Na równi pochyłej. Nie tylko przez ceny i rynek
Przyczyn pogarszającej się kondycji sektora budowlanego jest wiele. To nie tylko rosnące koszty materiałów budowlanych czy wynagrodzeń, lecz także zmiany prawne, które rykoszetem uderzają w firmy
Rosnące wynagrodzenia, coraz bardziej widoczny brak rąk do pracy w budownictwie związany z niskim poziomem bezrobocia, galopujące ceny materiałów budowlanych, napędzane spiętrzeniem robót budowlanych w związku z uruchomieniem nowej perspektywy unijnej i boomem na rynku mieszkaniowym, a przede wszystkim – sztywne postanowienia umów o zamówienia publiczne. Te i inne przyczyny doprowadziły w ostatnim roku do obniżenia rentowności kontraktów budowlanych i sprawiły, że ryzyko kolejnej fali upadłości w sektorze stało się realne. Dotyczy to już całej budowlanki, a nie tylko firm realizujących zlecenia w ramach inwestycji infrastrukturalnych.
Wiele spółek przyznaje, że w poprzednich latach, kalkulując ceny w przetargach, nie robiło rezerw na pokrycie ewentualnych wzrostów kosztów. Przedsiębiorcy nie kryją, że wówczas nie pomyśleli o tym, ale też nie przypuszczali, że ceny materiałów budowlanych i robocizny tak bardzo poszybują w górę. W przeszłości chcieli przede wszystkim pozyskać nowe zlecenie, a tym samym odbudować portfel zamówień. – Rzeczywistość okazała się inna. Co więcej, wzrost kosztów trwa do dziś, co ma przełożenie na opłacalność wygranych już przetargów – mówi Wojciech Trojanowski.
Do wielu czynników kosztotwórczych ostatnio doszedł jeszcze jeden: rosnące ceny transportu. Przez to, że na kolei rozpoczęły się remonty, przewóz towarów na większą skalę odbywa się częściej drogami. To napędza stawki za realizację usługi, z której trzeba korzystać, bo wydobycie kruszyw, tłucznia ma miejsce na południu kraju, a jego wykorzystanie do inwestycji – na północy Polski.
Nie sprzyja też kondycji branży sytuacja w gospodarce, która akurat zmienia się na niekorzyść przedsiębiorców. Bezrobocie spada, przez co coraz trudniej nie tylko o fachowców, lecz także w ogóle o pracowników. Do tego dochodzi jeszcze presja inflacyjna.
Prawne zmiany powodują zamieszanie
Oliwy do ognia dolewają regulacje prawne. Wśród nich – wprowadzony w 2017 r. mechanizm odwróconego VAT, który – jak twierdzą eksperci – spowodował w pierwszej kolejności pogorszenie płynności finansowej firm podwykonawczych, a w dalszej kolejności – wzrost cen usług podwykonawczych o ponad 20 proc., co odbija się już na sytuacji generalnych wykonawców.
– Mechanizm odwróconego VAT doprowadził też do powstania znaczącej luki w systemie obiegu pieniądza w procesie inwestycyjnym. Podwykonawcy, kupując materiały budowlane, muszą płacić VAT, ale fakturują je już bez VAT. Takie zjawisko destabilizuje sytuację płatniczą, zwłaszcza mniejszych podmiotów, mających ograniczoną zdolność kredytową i praktycznie paraliżuje lokalne, jednoosobowe firmy, bardzo istotne w procesach budowlanych – tłumaczy Paweł Nogalski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. finansowych Trakcja PRKiI.
Split payment też da w kość
Ręce wykonawcom wiązać też będzie obowiązujący od 1 lipca split payment, czyli metoda podzielonej płatności, której stosowanie zapowiada wielu inwestorów – spółek Skarbu Państwa. Ta metoda zakłada, że wykonawca dostaje wynagrodzenie na dwa oddzielne konta: wartość netto trafi na firmowe konto, a podatek VAT na drugi, specjalny rachunek. Tyle że środków z tego drugiego rachunku przedsiębiorca nie będzie mógł wykorzystać do żadnego innego celu niż regulacja zobowiązania podatkowego. W tym właśnie cały problem dla budowlanki. Do tej pory wykonawca mógł dowolnie zarządzać kwotą brutto otrzymaną od inwestora. Tym samym VAT-em ze sprzedaży mógł finansować np. wynagrodzenia. Teraz kwotę podatku otrzymuje na oddzielne konto, co powoduje, że te pieniądze są praktycznie zamrożone i to nierzadko przez 60 dni, bo tyle czasu na zwrot będzie ma skarbówka.
Kolejne czarne chmury na horyzoncie
A jakby tego było mało, szykują się kolejne zmiany prawa, które mogą się negatywnie przełożyć na płynność finansową przedsiębiorstw w tej branży. Mowa o projekcie ustawy o zapobieganiu nadużyciom w inwestycjach drogowych przygotowanym przez resort sprawiedliwości.
Jego główne założenie to zamrożenie wynagrodzenia generalnego wykonawcy do czasu, gdy rozliczy się z podwykonawcami. Inaczej mówiąc: Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad będzie wpłacała pieniądze na specjalne konto stanowiące drogowy rachunek powierniczy, a bank nie wypłaci ich do momentu otrzymania potwierdzenia o zaspokojeniu roszczeń podwykonawców. Projekt nowej ustawy przewiduje także surowe kary za nadużycia przy strategicznych inwestycjach. Za uzależnienie wypłaty podwykonawcy całości lub części umówionego wynagrodzenia od okoliczności nieprzewidzianych w umowie lub przepisach prawa grozić ma np. grzywna, kara ograniczenia wolności albo do dwóch lat więzienia.
Jak podkreśla resort sprawiedliwości, to odpowiedź na zachowania nierzetelnych generalnych wykonawców, przez których cierpią podwykonawcy, głównie małe rodzinne polskie firmy. Przykład z ostatnich miesięcy – firma, której GDDKiA zapłaciła za budowę odcinka trasy S19, nie była skłonna uregulować swych zobowiązań wobec jednego z podwykonawców. Oświadczyła, że zapłaci, ale pod warunkiem udzielenia jej upustu w wysokości 700 tys. zł (przy wynagrodzeniu na kwotę 1,6 mln zł). Branża budowlana zwraca uwagę, że podwykonawcy są już dobrze chronieni na rynku. To dzięki nowelizacji przepisów o zamówieniach publicznych, będącej konsekwencją fali bankructw firm budowlanych z 2012 r. Nowe przepisy wprowadziły specjalne zasady regulujące współpracę generalnych wykonawców z mniejszymi firmami.
Duże firmy budowlane uważają, że nowe zmiany jeszcze bardziej pogorszą ich sytuację finansową. – Metody zabezpieczające podwykonawców już są dostępne. Wystarczy tylko lepiej je egzekwować. Już dziś przecież generalny wykonawca musi przedstawić inwestorowi potwierdzenie, że uregulował wszelkie zobowiązania wobec podwykonawców. Dopiero wtedy ten może uruchomić płatność za wykonany etap prac na rzecz generalnego wykonawcy – stwierdza Leszek Gołąbiecki z Unibepu.
Jakub Chojnacki z PORR zauważa, że wiele umów na realizację kontraktów nakłada na generalnych wykonawców dodatkowo wysokie kary finansowe za wszelkiego rodzaju opóźnienia w regulowaniu zobowiązań. – Sięgają one kilkunastu tysięcy złotych. A bywa, że miesięcznie mamy do uregulowania faktury na rzecz nawet kilkuset podwykonawców – dodaje. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu