecałe 500 tys. ha, co jest najgorszym wynikiem od co najmniej 2011 r.
Krótkotrwały boom
Kilka lat temu wielu rolników i wytwórców zauważyło, że na ekologiczne produkty jest ssanie z rynku. Popyt rósł w tempie kilkudziesięciu procent w skali roku, co przy dobrych cenach prowadziło do masowego przechodzenia z konwencjonalnych metod produkcji rolnej na ekologiczne. Proces ten dodatkowo stymulowały środki z Unii Europejskiej, które można było pozyskać na ekobiznes w rolnictwie i przetwórstwie.
Popyt na tego rodzaju żywność ze strony konsumentów nie rósł jednak tak szybko, jak oczekiwano i po paru latach okazało się, że ekologicznych jabłek, marchwi czy malin jest na tyle dużo, że trudno na nich zarabiać. W dodatku w rolnictwo ekologiczne na większą skalę zaangażowali się rolnicy z innych krajów. – Na rynku zaczęli pojawiać się nowi gracze. Myślę przede wszystkim o Ukrainie, Bułgarii czy Węgrzech. To doprowadziło do zwiększenia podaży, za którą nie nadążał popyt – tłumaczy jeden z naszych rozmówców z branży. To odbiło się na cenach, zarówno na rynku krajowym, jak i międzynarodowym. Ten drugi nawet bardziej interesuje producentów, bo w związku z tym, że nasz rynek jest stosunkowo niewielki, branża więcej zarabia na eksporcie.
Daleko w tyle
Choć w Polsce sprzedaż zdrowej żywności rozwija się w dwucyfrowym tempie, wciąż jest niewielka. Według raportu IMAS International w 2015 r. była szacowana na ok. 700 mln zł. Obecnie mówi się, że jest to ok. 1 mld zł, czyli mniej niż 1 proc. całego krajowego sektora spożywczego. Dla porównania w Austrii ten segment odpowiada za ponad 6 proc. rynku, w Szwajcarii za prawie 8 proc., Danii za więcej niż 8 proc., a średnia unijna to ok. 4 proc. Polak wydaje na zakup ekologicznych produktów przeciętnie ok. 4 euro rocznie. To aż kilkadziesiąt razy mniej niż mieszkańcy zachodniej Europy. Jak wynika z badań IMAS International, 35 proc. konsumentów wcale nie kupuje tego rodzaju produktów, a zaledwie 8 proc. sięga po nie regularnie przynajmniej raz w tygodniu.
Zdaniem ekspertów sytuacje, poprawiłaby promocja tego rynku, której w tej chwili nie ma.
– Potrzebne jest stałe wsparcie sprzedaży w postaci kampanii marketingowej, najlepiej w telewizji. Powinna być ona nakierowana na informowanie o walorach tego rodzaju produktów – uważa Urszula Sołtysiak z Polskiej Izby Żywności Ekologicznej.
Tanio jak nigdy
Producenci mierzą się w tym roku z rekordem niskich cen. Jeszcze kilka lat temu za ekomalinę w skupie płacono 13 zł. – W ubiegłym roku było to 8 zł, a w tym rolnik może liczyć na zaledwie 5 zł – wylicza Jan Matusik, rolnik z Mazowsza. Podkreślając, że przy tym poziomie wytwórcy nie zwracają się nawet koszty produkcji, które rosną ze względu na podwyżki wynagrodzeń dla pracowników czy drożejący transport. Ratunku producenci nie mogą już szukać w eksporcie. Główni zachodni odbiorcy ekologicznych produktów zdają sobie sprawę z zaistniałej sytuacji i wykorzystują ją, zbijając ceny. Za kilogram rozdrobnionej ekomaliny do przetworów odbiorcy na Zachodzie płacą 2 euro. To o 1,2 euro mniej niż w 2017 r.
– Rozwiązaniem sytuacji mogłoby być przechowanie zbiorów do następnego roku. Problem jednak w tym, że urodzaj panuje też na rynku owoców i warzyw uprawianych konwencjonalnymi metodami. To sprawia, że chłodnie są przepełnione. Nie dość więc, że trudno znaleźć powierzchnię magazynową, to jeszcze trzeba więcej zapłacić za jej wynajem. Wielu rolników wycofuje się więc z produkcji – tłumaczy nasz rozmówca.
Jak zauważa Urszula Sołtysiak, na przestrzeni ostatnich lat zaostrzeniu uległy warunki, na jakich można otrzymać unijne wsparcie dla produkcji ekologicznej, to jeszcze kwoty dotacji przestały być atrakcyjne. To kolejny powód spadku liczby producentów.
Problem skali
Wśród ograniczeń dla rozwoju rynku producenci wymieniają też brak systemu dystrybucji, a także brak powiązań między producentami, przetwórcami a handlem.
Skarżą się, że otrzymują mało za swoje plony w porównaniu do tego, po ile są one oferowane w sklepach, gdzie ekoprodukty są droższe nawet o 50 proc. od tych wytwarzanych metodami konwencjonalnymi.
Dopiero od niedawna sieci handlowe organizują na terenie swoich sklepów półki ze zdrową żywnością, otwierając się przy tym bardziej na polskich dostawców. Na samym początku stawiały bowiem przede wszystkim na towary z importu.
– Przekonujemy naszych partnerów handlowych do przechodzenia na produkcję ekologiczną. Wysokie ceny wynikają w naszym przekonaniu z ograniczonej oferty polskich firm. To, co jest w sklepach, pochodzi głównie od zagranicznych ekodostawców. Mamy w planach przyznawanie grantów przedsiębiorcom, którzy podejmą ryzyko. Będziemy też podpisywać z nimi kontrakty na odbiór certyfikowanej żywności – komentuje Robert Noceń z sieci Carrefour Polska, która obecnie oferuje kilkaset tego rodzaju produktów.
Jan Matusik zwraca jednak uwagę, że w wielkim handlu można zaistnieć tylko przy odpowiedniej skali działalności. – W skład sieci wchodzi nie kilka, a kilkadziesiąt czy nawet kilkaset sklepów. To zatem dobra droga do dystrybucji, ale dla większych producentów – dodaje.
Prawie prosto z pola
Mała liczba ekologicznych sklepów oraz niedostępność tego rodzaju produktów w tradycyjnych marketach to główne bariery dla zakupów żywności bio z punktu widzenia klientów. Rozwiązanie tego problemu może przynieść zaangażowanie się rolników w sprzedaż bezpośrednią. Obecnie na rynku działa wiele portali, które umożliwiają zbyt produktów z pominięciem pośredników.
Wśród podstawowych warunków, jakie trzeba spełnić, by sprzedawać za ich pośrednictwem, jest posiadanie certyfikatu. Portale wymagają, by ekologiczne pochodzenie produktów było udokumentowane. Jak tłumaczą, tego oczekują klienci, ale i wymagają przepisy.
– Poza tym oczekujemy, by rolnicy działali w okolicy. Jest to związane z tym, że w każdy wtorek na własny koszt dostarczają swoje produkty do naszej siedziby, skąd są wysyłane zamówienia do klientów – komentuje Jan Czaja, jeden z założycieli portalu Paczkaodrolnika.pl, z którym współpracuje 20 rolników. Ma 2 tys. stałych klientów. Najdalsza miejscowość, z której dostarczane są produkty, jest oddalona o 140 km. Tam kilku rolników umówiło się i na zmianę przywożą towary. Obecnie towary poprzez portal są dostarczane z województwa małopolskiego i świętokrzyskiego. Niedługo klienci będą obsługiwani z kolejnego miejsca w Polsce – województwa mazowieckiego.
Ranozebrano.pl nie stawia takich warunków. – Sami odbieramy towar od rolnika i dowozimy go do naszych magazynów, skąd wychodzą paczki do zamawiających – mówi Maciej Szmajda z portalu, dodając, że usługa ta nie jest dodatkowo płatna.
Portale za współpracę nie pobierają opłat. Umowy zawierane są na dowolny okres. Płatności też często są ustalane indywidualnie z dostawcą. Bywa, że są realizowane po każdym dowozie towaru, ale też i po 60 dniach. Jeśli chodzi o skalę działania, to nie ma ona znaczenia. Portale otwarte są na współpracę zarówno z małymi, jak i dużymi wytwórcami.
– Ważne jest tylko, by dostawa była płynna. Oczywiście jeśli towar się skończy, nie oznacza to końca współpracy. Zdajemy sobie sprawę, że oferowane przez rolników produkty pochodzą z natury i wszystko może się zdarzyć – słyszymy od Macieja Szmajdy.
Ekologiczna żywność w Polsce
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu